09.07.2025, 20:03 ✶
Thomas może i osłem nie był, ale kiedy coś sobie do głowy wbił to łatwiej byłoby przekonać do zmiany zdania muła, niż jego. A już szczególnie kiedy chodziło o pomaganie bliskim mu osobą. Dlatego też słowne próby powstrzymania go przez Basiliusa miały tyle szans na powodzenie co proszenie słońca, aby te wzeszło dla odmiany na zachodzie.
- Żyje, nie to jest teraz ważne - odpowiedział w chłodne deski podłogi, która jeszcze przed chwilą wyszła mu tak boleśnie na spotkanie. Dobrze, że żadne gwoździe nie wystawały z desek, bo niechybnie by na jakiś się nadział.
Teraz już rozumiał co mówili jego znajomi w Hogwarcie, ze po intensywnym treningu quidditcha palą ich wszystkie mięśnie. Rychło w czas jak na takiego starucha jakim był. Ale zaczął dźwigać się z ziemi, totalnie po omacku, brak oczu był strasznie uciążliwy w życiu codziennym, nawet takie proste rzeczy jak wstawanie do pionu wydawało się dziwnie trudne bez możliwości spojrzenia co go otacza.
Może wtedy by był mniej zaskoczony nagłym zgarnięciem go przez Millie - nie żeby chciał się przed tym bronić czy uciekać, ale był to dla niego podwójny szok poprzez to, że absolutnie nie mógł się tego spodziewać. Stęknął czując kolejny raz tego poranka, a może popołudnia? Która byłą godzina? Ile spali? Tyle pytań, które mogłoby rozwiązać to, żeby już widział! Nie mniej tym razem jego twarz nie spotkała się z twardą podłogą, tylko z ciałem Moody. Skoro się obudziła to znaczy, że było dobrze, prawda? No tak uważał, dopóki nie usłyszał je słów.
- Żyjemy, żyjemy - stęknął, zachowując dla siebie żart, że umieranie we śnie byłoby strasznie lamerskie i zupełnie niekocie. Ale zdawał sobie sprawę, jak wczorajsze wydarzenia mogły wstrząsnąć ludźmi, nie codzień przychodzi wam walczyć o życie z ogniem. Pieprzony żywioł, dlaczego to musiał być ogień.
Nie wyrywając się z uścisku, po prostu przyjął do siebie co się stało i jakby to wszystko było zaplanowane wtuliła się w nią, przytulając jednocześnie Basiliusa, bo przecież inaczej się nie dało, skoro tkwili w plątaninie we trójkę. -Mówiłem ci, mam jeszcze siedem żyć, tak szybko się mnie nie pozbędziesz - rzucił żartobliwie, no już nie mógł się powstrzymać, trzeba było wprowadzić trochę śmiechu, najlepiej pomaga na smutek i koszmary. A przytulanie? Przytulanie też i jest miłe.
- Ja się nigdzie nie wybieram - mruknął tylko poprawiają się nieco, żeby mu zaraz nie ścierpło całe ciało.
- Żyje, nie to jest teraz ważne - odpowiedział w chłodne deski podłogi, która jeszcze przed chwilą wyszła mu tak boleśnie na spotkanie. Dobrze, że żadne gwoździe nie wystawały z desek, bo niechybnie by na jakiś się nadział.
Teraz już rozumiał co mówili jego znajomi w Hogwarcie, ze po intensywnym treningu quidditcha palą ich wszystkie mięśnie. Rychło w czas jak na takiego starucha jakim był. Ale zaczął dźwigać się z ziemi, totalnie po omacku, brak oczu był strasznie uciążliwy w życiu codziennym, nawet takie proste rzeczy jak wstawanie do pionu wydawało się dziwnie trudne bez możliwości spojrzenia co go otacza.
Może wtedy by był mniej zaskoczony nagłym zgarnięciem go przez Millie - nie żeby chciał się przed tym bronić czy uciekać, ale był to dla niego podwójny szok poprzez to, że absolutnie nie mógł się tego spodziewać. Stęknął czując kolejny raz tego poranka, a może popołudnia? Która byłą godzina? Ile spali? Tyle pytań, które mogłoby rozwiązać to, żeby już widział! Nie mniej tym razem jego twarz nie spotkała się z twardą podłogą, tylko z ciałem Moody. Skoro się obudziła to znaczy, że było dobrze, prawda? No tak uważał, dopóki nie usłyszał je słów.
- Żyjemy, żyjemy - stęknął, zachowując dla siebie żart, że umieranie we śnie byłoby strasznie lamerskie i zupełnie niekocie. Ale zdawał sobie sprawę, jak wczorajsze wydarzenia mogły wstrząsnąć ludźmi, nie codzień przychodzi wam walczyć o życie z ogniem. Pieprzony żywioł, dlaczego to musiał być ogień.
Nie wyrywając się z uścisku, po prostu przyjął do siebie co się stało i jakby to wszystko było zaplanowane wtuliła się w nią, przytulając jednocześnie Basiliusa, bo przecież inaczej się nie dało, skoro tkwili w plątaninie we trójkę. -Mówiłem ci, mam jeszcze siedem żyć, tak szybko się mnie nie pozbędziesz - rzucił żartobliwie, no już nie mógł się powstrzymać, trzeba było wprowadzić trochę śmiechu, najlepiej pomaga na smutek i koszmary. A przytulanie? Przytulanie też i jest miłe.
- Ja się nigdzie nie wybieram - mruknął tylko poprawiają się nieco, żeby mu zaraz nie ścierpło całe ciało.