03.07.2025, 09:14 ✶
List Alexandra do matki, Seliny Ayers, zamieszkującej samotnie w Mulciber Manor, tuż po wydarzeniach Spalonej Nocy, 9 IX 1972 r.
Mamo,
Nigdy nie przepadałem za wróżeniem z płomieni. Heraklit słusznie widział w ogniu arché wszechświata, a Ty lubiłaś zawsze cichym szeptem i śpiewem zachęcać dogasające na palenisku węgle, aby na nowo buchnęły żarem. Aby zagorzały ogniem, który odbijał się w Twoich oczach, gdy wieszczyłaś, pozwalając, aby jego języki lizaly Ci palce, jak posłuszne psy. Ile razy próbowałem Cię naśladować, a potem chodziłem z poparzonymi palcami? Włożyłem kiedyś całą dłoń do paleniska, chcąc schwycić wizję, którą dostrzegłem w płomieniach. Nie była tym, czego się spodziewałem. Przyszłość zapisana w płomieniach jest tak samo niestabilna jak te płomienie, stwarzające się i zanikające, tak jak wiatr zawieje.
Wiatr zawiał, a ja znowu chodzę z poparzonymi palcami. A jednak nauczyłem się zaklinać ogień, aby tańczył dla mnie. Nie podobało mi się to, co mi pokazał. Znaki nie były precyzyjne. Gdy dostrzegałem sens pośród chaosu, przyszłość zmieniała się, płonąc przekorą. Zrozumiałem, czemu tak wielu piromantów zginęło, rzucając się na stosy, które sami wzniecili.
W Londynie był pożar.
Zacząłem się zastanawiać... Powiedziałabyś mi wcześniej, gdybyś zobaczyła coś w płomieniach? Powiedziałabyś mi, prawda, mamo? Nieważne, jak bardzo to byłoby złe?
Jeżeli nie masz nic przeciwko, chciałbym na jakiś czas przenieść się do Mulciber Manor. Ogień nie sięgnął po wrzosowiska Yorkshire, ale będę czuł się spokojniejszy, wiedząc, że nie jesteś tam sama, bez żadnej protekcji. Poprosiłem też Lorien, aby z nami zamieszkała. Pamiętasz przecież Lorien Crouch. Piszę o tym, bo pomyślałem, że się ucieszysz, przypomnisz sobie lepsze czasy. Przypomnisz sobie, że jako chłopiec nigdy nie prosiłem Cię przecież o maść na oparzenia. Nie prosiłem nawet, abyś opowiedziała mi, co widzisz w płomieniach. Prosiłem, abyś pokazała mi jak patrzeć, żeby widzieć.
Nigdy nie przepadałem za wróżeniem z płomieni. Heraklit słusznie widział w ogniu arché wszechświata, a Ty lubiłaś zawsze cichym szeptem i śpiewem zachęcać dogasające na palenisku węgle, aby na nowo buchnęły żarem. Aby zagorzały ogniem, który odbijał się w Twoich oczach, gdy wieszczyłaś, pozwalając, aby jego języki lizaly Ci palce, jak posłuszne psy. Ile razy próbowałem Cię naśladować, a potem chodziłem z poparzonymi palcami? Włożyłem kiedyś całą dłoń do paleniska, chcąc schwycić wizję, którą dostrzegłem w płomieniach. Nie była tym, czego się spodziewałem. Przyszłość zapisana w płomieniach jest tak samo niestabilna jak te płomienie, stwarzające się i zanikające, tak jak wiatr zawieje.
Wiatr zawiał, a ja znowu chodzę z poparzonymi palcami. A jednak nauczyłem się zaklinać ogień, aby tańczył dla mnie. Nie podobało mi się to, co mi pokazał. Znaki nie były precyzyjne. Gdy dostrzegałem sens pośród chaosu, przyszłość zmieniała się, płonąc przekorą. Zrozumiałem, czemu tak wielu piromantów zginęło, rzucając się na stosy, które sami wzniecili.
W Londynie był pożar.
Zacząłem się zastanawiać... Powiedziałabyś mi wcześniej, gdybyś zobaczyła coś w płomieniach? Powiedziałabyś mi, prawda, mamo? Nieważne, jak bardzo to byłoby złe?
Jeżeli nie masz nic przeciwko, chciałbym na jakiś czas przenieść się do Mulciber Manor. Ogień nie sięgnął po wrzosowiska Yorkshire, ale będę czuł się spokojniejszy, wiedząc, że nie jesteś tam sama, bez żadnej protekcji. Poprosiłem też Lorien, aby z nami zamieszkała. Pamiętasz przecież Lorien Crouch. Piszę o tym, bo pomyślałem, że się ucieszysz, przypomnisz sobie lepsze czasy. Przypomnisz sobie, że jako chłopiec nigdy nie prosiłem Cię przecież o maść na oparzenia. Nie prosiłem nawet, abyś opowiedziała mi, co widzisz w płomieniach. Prosiłem, abyś pokazała mi jak patrzeć, żeby widzieć.
Mam nadzieję, że czujesz się dobrze,
Alexander
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat