06.07.2025, 18:13 ✶
— A ja martwiłam się, że ty się zmartwisz i przez to jeszcze bardziej się stresowałam. — tak to już właśnie było, kiedy zamiast szczerze o wszystkim porozmawiać, hodowało się w głowie paranoiczne myśli. Na szczęście po latach małżeństwa, Jolene potrafiła już rozpoznawać tego typu sytuacje, zanim przeistoczyły się w awanturę (nie, żeby mieli z Julkiem wiele takich kłótni). Wiedziała też, że może powiedzieć mężowi o wszystkim co jej leży na sercu, bez obawy, że on się na nią obrazi.
Bo Julián Bletchley był nie tylko miłością jej życia, ale też najlepszym przyjacielem oraz człowiekiem, przed którym nie musiała niczego ukrywać. Który akceptował ją taką jaka jest, nawet jeśli wiązało się to z powracającymi co jakiś czas irracjonalnymi myślami. Masz do nich prawo, bo są twoje. Jak zawsze ten głupek miał rację. Zresztą, były to tylko durne myśli, które nie odzwierciedlały ich miłości oraz zaufania. Powinna skupić się na tym, co naprawdę się liczyło, czyli na reakcji męża. A ten, mimo chwili zmarwienia, zapewniał ją teraz, że była cudem.
Jo odetchnęła głęboko. Czuła się już znacznie lepiej, ale Julian poruszył kolejną kwestię, którą musieli obgadać.
— Nie, nie planowaliśmy. — odpowiedziała, kładąc głowę na ramieniu męża. — Dlatego na początku trochę się wystraszyłam, ale... Ale potem naszła mnie myśl, że w sumie czemu nie? — dopiero kiedy wypowiedziała, te słowa, zrozumiała jak absurdalnie brzmiały. Czemu nie, mówiła o powiększeniu rodziny z taką lekkością, jakby rozmawiali o tym, co zjeść na obiad. To skojarzenie sprawiło, że Bletchley zaśmiała się cicho. — Nie wiem... Powinniśmy to jeszcze przemyśleć.
Bo Julián Bletchley był nie tylko miłością jej życia, ale też najlepszym przyjacielem oraz człowiekiem, przed którym nie musiała niczego ukrywać. Który akceptował ją taką jaka jest, nawet jeśli wiązało się to z powracającymi co jakiś czas irracjonalnymi myślami. Masz do nich prawo, bo są twoje. Jak zawsze ten głupek miał rację. Zresztą, były to tylko durne myśli, które nie odzwierciedlały ich miłości oraz zaufania. Powinna skupić się na tym, co naprawdę się liczyło, czyli na reakcji męża. A ten, mimo chwili zmarwienia, zapewniał ją teraz, że była cudem.
Jo odetchnęła głęboko. Czuła się już znacznie lepiej, ale Julian poruszył kolejną kwestię, którą musieli obgadać.
— Nie, nie planowaliśmy. — odpowiedziała, kładąc głowę na ramieniu męża. — Dlatego na początku trochę się wystraszyłam, ale... Ale potem naszła mnie myśl, że w sumie czemu nie? — dopiero kiedy wypowiedziała, te słowa, zrozumiała jak absurdalnie brzmiały. Czemu nie, mówiła o powiększeniu rodziny z taką lekkością, jakby rozmawiali o tym, co zjeść na obiad. To skojarzenie sprawiło, że Bletchley zaśmiała się cicho. — Nie wiem... Powinniśmy to jeszcze przemyśleć.