• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka

[13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#13
09.07.2025, 20:16  ✶  

Cornelius, choć na ogół raczej był powściągliwy w wyrażaniu emocji, nie potrafił powstrzymać delikatnego uniesienia kącika ust, gdy Eleonora dygnęła przed nim z tą niezobowiązującą, teatralną, a jednocześnie zupełnie niepozbawioną wdzięku manierą. Ukłonił się w odpowiedzi równie lekko, lecz z zupełnie innym wyczuciem niż to, jakie stosował wobec dam z dobrych domów, które niekoniecznie przepadały za byciem traktowanymi jak porcelana. W jego ruchu, tym razem, było znacznie więcej świadomej teatralności. Domyślił się, że Nora próbowała rozluźnić atmosferę i sprawić, by nikt z obecnych nie czuł się zobowiązany do odgrywania roli, która nie pasowała do przyjacielskiego spotkania. Doceniał to, w istocie, szczerze doceniał i może właśnie dlatego, zamiast udzielić formalnej odpowiedzi, pozwolił sobie na coś nietypowego jak na siebie - otwarty komplement.

- Jeżeli to są twoje skromne progi, droga Noro, to nie zazdroszczę tym wystawniejszym miejscom. - Odpowiedział cicho, ale z tym ledwie zauważalnym błyskiem w oku, który pojawiał się u niego tylko w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach. Nie był ironiczny, był uprzejmy, niemal ciepły, ale tak, jak się bywało ciepłym dla kogoś, z kim się jeszcze nie było blisko. Lestrange był człowiekiem, który nie potrzebował wielu słów, by okazać szacunek, gest, spojrzenie, wyważony ton wystarczały. Nie zdołałby się zapewne całkiem wyzbyć manier, które były mu nieodłączne od dzieciństwa, ale potrafił przyjąć gościnność z godnością i bez nadęcia.

Widząc reakcję Nory na doniczkę, Corio skłonił lekko głowę, nie komentując od razu, bo z zasady nie komentował własnych gestów. Obdarowywanie było u niego czymś naturalnym,  raczej obowiązkiem wyznaczanym przez zasady kultury, niż chęcią popisania się i postawienia w dobrym świetle, ujął go jednak ten odruch szczerego „och”, ta nieudawana wdzięczność, której kobieta nie próbowała maskować pod warstwą nadmiernej uprzejmości. Obserwował z pewnym zadowoleniem, jak jej twarz rozjaśniła się na widok rośliny. Był typem człowieka, który nie oczekiwał pochwał, ale nie miał też nic przeciwko drobnym gestom wdzięczności, szczególnie gdy były autentyczne. Mimo że Cornelius nie zabiegał o uznanie, to jednak nie był mu obojętny fakt, że jego drobny gest trafił w gust gospodyni. Zerknął kątem oka na kolorową donicę, chcąc się upewnić, że kokarda trzyma się prosto, po czym skinął głową. Uśmiech, którym Nora go obdarzyła, nie wymagał od niego żadnej reakcji, ale jego spojrzenie spoczęło na niej o ułamek sekundy dłużej, niż to było konieczne. Tylko tyle. Eleonora była przeciwieństwem jego samego, i może właśnie dlatego ten prezent był tak trafny.

- Cieszę się, że trafiłem. Miałem pewne podejrzenia, że jaskrawość nie będzie tu traktowana jak nietakt. - Poczuł ulgę, że nie musiał tłumaczyć swoich motywacji, zbyt często bywał postrzegany jako zbyt formalny, zbyt wyważony, może nawet zbyt odległy. Dlatego drobna reakcja Eleonory, jej ciepły uśmiech, sprawiły, że poczuł się bardziej jak gość, a nie tylko dodatek do pakietu z Greengrassem. Nie próbował jej przekonywać, że przyniesienie podarunku nie było fatygą. Było nią, oczywiście, ale był to ten rodzaj fatygi, którego mężczyzna nie uznawał za ciężar, a raczej za konieczny i oczywisty element bycia przyzwoitym człowiekiem w cywilizowanym społeczeństwie. Wzrokiem podążył za doniczką, która wylądowała na ladzie obok kota, i przez krótką chwilę jego spojrzenie napotkało spojrzenie kocich oczu. Zwierzę zmierzyło go z tą samą godnością, z jaką on sam zwykł traktować większość obcych, po czym ziewnęło z rozbrajającą obojętnością.

