01.07.2025, 19:34 ✶
Kapitan zerknął przelotnie na Laurenta, gdy ten wspomniał o byciu bezbronnym mężczyzną. Lekko uniósł brew, ale z jego ust nie wydobyło się żadne słowo, żadne widać. Gdy Benjy się przedstawił, Kapitan skinął głową. Zapamięta to imię, tak jak imiona pozostałych, którymi się posługiwali. Na moment zrobił krok w tył, żeby dać im pole do rozmów. Sam wpatrywał się w wodę, tak spokojną i niczym niezmąconą, nie licząc nienaturalnych ruchów fal, które powodował statek. Słuchał jednak uważnie i czujnie, by w razie czego podjąć decyzję za grupę. Był do tego przyzwyczajony. Mugole mieli na to jakieś przysłowie: coś o garnkach, głodzie i kucharkach.
- Panna Yaxley ma rację - rzucił w końcu, wysłuchując wszystkich do końca. Odwrócił się w stronę grupy, a potem zerknął na pozostałych członków Artemis. - Mamy kilka opcji według mnie. Albo łódka i zanęta, ale przy ich gabarytach zanęta może nie wystarczyć - uznają nas faktycznie za pożywienie. Ze statkiem jednak będzie to samo, chociaż jest większy...
Mlasnął nagle, jakby rozwiązanie cały czas stało przed nimi otworem. Niczym przepaść, którą skutecznie omijali, nie chcąc w nią wpaść - a przecież to ta przepaść była rozwiązaniem.
- Popłyniemy statkiem - powiedział w końcu, zwracając się do Leviathana, który w sumie odpowiadał za ten plan. Zerknął także na Laurenta, jako że ten mówił, że zna się na bestiach. Zresztą nie było tajemnicą, że był Prewettem i kopytkował sobie na latających konikach. - Zarzucimy do wody zanętę w sieci, a potem zaczniemy podnosić go w górę. Wyprowadzimy je głębiej w morze, przy odrobinie szczęścia nawet jak złapią przynętę, to liny można przeciąć, żeby nie pociągnęły nas na dno. Jednak co zrobimy, żeby nie wróciły?
Zanęty zanętami, ale jeżeli postanowią zawrócić, to co wtedy? Jak upewnią się, że węże nie wrócą? Kapitan przestąpił z nogi na nogę, a potem zerknął na Geraldine poważnym wzrokiem.
- Jaką mamy gwarancję, że nie wrócą tam, gdzie biją się mugole? Jak możemy się upewnić, poza wybiciem wszystkich? - plan z mordem na stworzeniach mu odpowiadał, ale coś czuł, że niektórym tu może się nie spodobać. Może mieli jakiś lepszy plan, ale teraz widział w całym Artemis swojego sojusznika. Mieli wiedzę, mieli doświadczenie i sprzęt.
Statek zakołysał się niespokojnie na wodzie. Kapitan utrzymał się, zaciskając dłoń na burcie. Fale robiły się większe, ale - co ciekawe - tylko niektóre. Nie zapowiadało się na sztorm.
- Trzymajcie się, wpływamy w prąd - powiedział, unosząc wzrok ku bocianiemu gniazdu. Nie dostał sygnału, że coś było nie tak, ale to było dość... niespodziewane. Zmarszczył brwi, czując w kościach, że coś jednak było nie w porządku.
- Panna Yaxley ma rację - rzucił w końcu, wysłuchując wszystkich do końca. Odwrócił się w stronę grupy, a potem zerknął na pozostałych członków Artemis. - Mamy kilka opcji według mnie. Albo łódka i zanęta, ale przy ich gabarytach zanęta może nie wystarczyć - uznają nas faktycznie za pożywienie. Ze statkiem jednak będzie to samo, chociaż jest większy...
Mlasnął nagle, jakby rozwiązanie cały czas stało przed nimi otworem. Niczym przepaść, którą skutecznie omijali, nie chcąc w nią wpaść - a przecież to ta przepaść była rozwiązaniem.
- Popłyniemy statkiem - powiedział w końcu, zwracając się do Leviathana, który w sumie odpowiadał za ten plan. Zerknął także na Laurenta, jako że ten mówił, że zna się na bestiach. Zresztą nie było tajemnicą, że był Prewettem i kopytkował sobie na latających konikach. - Zarzucimy do wody zanętę w sieci, a potem zaczniemy podnosić go w górę. Wyprowadzimy je głębiej w morze, przy odrobinie szczęścia nawet jak złapią przynętę, to liny można przeciąć, żeby nie pociągnęły nas na dno. Jednak co zrobimy, żeby nie wróciły?
Zanęty zanętami, ale jeżeli postanowią zawrócić, to co wtedy? Jak upewnią się, że węże nie wrócą? Kapitan przestąpił z nogi na nogę, a potem zerknął na Geraldine poważnym wzrokiem.
- Jaką mamy gwarancję, że nie wrócą tam, gdzie biją się mugole? Jak możemy się upewnić, poza wybiciem wszystkich? - plan z mordem na stworzeniach mu odpowiadał, ale coś czuł, że niektórym tu może się nie spodobać. Może mieli jakiś lepszy plan, ale teraz widział w całym Artemis swojego sojusznika. Mieli wiedzę, mieli doświadczenie i sprzęt.
Statek zakołysał się niespokojnie na wodzie. Kapitan utrzymał się, zaciskając dłoń na burcie. Fale robiły się większe, ale - co ciekawe - tylko niektóre. Nie zapowiadało się na sztorm.
- Trzymajcie się, wpływamy w prąd - powiedział, unosząc wzrok ku bocianiemu gniazdu. Nie dostał sygnału, że coś było nie tak, ale to było dość... niespodziewane. Zmarszczył brwi, czując w kościach, że coś jednak było nie w porządku.
Wszyscy z AF poniżej 3 niech rzucą 1 kością (3 i więcej zwalnia z rzutu). Sukces oznacza utrzymanie się na nogach, słaby sukces - musieliście się czegoś złapać, żeby nie stracić równowagi. Porażka to wywalenie się na dupę. Ewentualne krytki opiszę ja. Jak macie jakąś przewagę typu żeglowanie albo inną, która może wspomóc AF w utrzymaniu równowagi: napiszcie ją wg wzoru i doliczymy do wyniku +10:
Czas na odpis: do 5.07 do północy, odpis pojawi się 6.07 z rana.
Kod:
[i]Rzucam na AF 2K, przewaga żeglowanie +10 do rzutu[/i]
[roll=N]Czas na odpis: do 5.07 do północy, odpis pojawi się 6.07 z rana.
Lost in the serenity
Found by the water
Found by the water