- Bardziej serio się nie da. - Tak, zdawała sobie sprawę z tego, że z boku to mogło wyglądać dziwnie, bowiem ich rozstanie półtora roku temu było dość mocno dramatyczne. Spędzili ze sobą praktycznie całą część jej dorosłego życia, aż nagle pewnego dnia postanowił się wynieść, zostawiając po sobie tylko ten skrawek papieru... Tyle, że teraz, gdy dowiedziała, co to spowodowało spoglądała na to nieco inaczej, dalej wydawało jej się, że wtedy wystarczyłaby szczerość i podzielenie się swoimi obawami, ale czasu nie można było cofnąć. Grunt, że w końcu znowu wrócili na właściwy tor, półtora roku to wcale nie tak dużo czasu na tle lat, które mieli razem przeżyć.
- Miałam pewien problem, nie mówiłam Ci o tym wcześniej, bo nie chciałam, żebyś się mną przejmowała. - Nie wspomniała Millie o swoim wyimaginowanym bracie bliźniaku, który dość mocno namieszał w jej życiu, bo przyjaciółka miała wystarczająco swoich własnych problemów. Bez sensu było to, żeby przejmowała się tym, co działo się w jej życiu. - Pomógł mi go rozwiązać i jakoś tak wyszło. - Nie chciała za bardzo opowiadać o tym, co wydarzyło się w jaskini, tak właściwie to nie było o czym mówić, grunt, że Thoran już jej nie niepokoił, nie miała nawet pewności, czy udało im się pozbyć bestii. Dobrze byłoby się tam udać ponownie, aby sprawdzić, czy na pewno im się udało, zwłaszcza, że mieli teraz Benjy'ego, który na pewno by im z tym pomógł, wiedziała, że jest doświadczony i może nie darzyła go szczególną sympatią, to warto było skorzystać z jego umiejętności.
- Widzisz, byłam na Twoim miejscu, a jednak nie angażowałam się specjalnie w gaszenie pożarów. - Dodała jeszcze, bo dla niej to wcale nie było nic takiego. Yaxleyówna zajęła się poszukiwaniem najbliższych, sprawdzaniem, czy są bezpieczni, niekoniecznie walczyła o życie każdej niewinnej osoby. Nie była ślepa na krzywdę, gdy coś działo się obok niej to reagowała, ale nie wybiegała przed szereg. Miała jasno określone priorytety, najpierw rodzina i najbliżsi, a później obcy. Przez to, że dość długo zajęło jej odnalezienie brata i sprawdzenie, czy Fabian jest bezpieczny nie miała czasu na to, aby wyciągać ręce do potrzebujących.
- Nie wiem, czy jest szansa, żeby już pojawiły się w Londynie. Podejrzewam, że gdyby tak było to zostawiałyby za sobą trupy, a nikt nie wspominał o niczym takim. - Mimo wszystko wolała wierzyć w to, że widma ograniczały się do Kniei i obrzeży Doliny, nie mieli jeszcze do końca opracowanego sposobu na walkę z nimi, dlatego też zdecydowanie lepiej dla świata, aby szybko nie opuściły swojego tymczasowego domu.
- Podpytam go o to, czy spotkał się z czymś podobnym. - Nie chciała wrabiać Fenwicka w kolejną robotę i tak już korzystała z jego pomocy, mimo ich dość napiętych stosunków. Słyszała o anomaliach, które pojawiły się po pożarach, dziwnych klątwach, aktualnie specjaliści byli bardzo rozchwytywani.
- Wiem, miałam przyjemność spotkać ich dziesiątki w jednym miejscu, i żyję. - Dodała z uśmiechem. Może nie czarowała wtedy patronusów, jednak ocalił ją kromlech, o tym póki co wolała nie wspominać, bo jeszcze nie do końca wiedziała w jaki sposób działał, pokazała chłopakom swoje wspomnienia, miała nadzieję, że uda im się dzięki temu dotrzeć do jakichś wniosków, może znaleźć metodę na to, by wykurzyć je z lasu i odesłać tam skąd pochodziły. - Dam Ci znać, jak będę miała w planach wybrać się do lasu. - Póki co skupiała się jednak na lizaniu ran po pożarach, temat widm na pewno powróci, wiedziała, że ten ciężar leżał na jej barkach, bo przecież była łowczynią potworów - musiała się tym interesować, tak wypadało.
- W takim wypadku, może niech Ci którzy wspaniałomyślnie ograniczają jedyną możliwość walki z tym kurestwem sami wejdą do lasu. Zeżrą ich i wreszcie coś się zmieni. - Yaxleyównie nie do końca podobały się ograniczenia narzucane przez ministerstwo magii, nie były one logiczne, nie miały sensu. Bali się tego, że niektórzy potrafili korzystać z tych dziedzin magii, które potrafiły być bardzo niszczycielskie w nieodpowiednich rękach, ale zapominali o tym, że czasem była to jedyna metoda.
- Tak, idą Ci dobrze, może się nie znam na tym za bardzo, ale to co mi wysłałaś było ładne. - Nie ma się co oszukiwać, Geraldine nigdy nie należała do osób, które jakoś szczególnie interesowały się sztuką, chyba, że chodziło o taksydermię.
- Może warto się skupić na tym kimś jesteś, zamiast myśleć o tym, jakby to było być kimś innym. - Zdawała sobie sprawę z tego, że to mogło nie być łatwe, jednak warto było odkryć siebie i swoje powołanie.
- To raczej nie jest dzieło, które by mnie interesowało. Nikt nie jest pod niczyim butem. Od zawsze stawiamy na równość. - Nie uważała, żeby to było na miejscu, nawet w żartach. Traktowała Ambroisa naprawdę poważnie, od wielu lat jej na nim zależało i nie wydawało jej się, aby którekolwiek z nich było zwycięzcą. W końcu wyjaśnili sobie wszystkie niesnaski, pasowali do siebie idealnie właśnie przez to, że bardzo istotne było dla nich partnerstwo.