02.07.2025, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2025, 17:02 przez Lazarus Lovegood.)
Popiół Spalonej Nocy opadł, podobnie, jak szok wywołany gwałtownymi wydarzeniami i po departamentach Ministerstwa zaczęły krążyć listy rannych i poległych, a tuż za nimi - plotki. Kto nie wróci za swoje biurko. Kogo trzeba będzie zastąpić. Tych, którzy byli bliżej związani z którąś z ofiar, stać było na empatię. Pozostałych stać było na zajęcie się tym, co naprawdę mogło pomóc - działaniem.
Lazarus Lovegood nie znał się na opiece nad rannymi, nie umiał odbudowywać domów i nie był na pozycji, która pozwalała mu jakkolwiek przydać się w bezpośrednim naprawianiu szkód. Potrafił natomiast gasić pożary innego rodzaju.
Kiedy rozpętało się piekło, był w pracy, odbębniając nadgodziny w gotowości na wypadek, gdyby Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego potrzebował jakiejś dokumentacji z jego biura w toku swoich przygotowań do audytu. Nudny, piątkowy wieczór (kto zarządza takie zadania na piątek? Czy Shafiq był sadystą?, pomyślał Lovegood z uczciwym zainteresowaniem) z godziny na godzinę zmienił się w pandemonium. Każda para rąk była potrzebna i on sam zaangażował się w działania, i… och.
Przez jedną pełną chaosu i zła noc, wśród strachu i gniewu, czuł się potrzebny, czuł, że ma wpływ na cokolwiek i czuł się bardziej żywy, niż w ciągu ostatnich kilku lat spędzonych wśród regulacji i tabelek Urzędu Celnego.
Nie miał nic przeciw tabelom, były wspanialym narzędziem wtedy, kiedy coś znaczyły. Nie, kiedy kolejny znudzony kierownik kazał sobie dostarczać wciąż te same zestawienia różniące się zakresem dat albo jakimś bzdurnym parametrem. Nie, kiedy służyły tylko wypełnianiu zakurzonych teczek albo wykazywaniu, że urząd działa jak należy, że Ministerstwo działa, jak należy, że nie jest nieudolne i bezwładne, a jego działania wcale nie są pozorne.
Tylko, że Lazarus nie nadawał się do niczego więcej, niż do tworzenia tych przeklętych tabelek, wspierania tych pozornych działań, nie kiedy miał już za sobą lata świetności na polu zawodowym, zakończone upadkiem, którego ofiarą, co najgorsze, nie był nawet on sam. Nie, kiedy dwa razy już podjął próbę wyrównania tego uwłaczającego imbalansu, dwukrotnie z ulgą poddał się temu, co trzeba zrobić i dwukrotnie zawiódł. Przebudzenie było tak samo bolesne za każdym razem.
Dlaczego więc usłyszawszy o wakacie u Shafiqa zrobił mentalną notatkę, by napisać do niego? To była jedna z tych rzeczy, za które jego psychiatra prawdopodobnie poklepałby go po plecach i powiedział coś o postępach w terapii i odzyskiwaniu poczucia sprawczości. A Lazarus prychnąłby z niedowierzaniem.
List jednak powstał, został wysłany, odniósł spodziewany skutek i oto Lovegood został zaproszony do gabinetu Anthony'ego Shafiqa na godzinę 13:00.
W związku z tym, kwadrans po dwunastej wydobył z biurka swoje notatki zawierające wszystko, czego udało mu się dowiedzieć o Anthonym i co sam pamiętał z czasów ich krótkiej, ale owocnej współpracy.
O 12:27 skończył czytać, wypalił papierosa i machnięciem różdżki usunął zapach dymu - zaklęcie będące istnym błogosławieństwem teraz, kiedy po Spalonej Nocy swąd spalenizny utrzymywał się w jego mieszkaniu i wnikał w ubrania mimo podejmowanych przez Lazarusa magicznych i tradycyjnych prób jego usunięcia.
O 12:50 aportował się w głównym budynku Ministerstwa Magii.
O 12:58 stanął w drzwiach dużego biura OMSHM.
Obrzucił wzrokiem puste biurka, nielicznych pracowników, smutne twarze - atmosfera typowa w tych dniach dla wszystkich właściwie miejsc, które Lazarus odwiedzał. Odprowadzany milczeniem przeszedł długimi krokami do drzwi szefa oddziału i zatrzymał się przed nimi na chwilę.
Dzień dobry. Dziękuję za możliwość spotkania. Czy powinien powtórzyć kondolencje?
Pamiętał Anthony'ego jako zdecydowanego, rozsądnego człowieka, ceniącego kompetencje bardziej, niż konwenanse. Zapukał i, wezwany, wszedł.
Szef OMSHM siedział za zawalonym papierami biurkiem, w nieładzie były nie tylko dokumenty, ale i jego włosy, przeczesywanie najwyraźniej palcami w stresie. Podkrążone oczy, przygarbione plecy. Lazarus nie był mistrzem czytania intencji i nastrojów, ale nawet on widział, że Shafiq wygląda, jak ktoś, kto rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Zerknął na drugie biurko, niezajęte. Czyli Selwyn jest nieobecny. Ciekawe, ile prawdy jest w tym pogłoskach o dymisji. Czy w razie czego, dałoby się zaczepić także u jego zastępcy? Do rozważenia później.
