05.07.2025, 23:43 ✶
Ciężko mu się słuchało tego wszystkiego. Nie znosił kiedy ludzie kłócili się wokół niego. Między innymi dlatego tak dobrze dogadywał się ze swoją paczką facecików z Hogwartu. Nawet jeśli darli ze sobą koty, to w pewnym momencie dochodzili do porozumienia, a tutaj nagle pojawiły się emocje. Efekt obecności dwóch kobiet? A może we wszystkich buzowała frustracja po wydarzeniach Spalonej Nocy i po prostu czekała na dogodną okazję, żeby wybuchnąć i zawtórować płomieniom, które pochłonęły magiczne dzielnice Londynu?
Wypuścił powoli powietrze z ust, próbując skupić się na tym, co mówiła reszta ekipy. Chciał coś powiedzieć. Chociaż spróbować, ale... To chyba było daremne. Było zbyt intensywnie i poniekąd sam stał między młotem a kowadłem. Romek był jednym z jego najlepszych kumpli, o ile nie najbliższym. A Prudence była jego siostrą i chociaż bywała... problematyczna... tak tego wieczora nie zauważył, aby robiła cokolwiek podejrzanego. Sam miewał z nią na pieńku, ale nie aż tak. I jak tutaj zająć jakąkolwiek stronę? Zwłaszcza w obliczu tego, co czekało w stolicy? Gdyby zabrał głos tylko by wszystko pogorszył. Trzeba było przeczekać. Wszyscy tutaj byli dorośli, więc rozsądek prędzej czy później zatriumfuje i wszystko będzie w porządku.
— Nie. Nie wiem — mruknął pod nosem Eliasz, nie podnosząc nawet wzroku na Prudence. Początkowo spróbował podnieść się na nogi, jednak trochę mu się zakręciło w głowie, toteż ponownie opadł na ziemię. — Ciężar twojego ciała jest jakoś tak... nieregularnie rozłożony. — Czy to była pretensja w głosie? A może sknocił coś przy tej nagłej transformacji i teraz musiał sobie radzić z konsekwencjami? — Mam nadzieję, że to ja, bo w przeciwnym razie... Nie wiem, jakim cudem ty się w ogóle możesz tak sprawnie poruszać na co dzień.
Na pewno coś zjebałem, skomentował bezgłośnie, łapczywie chwytając się tej myśli. Chyba nie wziął za bardzo pod uwagę tego, że ważył nieco więcej od siostry i pewne proporcje mogły się w pełni nie pokrywać biorąc pod uwagę różnice w ich budowie ciała. Cóż, może jego przemienione ciało nie dokona przypadkowej eksplozji, próbując podporządkować się magii metamorfomaga. Pogrążony we własnych myślach Eliasz z początku nawet nie zauważył, że pod wpływem toczącej się nad jego głową dyskusji... Wszyscy tak jakoś się rozeszli. Nawet Prudence odsunęła się od niego i zniknęła mu z pola widzenia.
Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos Corneliusa. Podniósł na niego wzrok, rzucając mu spode łba nieco skonfundowane spojrzenie. Chrząknął cicho i wstał z ziemi.
— Tak, ja... Tak. Dom brzmi dobrze — podsumował, przeczesując swoje dużo dłuższe teraz włosy. Chyba nieco zazdrościł Prudence tej długości. — Zaraz... Zaraz przyjdę.
Puścił Lestrange'a przodem, aby po wzięciu paru dodatkowych oddechów ruszyć z powrotem w stronę rezydencji. Wróci, umyje się, prześpi... Wróci do normalnej postaci... I rano wszystko się jakoś ułoży. Emocje opadną, Geraldine i Prudence pójdą razem na jakiś babski wypad, a chłopcy sobie pogadają i dogadają po swojemu. Plan idealny. Byle tylko dotrwać do śniadania.
Wypuścił powoli powietrze z ust, próbując skupić się na tym, co mówiła reszta ekipy. Chciał coś powiedzieć. Chociaż spróbować, ale... To chyba było daremne. Było zbyt intensywnie i poniekąd sam stał między młotem a kowadłem. Romek był jednym z jego najlepszych kumpli, o ile nie najbliższym. A Prudence była jego siostrą i chociaż bywała... problematyczna... tak tego wieczora nie zauważył, aby robiła cokolwiek podejrzanego. Sam miewał z nią na pieńku, ale nie aż tak. I jak tutaj zająć jakąkolwiek stronę? Zwłaszcza w obliczu tego, co czekało w stolicy? Gdyby zabrał głos tylko by wszystko pogorszył. Trzeba było przeczekać. Wszyscy tutaj byli dorośli, więc rozsądek prędzej czy później zatriumfuje i wszystko będzie w porządku.
— Nie. Nie wiem — mruknął pod nosem Eliasz, nie podnosząc nawet wzroku na Prudence. Początkowo spróbował podnieść się na nogi, jednak trochę mu się zakręciło w głowie, toteż ponownie opadł na ziemię. — Ciężar twojego ciała jest jakoś tak... nieregularnie rozłożony. — Czy to była pretensja w głosie? A może sknocił coś przy tej nagłej transformacji i teraz musiał sobie radzić z konsekwencjami? — Mam nadzieję, że to ja, bo w przeciwnym razie... Nie wiem, jakim cudem ty się w ogóle możesz tak sprawnie poruszać na co dzień.
Na pewno coś zjebałem, skomentował bezgłośnie, łapczywie chwytając się tej myśli. Chyba nie wziął za bardzo pod uwagę tego, że ważył nieco więcej od siostry i pewne proporcje mogły się w pełni nie pokrywać biorąc pod uwagę różnice w ich budowie ciała. Cóż, może jego przemienione ciało nie dokona przypadkowej eksplozji, próbując podporządkować się magii metamorfomaga. Pogrążony we własnych myślach Eliasz z początku nawet nie zauważył, że pod wpływem toczącej się nad jego głową dyskusji... Wszyscy tak jakoś się rozeszli. Nawet Prudence odsunęła się od niego i zniknęła mu z pola widzenia.
Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos Corneliusa. Podniósł na niego wzrok, rzucając mu spode łba nieco skonfundowane spojrzenie. Chrząknął cicho i wstał z ziemi.
— Tak, ja... Tak. Dom brzmi dobrze — podsumował, przeczesując swoje dużo dłuższe teraz włosy. Chyba nieco zazdrościł Prudence tej długości. — Zaraz... Zaraz przyjdę.
Puścił Lestrange'a przodem, aby po wzięciu paru dodatkowych oddechów ruszyć z powrotem w stronę rezydencji. Wróci, umyje się, prześpi... Wróci do normalnej postaci... I rano wszystko się jakoś ułoży. Emocje opadną, Geraldine i Prudence pójdą razem na jakiś babski wypad, a chłopcy sobie pogadają i dogadają po swojemu. Plan idealny. Byle tylko dotrwać do śniadania.
Postać opuszcza sesję