Corio jeszcze przez chwilę obserwował kotkę, jej senne manewry i ospałe spojrzenie, którym obdarzyła każdego z gości. Miała w sobie tę bezczelną niezależność, którą Cornelius w głębi ducha cenił u istot, i ludzi, najbardziej.

Gdy Eleonora przeszła do przywitania z Erikiem, Cornelius cofnął się cicho w głąb sali, dając im przestrzeń, to nie była jego chwila i nie próbował jej przejąć, w jego świecie prywatność była cenniejsza niż ciepłe słowa, zwłaszcza gdy miało się świadomość, że nie wszystkie rany goją się od razu, i nie wszystkie powinny być wystawiane na światło dzienne. Nie skomentował uścisku, jakim Figg objęła Longbottoma ani tego, jak długo trwał. Patrzył w bok, z uprzejmym brakiem wścibstwa. Zawód, który wykonywał, uczył wielu rzeczy -  cierpliwości, wyrozumiałości, umiejętności widzenia więcej niż mówienia... I choć Lestrange nie należał do tych, którzy uznawali przytulenie za magiczne lekarstwo na cokolwiek, rozumiał ten gest. Sam nie był z tego rodzaju mężczyzn, którzy wiedzieli, jak ułożyć ręce i przelać całe wewnętrzne ciepło w uścisk, by komuś było lżej, ale wiedział, że są chwile, w których sama obecność bywa wystarczająca. Nie wtrącał się, nie było jego miejscem komentować bliskość, której nie dzielił, ani ból, który znał tylko z oddalenia. Widział jednak, jak bardzo ten czas odcisnął się na młodszym mężczyźnie, w samej postawie Erika, w zgaszonym spojrzeniu, w nieco cięższym kroku.

Lestrange oparł się lekko o blat, nieco z boku, nie w centrum uwagi, lecz wystarczająco obecny, by nie być biernym obserwatorem. Zresztą, nigdy nim nie był, zawsze patrzył, analizował, trzymał się na granicy wydarzeń. Taki był jego sposób bycia, Corio nie wchodził w sprawy gwałtownie, ale gdy już wszedł, zostawał do końca. Jednak w głębi, pod tą maską opanowania, tliło się zmęczenie... Zmęczenie nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne, wynikające z wydarzeń ostatnich tygodni i miesięcy, które pozostawiły swój ślad na nim samym i całym magicznym świecie.

Jego spojrzenie zatrzymało się najpierw na dłoni Erika, wyciągniętej w prostym, niewymuszonym geście, który mimo wszystko w tej chwili niósł ze sobą ciężar czegoś więcej niż tylko zwykłego powitania. Uścisnął ją pewnie, mocno, z tym specyficznym rodzajem mocnego uścisku, który w jego przypadku bywał paradoksalnie bardziej osobisty niż wszystkie ciepłe słowa.

- Mam nadzieję, że kadrowo do normalności wrócimy prędzej, niż później. - Rzekł spokojnie, spoglądając w oczy Longbottoma. - Choć wiem, że „normalność” teraz będzie oznaczać coś innego niż kiedyś.

Po chwili zawahał się lekko, jakby rozważając, czy dodać coś jeszcze. Uniósł spojrzenie na Longbottoma, i choć jego twarz pozostała spokojna, w oczach Corneliusa było coś niepokojąco uważnego, coś, co zdawało się rozpoznawać zmęczenie drugiego człowieka nie po tym, jak się poruszał, ale po tym, jak długo nic nie mówił. Cenił go. Nie na zasadzie podziwu, ponieważ Cornelius nie był typem, który darzył kogokolwiek ślepą lojalnością, lecz dlatego, że wiedział, ile kosztuje trwanie po tym, jak zawala się cały świat i ile milczenia potrzeba, by nie powiedzieć tego głośno. Czuł, że nie było sensu ubierać rzeczy w słowa, które miałyby złagodzić ból, gdy ten był oczywisty w oczach Erika. Corio nie należał do ludzi, którzy łudzili się, że koniec bitwy oznacza początek spokoju, wiedział, że niektóre walki dopiero się zaczynały, i to nie na ulicach, lecz we wnętrzach tych, którzy przeżyli.

