09.07.2025, 15:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2025, 14:09 przez Dora Crawford.)
- Niee. Przepraszam, zobaczyłam te chmury i... były bardzo dziwne - rzuciła, chyba trochę przepraszającym tonem, jakby faktycznie robiło różnicę to, że zboczyli z misji. Znaczy może robiło, bo wciąż nie wiedzieli jak się mają Waltersowie, ale przynajmniej udało im się pomóc ugasić ten mały sklepik i może uratować czyiś dorobek. Przynajmniej częściowo.
Skręcili w kolejną alejkę i oto byli; uliczka była wąska, ale mimo że dało wyczuć się tutaj dym, wydawało się że mogli odetchnąć z ulgą. Wskazana przez Crawley kamienica nie płonęła, nawet jeśli była wyraźnie osmolona. W drzwiach wejściowych ktoś się miotał, poganiając chyba osoby, które wciąż znajdowały się w środku, a kiedy Menodora zobaczyła tę osobę, przyśpieszyła tylko kroku.
- Pani Walters - rzuciła głośno, podbiegając truchtem. - Oh jak dobrze, nic pani nie jest. Tak się martwiłam!
- Oh, Dora, moje dziecko, jak dobrze cię widzieć. Nie, nic nam nie jest, bogu dzięki, mieszkanie też jest całe. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to wszystko szlag trafił. A wy, moi drodzy? Nic wam nie jest? Jesteście cali? - zapytała troskliwie, spoglądając to na nią, to na Thomasa.
Crawley uścisnęła kobietę krótko na powitanie, wyraźnie odetchnąwszy z ulgą, że przynajmniej na pierwszy rzut oka nic jej nie było, a kiedy tylko pani Walters potwierdziła, że w gruncie rzeczy nie było źle - dziewczyna uśmiechnęła się wreszcie.
- Cali - pokiwała głową mocno, jakby ten gest miał tylko podkreślić zapewnienie. Co prawda Dolina też płonęła, ale... ale nie było co o tym wspominać. Bo przecież po co dodawać komuś zmartwień, a z Warownią na pewno nic złego się nie działo, prawda?
Skręcili w kolejną alejkę i oto byli; uliczka była wąska, ale mimo że dało wyczuć się tutaj dym, wydawało się że mogli odetchnąć z ulgą. Wskazana przez Crawley kamienica nie płonęła, nawet jeśli była wyraźnie osmolona. W drzwiach wejściowych ktoś się miotał, poganiając chyba osoby, które wciąż znajdowały się w środku, a kiedy Menodora zobaczyła tę osobę, przyśpieszyła tylko kroku.
- Pani Walters - rzuciła głośno, podbiegając truchtem. - Oh jak dobrze, nic pani nie jest. Tak się martwiłam!
- Oh, Dora, moje dziecko, jak dobrze cię widzieć. Nie, nic nam nie jest, bogu dzięki, mieszkanie też jest całe. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby to wszystko szlag trafił. A wy, moi drodzy? Nic wam nie jest? Jesteście cali? - zapytała troskliwie, spoglądając to na nią, to na Thomasa.
Crawley uścisnęła kobietę krótko na powitanie, wyraźnie odetchnąwszy z ulgą, że przynajmniej na pierwszy rzut oka nic jej nie było, a kiedy tylko pani Walters potwierdziła, że w gruncie rzeczy nie było źle - dziewczyna uśmiechnęła się wreszcie.
- Cali - pokiwała głową mocno, jakby ten gest miał tylko podkreślić zapewnienie. Co prawda Dolina też płonęła, ale... ale nie było co o tym wspominać. Bo przecież po co dodawać komuś zmartwień, a z Warownią na pewno nic złego się nie działo, prawda?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.