06.07.2025, 19:16 ✶
Do Warowni – czy raczej tego, co z niej zostało – Brenna dotarło sporo po Dorze, na parę chwil przed świtem. Nie tyle dlatego, że chciała na własne oczy przekonać się, ile zostało z domu, który kochała, ale bo nieobecność Crawleyówny na zebraniu była niepokojąca, i Księżycowy Staw oraz Warownia były jedynymi miejscami, w których mogła w tej chwili jej szukać, a poza tym wciąż w wielu miejscach trzeba było pomóc ocalałym… i nie była pewna, czy sytuacja w Dolinie nie jest wręcz gorsza niż w Londynie. Miotała się trochę, chcąc jednocześnie szukać Dory i Alka, pomagać w przeszukiwaniu gruzów, sprawdzać, co działo się w Dolinie i szukać tej dziewczyny, o której mówił Thomas… Ale nie była Morpheusem. Występowała tylko w jednej osobie i musiała wybrać.
Omal nie zwymiotowała, kiedy pojawiła się przy bramie – o ironio, ona i mury trzymały się nieźle, w porównaniu z budynkiem – i podparła o kamienną ścianę, łapiąc oddech. Nie była pewna, czy to dalej efekty zwietrzałej mieszanki, którą niechcący zaserwowała jej Nora, czy może po prostu organizm protestował już przeciwko aktywności, mimo że środki i opatrunki od Cedrica jeszcze trzymały ją na nogach. Obrazy przed oczyma, narażonymi tej nocy na wysokie temperatury oraz dym, zamazywały się i… może dobrze. Może dobrze, że nie mogła zobaczyć pełnego obrazu zniszczenia, bo i tak serce ścisnęło się jej boleśnie, kiedy spojrzała na dom: ściany ocalały, ale dach spłonął doszczętnie, okien na piętrze nie było i nie chciała w tej chwili nawet sobie wyobrażać, jak to wszystko wygląda w środku.
Pewnie tak, jak w aż nazbyt wielu budynkach w Londynie.
A ludzie wciąż uważali za dobry pomysł popieranie Voldemorta.
Lekko utykając ruszyła przez sad, również noszący ślady ognia. Tu jabłoń cudem ocalała, tam spopieliło wiśnię… Trawa, nie tak dawno wybujała ponad miarę, teraz nikła pod popiołem. Wszystko wyglądało tak cholernie źle i przygnębiająco, że Brenna przez moment miała ochotę po prostu usiąść na ziemi i się rozpłakać.
– Dora?! Jesteś tutaj?! – zawołała jednak zamiast tego.
Nie była pewna, kogo jeszcze tutaj zastanie: ojciec przekazał im wprawdzie, że wszyscy się ewakuowali, ale nie miała pojęcia, kto postanowił wrócić, gdy sytuacja się uspokoiła, aby ocenić rozmiar zniszczeń.
!Trauma Ognia
Omal nie zwymiotowała, kiedy pojawiła się przy bramie – o ironio, ona i mury trzymały się nieźle, w porównaniu z budynkiem – i podparła o kamienną ścianę, łapiąc oddech. Nie była pewna, czy to dalej efekty zwietrzałej mieszanki, którą niechcący zaserwowała jej Nora, czy może po prostu organizm protestował już przeciwko aktywności, mimo że środki i opatrunki od Cedrica jeszcze trzymały ją na nogach. Obrazy przed oczyma, narażonymi tej nocy na wysokie temperatury oraz dym, zamazywały się i… może dobrze. Może dobrze, że nie mogła zobaczyć pełnego obrazu zniszczenia, bo i tak serce ścisnęło się jej boleśnie, kiedy spojrzała na dom: ściany ocalały, ale dach spłonął doszczętnie, okien na piętrze nie było i nie chciała w tej chwili nawet sobie wyobrażać, jak to wszystko wygląda w środku.
Pewnie tak, jak w aż nazbyt wielu budynkach w Londynie.
A ludzie wciąż uważali za dobry pomysł popieranie Voldemorta.
Lekko utykając ruszyła przez sad, również noszący ślady ognia. Tu jabłoń cudem ocalała, tam spopieliło wiśnię… Trawa, nie tak dawno wybujała ponad miarę, teraz nikła pod popiołem. Wszystko wyglądało tak cholernie źle i przygnębiająco, że Brenna przez moment miała ochotę po prostu usiąść na ziemi i się rozpłakać.
– Dora?! Jesteś tutaj?! – zawołała jednak zamiast tego.
Nie była pewna, kogo jeszcze tutaj zastanie: ojciec przekazał im wprawdzie, że wszyscy się ewakuowali, ale nie miała pojęcia, kto postanowił wrócić, gdy sytuacja się uspokoiła, aby ocenić rozmiar zniszczeń.
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.