03.07.2025, 17:22 ✶
W Ministerstwie panował istny młyn. Atrium było całkiem zapchane ludźmi, tak samo pracownikami, jak i cywilami czy nawet mugolami. On sam miał do tego faktu dość neutralne uczucia, bo każda jedna osoba przeszkadzała mu tam dokładnie tak samo, kiedy przeciskał się przez tłum razem z Jackie. Teraz wszyscy potrzebowali pomocy, ale potem będzie trzeba tym mugolom wyczyścić pamięć i mimo wszystko nie mógł się nie zastanawiać, ile z nich uniknie tych konsekwencji i ruszy w kolejny dzień ze świadomością, ze za ścianą jest inny świat.
Ale mimo tego tłoku i bałaganu na piętrach, nie można było z czystym sercem powiedzieć, że w jakimś kontekście było tam gorzej jak na ulicach. Kiedy na nowo opuścił ministerialne mury, przywitał go dokładnie ten sam krajobraz nędzy i rozpaczy, może nawet gorszy jak za pierwszym razem, bo im dalej w noc, tym więcej miejsc zdawało się mieć problemy, jakby lawina wydarzeń tylko rozkręcała się, poczynając sobie coraz śmielej.
Dziewczyna w szarym mundurze brygadzistów, która stała przy punkcie teleportacyjnym, przekazując wytyczne kolejnym bumowcom i aurorom, wskazała mu kolejny już raz niemagiczny Londyn, jako miejsce ostatnich, bardziej rozpaczliwszych zgłoszeń.
Wszystko płonęło. Niby nic odkrywczego, ale Atreus miał wrażenie, że o wiele za często ta realizacja jakoś mu ciążyła. Niemagiczny, Pokątna, Horyzontalna, Nokturn - wszystko stało w ogniu i wiedział, ze Dolina czy Little Hangleton miały się w podobnej sytuacji. A co dalej? Reszta kraju też stała w ogniu? Tam też wisiały te dziwaczne kłęby dymu, które nie pozwalały wiele przez siebie przejrzeć, a ludzie się w nich zwyczajnie dusili?
W końcu jego uwagę zwróciła grupa strażaków i nagle uświadomił sobie, gdzie właściwie się znalazł. Bliskość wody mogła mu to wcześniej podpowiedzieć, ale w pewnym zaaferowaniu, niezbyt zwrócił na nią uwagę poza pragmatyczne - łatwiej byłoby coś ugasić. Ale znał tę ulicę, znał ten kanał i znał kamieniczkę, która stała w ogniu, a przy której właśnie uwijali się mugole. Znał też postać drobnej i niziutkiej kobiety, która robiła kolejny i kolejny krok do tyłu.
Atreus pochwycił ja w ręce, łapiąc za ramiona, jakby bojąc się że zaraz rozwinie skrzydła i uleci ku niebu, kiedy całkiem już zdejmie ją panika.
- Lorien - rzucił miękko, ale z uwagą przyglądając się jej, jakby chcąc ocenić czy była cała. - Lorien, nic ci nie jest?
Ale mimo tego tłoku i bałaganu na piętrach, nie można było z czystym sercem powiedzieć, że w jakimś kontekście było tam gorzej jak na ulicach. Kiedy na nowo opuścił ministerialne mury, przywitał go dokładnie ten sam krajobraz nędzy i rozpaczy, może nawet gorszy jak za pierwszym razem, bo im dalej w noc, tym więcej miejsc zdawało się mieć problemy, jakby lawina wydarzeń tylko rozkręcała się, poczynając sobie coraz śmielej.
Dziewczyna w szarym mundurze brygadzistów, która stała przy punkcie teleportacyjnym, przekazując wytyczne kolejnym bumowcom i aurorom, wskazała mu kolejny już raz niemagiczny Londyn, jako miejsce ostatnich, bardziej rozpaczliwszych zgłoszeń.
Wszystko płonęło. Niby nic odkrywczego, ale Atreus miał wrażenie, że o wiele za często ta realizacja jakoś mu ciążyła. Niemagiczny, Pokątna, Horyzontalna, Nokturn - wszystko stało w ogniu i wiedział, ze Dolina czy Little Hangleton miały się w podobnej sytuacji. A co dalej? Reszta kraju też stała w ogniu? Tam też wisiały te dziwaczne kłęby dymu, które nie pozwalały wiele przez siebie przejrzeć, a ludzie się w nich zwyczajnie dusili?
W końcu jego uwagę zwróciła grupa strażaków i nagle uświadomił sobie, gdzie właściwie się znalazł. Bliskość wody mogła mu to wcześniej podpowiedzieć, ale w pewnym zaaferowaniu, niezbyt zwrócił na nią uwagę poza pragmatyczne - łatwiej byłoby coś ugasić. Ale znał tę ulicę, znał ten kanał i znał kamieniczkę, która stała w ogniu, a przy której właśnie uwijali się mugole. Znał też postać drobnej i niziutkiej kobiety, która robiła kolejny i kolejny krok do tyłu.
Atreus pochwycił ja w ręce, łapiąc za ramiona, jakby bojąc się że zaraz rozwinie skrzydła i uleci ku niebu, kiedy całkiem już zdejmie ją panika.
- Lorien - rzucił miękko, ale z uwagą przyglądając się jej, jakby chcąc ocenić czy była cała. - Lorien, nic ci nie jest?