03.07.2025, 12:36 ✶
Przypatrywał się przez moment swojej przyjaciółce, jakby nie rozumiejąc do końca jej słów, choć może próbował znaleźć w nich co innego. Jego myśli gdy nie zajmował rąk pracą były znów splątane. Jego dusza nieco defensywnie podchodziła do wszelkich przejawów litości. Nie miał poczucia winy w stosunku do pomocy, którą otrzymał od niej i jej rodziny wcześniej, ale ciężko mu było nie myśleć, że może gdyby nie skorzystałby z ich ofert, jego życie byłoby - nawet po ataku - o wiele prostsze.
Momentalnie po tym zganił się za te myśli. Głupie i niemiłe dla kogoś, kto nie okazał mu nic ponad dobre serce i troskliwość. Potrząsnął głową i wsadził brudną ścierkę głęboko do kieszeni spodni, tak samo jak zakopał cały ten kołtun uczuć, które nikomu do niczego nie były obecnie potrzebne. Zaraz potem skinął głową, na znak że się zgadza na jej pomoc i plan w przygotowaniu zamówienia. Ruszyli w stronę domku. A raczej tego co z niego pozostało.
– Może być z tym problem. – podjął nieco chrapliwie, jak na swoich początkach w Dolinie Godryka, gdy odwykły od mówienia zmuszany był do mówienia czegokolwiek. Do interakcji. Nie był jej chętny. Znów bał się słów, zbyt kiepsko sobie z nimi radził. Problem z materiałami. Zdecydowanie bardziej potrzebujecie ich tam. – Nie spojrzał w kierunku Warowni, ale na moment skinieniem głowy wskazał tamto miejsce, czarną dziurę, nadpalone piętra. – Z resztą nie tylko wy... Ja nie jestem taki ważny, z resztą mieszkam teraz u Niko, u mojego brata niedźwiedzia. – Doprecyzował podchodząc do zgliszczy. A gdy już tam byli utonął w czymś na czym się znał, czym teraz próbował sobie pomóc, raz za razem... Pozbawiona niespodzianek, sucha, prosta praca. Siła jego mięśni dopełniana była przez siłę niedźwiedzich mięśni. Gdy była potrzeba przemieniał się choćby i tylko częściowo, aby przerzucić belki, ułożyć je, odgarnąć gruz. Segregować pracę którą spopielił konflikt, o którym nie miał większego pojęcia. Którego nie rozumiał.
Pracował w ciszy. Pozwalał sobie nie myśleć. Pozwalał sobie wyrzucić z siebie ewentualne prośby do Brenny, kiedy potrzebował magicznego wspornika, większej szufli. Metodyczna praca, dobra praca. Lecząca duszę praca. Dopiero gdy znalazł szczątki ramki w której wcześniej znajdował się obrazek - projekt Mabel dotyczący tego domu, coś w nim pękło. Stał jak skamieniały i patrzył na te dwa patyki będące niegdyś połową ramki a jego pięść zacisnęła się na niej tak mocno, że kostki pobielały.
– Dobrze, że Twoje mieszkanie ocalało. Też ma dziwne duchy? Zacieki? Słyszałem że budynki nawet takie, którym z pozoru nic nie jest, mają inne problemy. Dziwne problemy. – wypuścił szczątki ramki i sięgnął do tylnej kieszeni z której wyciągnął mały notes i ołówek. Pamiętał jeszcze ile materiałów było potrzebnych do renowacji, pamiętał wymiary, pamiętał dużo. Z resztą domek ogrodnika, to chwila moment. W przypadku rezydencji... – Z tym mogę ogarnąć, mogę odczyścić ogród. Ale Warownia... potrzebuje specjalistów i architektów. Ale mogę zrobić meble. Pamiętam jakie szafy i stoły mieliście w środku. Porozmawiam z Panem Garrickiem na temat drewna, część dostawców i magazynów była poza zadrapaniem. – Zaoferował ukrywając wszystko co czuł za faktami, które były warte wypowiedzenia na głos.
Momentalnie po tym zganił się za te myśli. Głupie i niemiłe dla kogoś, kto nie okazał mu nic ponad dobre serce i troskliwość. Potrząsnął głową i wsadził brudną ścierkę głęboko do kieszeni spodni, tak samo jak zakopał cały ten kołtun uczuć, które nikomu do niczego nie były obecnie potrzebne. Zaraz potem skinął głową, na znak że się zgadza na jej pomoc i plan w przygotowaniu zamówienia. Ruszyli w stronę domku. A raczej tego co z niego pozostało.
– Może być z tym problem. – podjął nieco chrapliwie, jak na swoich początkach w Dolinie Godryka, gdy odwykły od mówienia zmuszany był do mówienia czegokolwiek. Do interakcji. Nie był jej chętny. Znów bał się słów, zbyt kiepsko sobie z nimi radził. Problem z materiałami. Zdecydowanie bardziej potrzebujecie ich tam. – Nie spojrzał w kierunku Warowni, ale na moment skinieniem głowy wskazał tamto miejsce, czarną dziurę, nadpalone piętra. – Z resztą nie tylko wy... Ja nie jestem taki ważny, z resztą mieszkam teraz u Niko, u mojego brata niedźwiedzia. – Doprecyzował podchodząc do zgliszczy. A gdy już tam byli utonął w czymś na czym się znał, czym teraz próbował sobie pomóc, raz za razem... Pozbawiona niespodzianek, sucha, prosta praca. Siła jego mięśni dopełniana była przez siłę niedźwiedzich mięśni. Gdy była potrzeba przemieniał się choćby i tylko częściowo, aby przerzucić belki, ułożyć je, odgarnąć gruz. Segregować pracę którą spopielił konflikt, o którym nie miał większego pojęcia. Którego nie rozumiał.
Pracował w ciszy. Pozwalał sobie nie myśleć. Pozwalał sobie wyrzucić z siebie ewentualne prośby do Brenny, kiedy potrzebował magicznego wspornika, większej szufli. Metodyczna praca, dobra praca. Lecząca duszę praca. Dopiero gdy znalazł szczątki ramki w której wcześniej znajdował się obrazek - projekt Mabel dotyczący tego domu, coś w nim pękło. Stał jak skamieniały i patrzył na te dwa patyki będące niegdyś połową ramki a jego pięść zacisnęła się na niej tak mocno, że kostki pobielały.
– Dobrze, że Twoje mieszkanie ocalało. Też ma dziwne duchy? Zacieki? Słyszałem że budynki nawet takie, którym z pozoru nic nie jest, mają inne problemy. Dziwne problemy. – wypuścił szczątki ramki i sięgnął do tylnej kieszeni z której wyciągnął mały notes i ołówek. Pamiętał jeszcze ile materiałów było potrzebnych do renowacji, pamiętał wymiary, pamiętał dużo. Z resztą domek ogrodnika, to chwila moment. W przypadku rezydencji... – Z tym mogę ogarnąć, mogę odczyścić ogród. Ale Warownia... potrzebuje specjalistów i architektów. Ale mogę zrobić meble. Pamiętam jakie szafy i stoły mieliście w środku. Porozmawiam z Panem Garrickiem na temat drewna, część dostawców i magazynów była poza zadrapaniem. – Zaoferował ukrywając wszystko co czuł za faktami, które były warte wypowiedzenia na głos.