- Proszę zachować to trzeźwe myślenie. - Słusznie, nie warto podchodzić do nich z kredytem zaufania. Nie bardzo rozumiał jednak, skąd się te słowa Benjyego wzięły - może mężczyzna po prostu potrzebował wyjaśnić swoje podejście do tego, a może powodów było o wiele więcej. Nie miało to w zasadzie znaczenia w momencie, kiedy było się łapanym i przyciskanym do barierki, bo twoje ręce nie były wystarczająco sprawne i mocne, żeby się utrzymać. Odpowiedział marynarzowi wdzięcznym uśmiechem, chętnie korzystając z jego pomocy. Może powinien był od razu wskoczyć do wody i przestać się wygłupiać na lądzie? Istniała jednak wtedy spora szansa, że stałoby się coś złego, dziwnego. Nieprzewidzianego.
- Jeśli wolicie w takim ustawieniu, to wezmę pod siebie Victorię oraz Leviathana. Koniec tematu. - Głos miał ciągle tak samo spokojny i ciepły, ale teraz nieco zmienił on intonację. - Hestia dołączy do Geraldine i Benjyego. - Zwrócił się do dziewczyny. - Być może to nie stowarzyszenie ochrony magicznych stworzeń, ale Artemis tak samo odpowiada przed Departamentem Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. - Uciął cierpliwie temat. - Pozbawię Pana wątpliwości - jesteśmy tu, by zażegnać kryzys, który się powtórzył. Pozwolę sobie powtórzyć również słowa Kapitana - ostatnim razem do tragedii doszło właśnie przez to - położył nacisk na te dwa słowa - że agresja wobec tych stworzeń pojawiła się ze strony ludzi. Nasze bezpieczeństwo jest priorytetem, jeśli przemoc konieczna będzie, to się pojawi. Jednak wybór przemocy w pierwszym rzędzie jest wyborem jedynie ignorantów i arogantów. - Mówił dalej spokojnie, chociaż teraz nie taki rozluźniony postawą - a to przez to drżenie statku. - I podchodząc do magicznych stworzeń, szczególnie bez wiedzy, jak do nich podchodzić, zawsze trzeba zakładać, że nie będą pokojowo nastawione. Jeśli ktoś to potrzebuje usłyszeć to najlepiej nie podchodźcie do nich wcale, jeśli macie wyobrażenie, że węże morskie można głaskać po łuskach. - Przydałoby się powiedzieć jeszcze wiele rzeczy... - Mój rezerwat mieści się nad morzem. - Przypomniał Geraldine. - Znajdzie się tam dla nich miejsce, gdyby była taka potrzeba. - Doceniał wykazanie się profesjonalizmu od strony Geraldine w tym punkcie. To były w końcu ważne zagadnienia do wzięcia pod uwagę.
- Istnieją na to liczne sposoby - na przykład specjalne pojemniki do transportu przeróżnych stworzeń. Nawet tak wielkich, jak smoki czy węże morskie. Czary transmutacji. Eliksiry specjalne. - Lekko machnął dłonią znak tym gestem, że mógłby tak wymieniać, ale to nie o to chodziło - chodziło o to, żeby Kapitan wiedział, że oni wiedzą, o czym mówią i co robią. Geraldine zresztą się również na tym znała. Benjy chyba zresztą też, skoro był z Klubu Łowieckiego. Więc tak - mogliby tak gdybać i się zastanawiać. Gdyby czas był. Gdyby tylko było go trochę więcej.
Skały..? Nagle..? Laurent przymrużył oczy, spoglądając na nie...
[a]- Nie płyńcie na te skały! - Tak, wiedział, że statku nie da się TAK PO PROSTU zatrzymać. - To mogą być węże! - Zakrzyknął do Kapitana.rzut na percepcję, oceniam skały, czy to faktycznie węże, czy może magiczna teleportacja kamoli. Mam przewagę opieki nad zwierzętami na III i wiedze przyrodniczą na IV
Sukces!