06.07.2025, 00:13 ✶
Bletchley też na co dzień starał się zachować pogodę ducha. Z uporem maniaka walczył o to, żeby nie dać się wciągnąć w te wszystkie problemy targające miasto. Konflikt Ministerstwa Magii ze Śmierciożercami. Odpały arcykapłanki z lokalnego kowenu. Napady na sabaty. A jednak wychodzi na to, że kiedy ktoś bierze sobie na cel twoje rodzinne miasto, to jednak nie da się tak łatwo z tego wycofać, pomyślał przelotnie. Czy tak samo czuli się mieszkańcy Doliny Godryka, gdy Śmierciożercy przypuścili atak na obchody Beltane parę miesięcy temu? Elias pokręcił gwałtownie głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Taak, ja też się cieszę — przyznał z niejakim rozrzewnieniem. — Zdecydowanie wolę żyć niż nie żyć. A podejrzewam, że akurat tamtej nocy miałem dość równe szanse na to, aby wylądować z obydwoma wynikami.
Skrzywił się lekko. Może jednak temu brygadziście należały się jakieś podziękowanie? I tej kobiecie, która stanęła w obronie sąsiadki? Bądź co bądź, wprowadziła tyle chaosu do sytuacji, że koniec końców jakoś im to wszystko pomogło. Ech, ciekawe ile mu zajmie powrót do normalności. Tydzień? Dwa? Miesiąc? Więcej? Sporo raczej zależało od tego, jak reszta miasta poradzi sobie z tą sytuacją. Jeśli Ministerstwo Magii zostawi ich samych sobie, to mogło to się przeciągnąć nawet do początku przyszłego roku... Wzdrygnął się na samą myśl, wracając spojrzeniem do Nico.
— Świetnie — odparł z ulgą w głosie, uśmiechając się szeroko. — Bo tak się właśnie składa, że Szklana Alchemia pilnie potrzebuje specjalisty, który będzie w stanie przywrócić ją do dawnej świetności. To znaczy... Do stanu sprzed paru dni.
W sumie doprowadzenie lokalu do stanu używalności było w dużej mierze obowiązkiem właściciela i innych pracowników, jednak... Prawda była taka, że po Spalonej Nocy sprzątanie było na szarym końcu listy priorytetów. Bądź co bądź, należało sprawdzić sytuację pośród dostawców składników rzemieślniczych operujących na terenie miasta. Skontaktować się z urzędami czy innymi pośrednikami, co by upewnić się, czy oficjalne łańcuchy dostaw do Londynu nie zostaną przerwane.
Jakby tego było mało inni pracownicy byli też delegowani do obsługi klientów o wysokim priorytecie. Nic dziwnego, że pośród tego wszystkiego to właśnie Eliasz zwrócił uwagę na tego, że wypadałoby, żeby wnętrze Szklanej Alchemii jakkolwiek się prezentowało, biorąc pod uwagę okoliczności. I to jak w ogóle wyglądały teraz magiczne dzielnice Londynu. Ciesz się, że teraz masz pomoc, skomentował bezgłośnie, przeskakując wzrokiem między Nikosiem, a poszczególnymi regałami.
— No dobra, to... Spróbuj wywabić jakoś to gówno z podłogi, co? — Uniósł lekko but i stuknął czubkiem o osmolony kawałek podłogi. — Moje chłoszczyść jakoś nie chciało zadziałać, ale może tobie się uda. Na statkach pewnie bywają gorsze rzeczy do sprzątnięcia, co? — Zmarszczył czoło, przesuwając się w stronę głównej lady sprzedażowej. — Jak czasem bywam na przystani, to na tych okrętach non-stop ktoś się kręci. Po długich podróżach pewnie trzeba je jakoś eee odnowić?
— Taak, ja też się cieszę — przyznał z niejakim rozrzewnieniem. — Zdecydowanie wolę żyć niż nie żyć. A podejrzewam, że akurat tamtej nocy miałem dość równe szanse na to, aby wylądować z obydwoma wynikami.
Skrzywił się lekko. Może jednak temu brygadziście należały się jakieś podziękowanie? I tej kobiecie, która stanęła w obronie sąsiadki? Bądź co bądź, wprowadziła tyle chaosu do sytuacji, że koniec końców jakoś im to wszystko pomogło. Ech, ciekawe ile mu zajmie powrót do normalności. Tydzień? Dwa? Miesiąc? Więcej? Sporo raczej zależało od tego, jak reszta miasta poradzi sobie z tą sytuacją. Jeśli Ministerstwo Magii zostawi ich samych sobie, to mogło to się przeciągnąć nawet do początku przyszłego roku... Wzdrygnął się na samą myśl, wracając spojrzeniem do Nico.
— Świetnie — odparł z ulgą w głosie, uśmiechając się szeroko. — Bo tak się właśnie składa, że Szklana Alchemia pilnie potrzebuje specjalisty, który będzie w stanie przywrócić ją do dawnej świetności. To znaczy... Do stanu sprzed paru dni.
W sumie doprowadzenie lokalu do stanu używalności było w dużej mierze obowiązkiem właściciela i innych pracowników, jednak... Prawda była taka, że po Spalonej Nocy sprzątanie było na szarym końcu listy priorytetów. Bądź co bądź, należało sprawdzić sytuację pośród dostawców składników rzemieślniczych operujących na terenie miasta. Skontaktować się z urzędami czy innymi pośrednikami, co by upewnić się, czy oficjalne łańcuchy dostaw do Londynu nie zostaną przerwane.
Jakby tego było mało inni pracownicy byli też delegowani do obsługi klientów o wysokim priorytecie. Nic dziwnego, że pośród tego wszystkiego to właśnie Eliasz zwrócił uwagę na tego, że wypadałoby, żeby wnętrze Szklanej Alchemii jakkolwiek się prezentowało, biorąc pod uwagę okoliczności. I to jak w ogóle wyglądały teraz magiczne dzielnice Londynu. Ciesz się, że teraz masz pomoc, skomentował bezgłośnie, przeskakując wzrokiem między Nikosiem, a poszczególnymi regałami.
— No dobra, to... Spróbuj wywabić jakoś to gówno z podłogi, co? — Uniósł lekko but i stuknął czubkiem o osmolony kawałek podłogi. — Moje chłoszczyść jakoś nie chciało zadziałać, ale może tobie się uda. Na statkach pewnie bywają gorsze rzeczy do sprzątnięcia, co? — Zmarszczył czoło, przesuwając się w stronę głównej lady sprzedażowej. — Jak czasem bywam na przystani, to na tych okrętach non-stop ktoś się kręci. Po długich podróżach pewnie trzeba je jakoś eee odnowić?