- Tylko byście spróbowali. - pokręciła głową z dezaprobatą. Wiedziała, że rodzeństwo Longbottom stać na wiele, zaważyła też że prowadzili niezdrową konkurencję o to, które prezenty będą się bardziej podobały Mabel. Wierzyła jednak, że nie zrobiliby jej tego i nie kupili jej zwierzątka, chociaż zwierzątko w przypadku hipogryfa, to trochę za mało powiedziane. Zdecydowanie powinni zostać przy kotach.
- Edukacyjne... To rzeczywiście całkiem przydatny prezent. Na pewno z chęcią je przeczyta, albo ja jej przeczytam, gdy będzie szła spać.- Niech już jej będzie, zupełnie nie miała jej za złe tych książek. Miała wrażenie, że rodzice chrzestni Mabel wynagradzają jej jak tylko mogą nieobecność biologicznego ojca w jej życiu.
- To znaczy, że powinna panienka o siebie zadbać. - rudo - biały norweski leśny kocur wskoczył na ladę tuż obok Brenny. Usiadł obok jej talerza i przyglądał się jej uważnie. - To nie są żarty, może się panience stać krzywda od tego ciągłego zabiegania, ogóle panienka o siebie nie dba. - odpowiedział jeszcze.
- Salem, ile razy Cię prosiłam, żebyś się nie wtrącał do moich rozmów z przyjaciółmi. - Ten kocur był niereformowalny, ale zdążyła już do tego przywyknąć.
- Powiedzmy, że uwierzę na słowo. Może to być całkiem niezły pomysł na początek działalności. - może nie powinna, jednak wierzyła, że ogromne znajomości Erika i Brenny pomogą jej zdobyć pierwszych klientów. - Oczywiście! - przyklasnęła i odparła z entuzjazmem słysząc prośbę Brenny, już zaczęła sobie wyobrażać tort, choć nic nie wiedziała o okazji. - Zrobimy tort, ciasta, może jeszcze babeczki, bezy, makaroniki? Jakich nikt jeszcze nie widział. Jakiś motyw przewodni balu? Okazja? - łatwiej byłoby jej coś przygotować, gdyby wiedziała, jaki jest motyw przewodni tego wydarzenia.
- Edukacyjne... To rzeczywiście całkiem przydatny prezent. Na pewno z chęcią je przeczyta, albo ja jej przeczytam, gdy będzie szła spać.- Niech już jej będzie, zupełnie nie miała jej za złe tych książek. Miała wrażenie, że rodzice chrzestni Mabel wynagradzają jej jak tylko mogą nieobecność biologicznego ojca w jej życiu.
- To znaczy, że powinna panienka o siebie zadbać. - rudo - biały norweski leśny kocur wskoczył na ladę tuż obok Brenny. Usiadł obok jej talerza i przyglądał się jej uważnie. - To nie są żarty, może się panience stać krzywda od tego ciągłego zabiegania, ogóle panienka o siebie nie dba. - odpowiedział jeszcze.
- Salem, ile razy Cię prosiłam, żebyś się nie wtrącał do moich rozmów z przyjaciółmi. - Ten kocur był niereformowalny, ale zdążyła już do tego przywyknąć.
- Powiedzmy, że uwierzę na słowo. Może to być całkiem niezły pomysł na początek działalności. - może nie powinna, jednak wierzyła, że ogromne znajomości Erika i Brenny pomogą jej zdobyć pierwszych klientów. - Oczywiście! - przyklasnęła i odparła z entuzjazmem słysząc prośbę Brenny, już zaczęła sobie wyobrażać tort, choć nic nie wiedziała o okazji. - Zrobimy tort, ciasta, może jeszcze babeczki, bezy, makaroniki? Jakich nikt jeszcze nie widział. Jakiś motyw przewodni balu? Okazja? - łatwiej byłoby jej coś przygotować, gdyby wiedziała, jaki jest motyw przewodni tego wydarzenia.