Zawsze występowały te same problemy. Niektórzy nie potrafili zrozumieć, że łowcy byli tutaj obecni po to, aby nikt nie ucierpiał. Zbyt wielu ludzi straciło życia przez te stworzenia, zwrócono się do nich, aby pozbyli się problemu i to właśnie mieli zrobić. Całkiem prosta sprawa. Jak trwoga to do Merlina... czy coś. Mieli poradzić sobie ze stworzeniami, które niepokoiły ludzi, przez które pojawiały się inne problemy. Nie mieli czasu na to, żeby się teraz spuszczać nad tymi zwierzętami. Nie byłto odpowiedni moment. Szczególnie po tym, co przekazał jej ojciec, miała świadomość, jak to wyglądało wcześniej. Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby ktoś umarł na jej warcie. Miała w nosie opinię tych, którzy powinni siedzieć w swoich magicznych rezerwatach, którzy nie walczyli z prawdziwym niebezpieczeństwem, nie zjawiali się wtedy, gdy było naprawdę gorąco, kiedy nie było innej drogi niż likwidacja zagrożenia.
- Nie było tematu, nie Ty tutaj dowodzisz. - Spojrzała na Prewetta, jej oczy błyszczały, zaczynała się irytować, bo nie pojawili się tutaj po to, żeby dyskutować. Mieli działać, a nie pierdolić trzy po trzy.
- Artemis dokładnie wie przed kim odpowiada. - Dodała jeszcze, bo właśnie podważył działania organizacji jej ojca, a nie zamierzała pozwolić na to, żeby ktoś kto nie miał pojęcia w jaki sposób działają teraz tutaj bluźnił. Nie był przedstawicielem ministerstwa, nie zamierzała w żaden sposób się mu podporządkowywać.
- Znamy te sposoby, tak się jednak składa, że aktualnie nie mamy czasu na wprowadzenie ich w życie. - Mieli działać szybko, to nie była wyprawa badawcza. Nie miała zamiaru się powtarzać, zresztą od zawsze mieli problem z podobnymi ludźmi - obrońcy magicznych stworzeń nie rozumieli, że nie wszystkie z nich dało się ocalić i czasem lepiej było działać w inny sposób. Szczególnie, kiedy te zwierzęta były agresywne i nie chciały współpracować, no i prawdopodobnie w przeszłości zabiły kilka osób. Nie mogli dopuścić do podobnej sytuacji.
Miała ochotę w tej chwili po prostu usiąść i czekać. Wycofać się. Pozwolić Laurentowi przetestować jego metody, poczekać na to, aż węże same się nim zajmą. Właściwe to byłoby całkiem zabawne, usłyszeć z jego ust wołanie o pomoc. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, szyderczy, na szczęście nikt nie mógł usłyszeć o czym myśli, prawda?
- Benjy, chodź. - Powiedziała krótko i ruszyła w stronę rufy. Chciała zobaczyć, jak wyglądało morze z tamtej strony. Nie miała pojęcia jak doszło do tego, że nagle pojawiły się skały, znaczy to nasuwało się na myśl samo, jednak jeszcze niczego nie skomentowała. Wolała przyjrzeć się dokładniej wodzie, bo zaczynało się robić niespokojnie.
//
◉◉◉○○ percpecja + WoP na 3, ONMS (I) + Umiejka rodowa Yaxleyów: Potwory się przed nami nie ukryją - Yaxleyowie wyczuwają obecność magicznych istot, potrafią odróżnić od siebie posiadaczy poszczególnych genetyk i innych stworzeń w kamuflażu
Sukces!