05.07.2025, 14:09 ✶
Upierdliwe. Jedno z ukochanych słów. Słowo które powróciło w momencie, gdy koniuszek różdżki Mulciber gwałtownie rozbłysnął, a następnie z głuchym hukiem i tępym świstem rozprysł się, a sama Scarlett machnęła różdżką, jakoby chciała strzepać z niej nieudane zaklęcie, nim te z przypadku zaszkodzi jej samej.
-Et bryderi... - zmarszczyła nos, zniesmaczona kapryśnością jej różdżki. A może winna jej była dziękować, że nie wyrządziła większej krzywdy aniżeli powinna? Może... ale nie teraz, nie w tym momencie, gdy poczuła zirytowanie ów nieposłuszeństwem.
Jej martwy stróż najwidoczniej zza grobu miał swoje ostatnie podrygi, gdyż zaklęcie rzucone przez przeciwnika również było niewypałem.
A to dało czas na oddech. Kątem oka zerknęła w kierunku rudowłosej, gdy ta zakończyła ich przepychankę słowną, podsumowując ją dobitnie. A potem rzuciła zaklęcie, a wzrok Mulciber zadrżał, widząc majestat czaru, który uznała za piękny.
Węże, jak kreatywnie, jak majestatycznie, obraz warty zapamiętania.
I chciałoby się szepnąć słówko lub dwa Baldwinowi, gdy ten po raz kolejny w ich małym mieszkanku sięgnie po pędzel, aby przelał na płótno jej wspomnienie - chociaż zmarszczyłaby z pewnością nos nie raz i nie dwa, gdy ktoś by widział w tym Perseusza z głową meduzy w dłoni, a przecież to nie to, to nie miało tak wyglądać, on nie był Perseuszem, a zwykłym pionkiem, którego twarzy nie warto było pamiętać dłużej niż przez chwilę.
Ale węże, węże warte były zapamiętania. Tak jak te o które raz prosiła brata, gdy jeszcze wszystko było dobrze, gdy byli dla siebie, gdy jeszcze na tafli szkła nie pojawiły się pęknięcia, gdy jeszcze ich nici nie były skażone brudem świata, brudem ich słów, brudem ich decyzji. A teraz został tylko bałagan, którego nijak nie mogli uprzątnąć, odwracając od niego wzrok, pochłonięci swoją racją. I oni tak bez słów, bez spojrzeń, bez przyszłości trwali i trwać mieli zamiar.
Mężczyzna krzyknął przeraźliwie, chcąc oderwać rękę - lecz gdy tylko otworzył dłoń, oswobodzone gady przystąpiły do ataku, zatapiając zęby w jego skórze, rozrywając skórę, mięśnie i ścięgna - chociaż tego dokonał już sam mężczyzna, próbując w panice wyrwać dłoń w której zatopione były gadzie ząbki, które w efekcie działały niczym ostrze. A gdy jedne głowy puszczały - na ich miejscu pojawiały się kolejne, a to wszystko w akompaniamencie przeraźliwych krzyków.
Gwałtowny ruch nakazał zwrócić wzrok, a Mulciber na powrót uniosła różdżkę, widząc jak drugiemu mężczyźnie udaje się rozerwać ściskające go pnącza, zwracając mu wolność.
Wzięła głęboki wdech. Upierdliwe. Uniosła różdżkę ku niebu. Jeszcze raz, Scarlett, skup się.
-nok en gang...Lyn - mruknęła pod nosem, po czym zamachnęła się, celując w oswobodzonego mężczyznę, rzucając zaklęcie, próbując po raz kolejny wytworzyć błyskawice, która przeszyje ciało mężczyzny.
Rzut na kształtowanie: Czy Scarlett uda się wytworzyć błyskawicę, która przeszyje mężczyznę.
-Et bryderi... - zmarszczyła nos, zniesmaczona kapryśnością jej różdżki. A może winna jej była dziękować, że nie wyrządziła większej krzywdy aniżeli powinna? Może... ale nie teraz, nie w tym momencie, gdy poczuła zirytowanie ów nieposłuszeństwem.
Jej martwy stróż najwidoczniej zza grobu miał swoje ostatnie podrygi, gdyż zaklęcie rzucone przez przeciwnika również było niewypałem.
A to dało czas na oddech. Kątem oka zerknęła w kierunku rudowłosej, gdy ta zakończyła ich przepychankę słowną, podsumowując ją dobitnie. A potem rzuciła zaklęcie, a wzrok Mulciber zadrżał, widząc majestat czaru, który uznała za piękny.
Węże, jak kreatywnie, jak majestatycznie, obraz warty zapamiętania.
I chciałoby się szepnąć słówko lub dwa Baldwinowi, gdy ten po raz kolejny w ich małym mieszkanku sięgnie po pędzel, aby przelał na płótno jej wspomnienie - chociaż zmarszczyłaby z pewnością nos nie raz i nie dwa, gdy ktoś by widział w tym Perseusza z głową meduzy w dłoni, a przecież to nie to, to nie miało tak wyglądać, on nie był Perseuszem, a zwykłym pionkiem, którego twarzy nie warto było pamiętać dłużej niż przez chwilę.
Ale węże, węże warte były zapamiętania. Tak jak te o które raz prosiła brata, gdy jeszcze wszystko było dobrze, gdy byli dla siebie, gdy jeszcze na tafli szkła nie pojawiły się pęknięcia, gdy jeszcze ich nici nie były skażone brudem świata, brudem ich słów, brudem ich decyzji. A teraz został tylko bałagan, którego nijak nie mogli uprzątnąć, odwracając od niego wzrok, pochłonięci swoją racją. I oni tak bez słów, bez spojrzeń, bez przyszłości trwali i trwać mieli zamiar.
Mężczyzna krzyknął przeraźliwie, chcąc oderwać rękę - lecz gdy tylko otworzył dłoń, oswobodzone gady przystąpiły do ataku, zatapiając zęby w jego skórze, rozrywając skórę, mięśnie i ścięgna - chociaż tego dokonał już sam mężczyzna, próbując w panice wyrwać dłoń w której zatopione były gadzie ząbki, które w efekcie działały niczym ostrze. A gdy jedne głowy puszczały - na ich miejscu pojawiały się kolejne, a to wszystko w akompaniamencie przeraźliwych krzyków.
Gwałtowny ruch nakazał zwrócić wzrok, a Mulciber na powrót uniosła różdżkę, widząc jak drugiemu mężczyźnie udaje się rozerwać ściskające go pnącza, zwracając mu wolność.
Wzięła głęboki wdech. Upierdliwe. Uniosła różdżkę ku niebu. Jeszcze raz, Scarlett, skup się.
-nok en gang...Lyn - mruknęła pod nosem, po czym zamachnęła się, celując w oswobodzonego mężczyznę, rzucając zaklęcie, próbując po raz kolejny wytworzyć błyskawice, która przeszyje ciało mężczyzny.
Dlaczego wszystko musi być takie upierdliwe?
Rzut na kształtowanie: Czy Scarlett uda się wytworzyć błyskawicę, która przeszyje mężczyznę.
Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka