Yaxleyówna kiwnęła jedynie głową w stronę Ambroisa, nie miała najmniejszego problemu z tym, aby się tutaj na coś przydać. Może nie było jej podczas przygotowań ogniska, więc przynajmniej mogła teraz wszystko posprzątać. Zapewne nikt nie zakładał, że skończy się ono tak szybko, ale cóż, różnie to bywa, czyż nie?
Nie wydawało jej się, aby ktokolwiek miał ochotę zostać tutaj dłużej. Przedstawienie się zakończyło, popsuło im wieczór, to by było na tyle. Noc była jeszcze młoda i można było z niej coś wyciągnąć, jednak najpierw warto było się zająć tym całym bałaganem.
Już od samego początku nie do końca wiedziała dlaczego okolica wyglądała w ten sposób, to znaczy nie miała pojęcia dlaczego znajdowało się tu magiczne jezioro, palmy i ta cała reszta. Nie pytała o to, stwierdziła, że to była chwilowa zachcianka kogoś z tu obecnych, chociaż raczej nie zakładała, że Corio miał z tym coś wspólnego. Jasne miał swoje fanaberie, ale nie wydawało jej się, by to było w jego guście. Może też dobrze, że to całe zamieszanie ominęło ciocię Ulę, bo Yalxeyówna nie sądziła, żeby była zachwycona tym, co się wydarzyło. Na szczęście nie miała tej przyjemności, aby być świadkiem upadku Romulusa Pottera.
- Jasne, to drobnostka. - Rzuciła jeszcze do Corio, po czym odstawiła karton, który trzymała w dłoniach na stół. Sięgnęła po różdżkę. Oczywiście, że nie zamierzała stać z założonymi rękoma i patrzeć, jak oni sami się wszystkim zajmowali. Razem pójdzie im szybciej, mniejszym kosztem, każdy będzie mógł dość szybko się stąd oddalić, a miała wrażenie, że w tym przypadku to było to, do czego zmierzali. Chcieli opuścić to miejsce, uspokoić się, bo nie wydawało jej się, aby ktokolwiek czuł się komfortowo, a miało być miło, miło i przyjemnie. Jak widać nawet wśród bliskich może być o to trudno.
Ścisnęła mocniej różdżkę w dłoni i ruszyła w stronę jeziora, tak jak ustaliła z Greengrassem - zajęła się jego lewą stroną, żeby nie wchodzili sobie w drogę. Rozproszenie magii nie było szczególnie trudne, akurat na tym znała się dość dobrze, więc faktycznie wspólnymi siłami powinno im to pójść całkiem sprawnie. Będą mogli stąd zniknąć, oddalić się i zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Chociaż, czy na pewno? To raczej nie były sprawy, na które powinni przymknąć oko, zignorować je. Spodziewała się raczej, że będzie to niosło ze sobą długotrwałe konsekwencje, bo pewnych granic się nie przekraczało, i każdy kto miał odrobinę oleju w głowie o tym wiedział. Nawet ona, a przecież należała do osób bardzo porywczych, umiała jednak się hamować, wiedziała, kiedy zaczyna przesadzać, dało się ją doprowadzić do porządku, szczególnie, gdy ktoś już zwracał jej uwagę na to, że przegina. W tym wypadku nic nie pomogło.
Przemierzała więc brzego jeziora, machając przy tym różdżką i mrucząc pod nosem kolejne zaklęcia, które miały rozproszyć wszystko, co zostało stworzone magią kilka godzin wcześniej.
Sukces!
Sukces!