- Dzień dobry. Dziękuję za możliwość spotkania - powiedział, patrząc w wymęczoną twarz Shafiqa.
Lazarus Lovegood nie znał się na opiece nad rannymi, nie umiał odbudowywać domów i nie był na pozycji, która pozwalała mu jakkolwiek przydać się w bezpośrednim naprawianiu szkód. Potrafił natomiast gasić pożary innego rodzaju.
Kiedy rozpętało się piekło, był w pracy, odbębniając nadgodziny w gotowości na wypadek, gdyby Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego potrzebował jakiejś dokumentacji z jego biura w toku swoich przygotowań do audytu. Nudny, piątkowy wieczór (kto zarządza takie zadania na piątek? Czy Shafiq był sadystą?, pomyślał Lovegood z uczciwym zainteresowaniem) z godziny na godzinę zmienił się w pandemonium. Każda para rąk była potrzebna i on sam zaangażował się w działania, i… och.
Przez jedną pełną chaosu i zła noc, wśród strachu i gniewu, czuł się potrzebny, czuł, że ma wpływ na cokolwiek i czuł się bardziej żywy, niż w ciągu ostatnich kilku lat spędzonych wśród regulacji i tabelek Urzędu Celnego.
Nie miał nic przeciw tabelom, były wspanialym narzędziem wtedy, kiedy coś znaczyły. Nie, kiedy kolejny znudzony kierownik kazał sobie dostarczać wciąż te same zestawienia różniące się zakresem dat albo jakimś bzdurnym parametrem. Nie, kiedy służyły tylko wypełnianiu zakurzonych teczek albo wykazywaniu, że urząd działa jak należy, że Ministerstwo działa, jak należy, że nie jest nieudolne i bezwładne, a jego działania wcale nie są pozorne.
Tylko, że Lazarus nie nadawał się do niczego więcej, niż do tworzenia tych przeklętych tabelek, wspierania tych pozornych działań, nie kiedy miał już za sobą lata świetności na polu zawodowym, zakończone upadkiem, którego ofiarą, co najgorsze, nie był nawet on sam. Nie, kiedy dwa razy już podjął próbę wyrównania tego uwłaczającego imbalansu, dwukrotnie z ulgą poddał się temu, co trzeba zrobić i dwukrotnie zawiódł. Przebudzenie było tak samo bolesne za każdym razem.
Dlaczego więc usłyszawszy o wakacie u Shafiqa zrobił mentalną notatkę, by napisać do niego? To była jedna z tych rzeczy, za które jego psychiatra prawdopodobnie poklepałby go po plecach i powiedział coś o postępach w terapii i odzyskiwaniu poczucia sprawczości. A Lazarus prychnąłby z niedowierzaniem.
List jednak powstał, został wysłany, odniósł spodziewany skutek i oto Lovegood został zaproszony do gabinetu Anthony'ego Shafiqa na godzinę 13:00.
W związku z tym, kwadrans po dwunastej wydobył z biurka swoje notatki zawierające wszystko, czego udało mu się dowiedzieć o Anthonym i co sam pamiętał z czasów ich krótkiej, ale owocnej współpracy.
O 12:27 skończył czytać, wypalił papierosa i machnięciem różdżki usunął zapach dymu - zaklęcie będące istnym błogosławieństwem teraz, kiedy po Spalonej Nocy swąd spalenizny utrzymywał się w jego mieszkaniu i wnikał w ubrania mimo podejmowanych przez Lazarusa magicznych i tradycyjnych prób jego usunięcia.
O 12:50 aportował się w głównym budynku Ministerstwa Magii.
O 12:58 stanął w drzwiach dużego biura OMSHM.
Obrzucił wzrokiem puste biurka, nielicznych pracowników, smutne twarze - atmosfera typowa w tych dniach dla wszystkich właściwie miejsc, które Lazarus odwiedzał. Odprowadzany milczeniem przeszedł długimi krokami do drzwi szefa oddziału i zatrzymał się przed nimi na chwilę.
Dzień dobry. Dziękuję za możliwość spotkania. Czy powinien powtórzyć kondolencje?
Pamiętał Anthony'ego jako zdecydowanego, rozsądnego człowieka, ceniącego kompetencje bardziej, niż konwenanse. Zapukał i, wezwany, wszedł.
Szef OMSHM siedział za zawalonym papierami biurkiem, w nieładzie były nie tylko dokumenty, ale i jego włosy, przeczesywanie najwyraźniej palcami w stresie. Podkrążone oczy, przygarbione plecy. Lazarus nie był mistrzem czytania intencji i nastrojów, ale nawet on widział, że Shafiq wygląda, jak ktoś, kto rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Zerknął na drugie biurko, niezajęte. Czyli Selwyn jest nieobecny. Ciekawe, ile prawdy jest w tym pogłoskach o dymisji. Czy w razie czego, dałoby się zaczepić także u jego zastępcy? Do rozważenia później.
- Dzień dobry. Dziękuję za możliwość spotkania - powiedział, patrząc w wymęczoną twarz Shafiqa.