Tak jak się spodziewała - nie sprawiło jej to problemu. Całkiem nieźle radziła sobie z zaklęciami, które miały rozproszyć skutki innych czarów. Powoli, skrupulatnie usuwała wszystkie fragmenty wyczarowane wcześniej. Zadanie było jasne, proste. Nic skomplikowanego. Ktoś włożył sporo czasu by zamienić to miejsce w tymczasowy kurort kojarzący się raczej z południowym wybrzeżem, nie komentowała tego jednak od samego początku. Gdy tylko się tutaj znalazła miała wrażenie, że trochę popłynęli, ale to nie była jej sprawa. Jeśli miało im to sprawić przyjemność... każdy miał swoje fanaberie, czy coś.
Nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, że postanowiła im pomóc. Miała wrażenie, że mężczyźni zdecydowanie gorzej znieśli to, co się tutaj wydarzyło. W końcu Romulus był im bliższy, to ich rozczarowało to bardziej niż ją. Zresztą nie znała głębi, nie miała pojęcia, że była jeszcze spora część informacji, która póki co do niej nie dotarła. Już taka zdrada, takie zachowanie było bardzo nie na miejscu, wiedziała, że to wszystko wzbudziło w nich na pewno całą masę nie do końca mile widzianych emocji. Potrzebowali czasu, żeby się uspokoić, nabrać dystansu.
Nie zauważyła, że Astaroth podszedł do Roisa, gdyby dostrzegła to wcześniej to na pewno stanęłaby między nimi, to nie był odpowiedni moment na to, by ze sobą rozmawiali. Ambroise był zirytowany, a jej brat? Cóż, nigdy nie można się było spodziewać tego, czy akurat coś mu nie będzie przeszkadzało. Wolałaby uniknąć kolejnego konfliktu, bo wydawało jej się, że to mogłaby być przesada dla nich wszystkich, atmosfera już i tak została popsuta.
Uniosła wzrok znad tafli tymczasowego jeziora, a raczej już jego niewielkiej części, która została i spojrzała na Corneliusa, po chwili przeniosła spojrzenie w stronę mężczyzn stojących dalej. Westchnęła ciężko. Miała wrażenie, że to był zły pomysł. Powinna oddelegować brata do rodziców, ojciec na pewno by sobie poradził z jego problemem, może zrobiłby to w mniej humanitarny sposób niż ona, ale przynajmniej by to zadziałało. Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby Roth teraz wkurzał Ambroisa, bo mogłoby mu się ulać. Szczególnie po tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy w lesie. Oczywiście, że wspomniała mu o tym, że jej brat nie panował nad sobą, działo się tak zawsze, gdy próbowała na niego wpłynąć w jakikolwiek sposób. Powoli zaczynało jej już brakować pomysłów, właściwie chyba zaczęła się już poddawać. W prawdzie dzisiaj jeszcze nie spowodował żadnych problemów, ale był nieobliczalny.
- Nie, to mój problem, nie Twój. - Nie zamierzała obarczać Corio opieką nad wampirem. To nie była jego rola, i tak wykazał się dobrą wolą, że pozwolił jej go tutaj zabrać. Jeszcze tego brakowało, żeby teraz miał go eskortować do jego tymczasowej sypialni.
Miała świadomość, że Lestrange również został wyprowadzony z równowagi, sprzątał nieswój bałagan, w przeciwieństwie do co niektórych nie była osobą, która zachowywała się w ten sposób. Brała odpowiedzialność za swoje sprawy, na tyle na ile mogła. Spacer do piwnicy nie był niczym skomplikowanym, zajmie tylko chwilę.
- Zajmij się sobą, ja to ogarnę. - Ten wieczór nie do końca tak miał wyglądać, przynajmniej kiedy myślała o ognisku, jej wizja dosyć szybko legła w gruzach i okazało się, że nawet w swoim gronie nie może być spokojnie.
Dokończyła jeszcze rozproszenie kilku zaklęć, po czym ruszyła w stronę Roisa i Astarotha. Czas najwyższy, aby opuścili to miejsce. - Idziemy. - Powiedziała spokojnym tonem, chyba nie musiała wyjaśniać dokąd idą i w jakim celu tam zmierzają. Impreza się skończyła.