03.07.2025, 03:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2025, 03:32 przez Hestia Bletchley.)
Hestia przytaknęła głowa na znak, że i ona nie zamierza się śmiać i rzeczywiście nie zaśmiała się ani razu, ale Marta jednak mówiła tak długo, że... Bletchley w pewnym momencie powoli zaczęła się gubić w tym co się działo, kto był kim i jaki uczeń, jak przezwał Martę. Wyglądało na to, że przerwy na nabranie oddechu (których Marta z wiadomych przyczyn nie potrzebowała) były jednak całkiem przydatne dla rytmu rozmowy.
Nie znaczyło to jednak, że Hestia nie próbowała jej słuchać, bo... Ojej. To była naprawdę smutna historia. I strasznie niesprawiedliwa. No bo gdzie była sprawiedliwość w tym, że prześladowana uczennica nigdy nie otrzymała szansy na znalezienie sobie prawdziwych przyjaciół nawet jeśli poza murami szkoły. Marta... Miała smutne życia i skończyła równie smutno, a Bletchley poczuła się strasznie nieswojo, gdy dotarło do niej, że żadnego szczęśliwego zakończenia już tutaj nie będzie.
Ale jednak Marta mówiła naprawdę długo i nawet jeśli Hestia poczuła się przez to głupio, to mówienie ducha trochę zaczynało ją męczyć, bo... No trochę w kółko gadała to samo, a Hestia trochę liczyła, że dowie się więcej o samej jej śmierci, nie ważne jak źle by to nie brzmiało.
I chyba Henry miał dokładnie taką samą myśl, bo spojrzał na Hestię w tym samym momencie i... I to najwyraźniej szalenie nie spodobało się Marcie.
– Nie, nie. To nie tak! – zaprotestowała Bletchley. – Po prostu eee... – Ugh. Wymyślanie wymówek na bieżąco było naprawdę trudne. W książkach było to łatwiejsze. No tak. Oczywiście, że w książkach było to łatwiejsze skoro autor mógł nad nimi myśleć tak długo, jak tylko chciał. – Po prostu wcześniej rozmawialiśmy z Henrym o sposobach na samoobronę. I on mówił, że najlepiej jest uderzać w nos, a ja że wcisnąć kciuki w węzły chłonne na szyi, bo jak jest się naprawdę silnym to można nawet kogoś e ten sposób podnieść. Ale no... Twój sposób na Gordona wydaje się lepszym.
Marta patrzyła się na nich przez chwilę myśląc.
– Oh, żałuję, że Jill Bones nie dostała ode mnie w nos. Zasłużyła sobie na to, a teraz i tak jej nic nie zrobię. Ale niestety. Ludzie wolą się naśmiewać z biednej Marty, niż dać komuś z nich w nos.