- Będziemy musieli się do tego przyzwyczaić, nie ma innego wyjścia, skutki pożarów nie znikną po jednym dniu. A ci, którzy wciąż nie wrócili do pracy, mogą się nie doczekać zbyt wielu dalszych dni wolnych. - Jego głos był spokojny, choć wyraźnie wyczuwało się w nim ciężar odpowiedzialności, który mężczyzna nosił jak nieodłączny element swojego życia, nie tylko zawodowego. Sporo osób poprosiło o zawieszenie obowiązków, inni zniknęli bez słowa, jeszcze inni przychodzili do pracy, ale wyglądali, jakby nie do końca wiedzieli, co tam robili. Niektórzy byli ranni, inni zaginieni, jedna z młodszych pracownic wróciła do rodzinnego miasteczka i nie dała znaku życia od ponad trzech dni, a to była tylko jedna komórka, w innych departamentach wyglądało to zapewne gorzej, chociaż każdy próbował udawać, że było coraz lepiej. To nie były zgliszcza dobrze naoliwionej machiny, pod warstwą porządku zawsze kryła się prowizorka.

Lestrange miał świadomość, że ludzie z jego działu nie byli bohaterami z pierwszych stron gazet, ale to właśnie oni zamykali większość historii. Bez ich pracy nikt nie wiedziałby, kto, gdzie i dlaczego skończył jak skończył, czyli martwy. Cornelius znał tę wartość aż za dobrze i wiedział, że Erik też. Nie zamierzał owijać w bawełnę, nie miał też zamiaru dramatyzować, po prostu mówił, jak było. Praca w biurze koronera nauczyła go bezlitosnego realizmu, a jednocześnie, paradoksalnie, właśnie to pozwalało mu zachować człowieczeństwo, prosty fakt, tak trudny do wyegzekwowania przez wielu z jego środowiska.

Na uwagę o skrzacim bimbrze i ewentualnych konsekwencjach dla Pokątnej, Corio zareagował krótkim, niskim parsknięciem, niemal śmiechem, choć bez jednego drgnienia ust. Humor Corneliusa był bardziej obecny w jego oczach niż w mimice. Mężczyzna uniósł lekko brew na wzmiankę o trunkach Malwy i spojrzał przelotnie na butelki, potem na Norę, i raz jeszcze na Erika, a potem ponownie na butelki, przypatrując im się z dystansem, który mógł oznaczać równie dobrze zainteresowanie, co pewien niepokój, chociaż szybko wyparty przez aprobatę.

- Miałem dzisiaj do czynienia z konserwatorem miejskim i rzeczoznawcą od cegieł z osiemnastego wieku. Myślę, że skrzaci bimber i kolorowe drinki nie wyrządzą mi większej szkody na umyśle. - Powiedział lekko, niemal z humorem, ale było w tym coś, co sugerowało, że Lestrange nie do końca żartował. Uśmiech nie pokazał się na jego twarzy, ale cień rozbawienia przemknął mu przez oczy. Nie zdziwiła go wzmianka o zdradliwości darów. Zerknął na butelki, oceniając ich wagę, zawartość, a może nawet przewidywane konsekwencje, po czym przeniósł spojrzenie na pozostałych. Wiedział, że wśród tych, którzy przeszli przez ogień, dosłownie i metaforycznie, istniał pewien kod zrozumienia, który nie wymagał słów, a jeśli nawet coś miało pójść źle… Cóż. Zawsze mogli wezwać magiczne pogotowie albo sami sięgnąć po różdżki. Lestrange był w tym dość kompetentny, Greengrass tak samo.

Cornelius wyczuwał starania, jakie Nora włożyła w to, by atmosfera była swobodna, prawdziwa, nieco domowa mimo spalenizny wiszącej jeszcze gdzieś w głębi czterech ścian. Lestrange nie był człowiekiem, który dobrze czuł się w sytuacjach towarzyskich zaliczających się do zbyt luźnych, lekkich, zbyt... Rozgrzanych emocjonalnie. Miał w sobie pewien rodzaj chłodnego dystansu, który nie tyle wynikał z pogardy wobec ciepła czy spontaniczności, ile z przyzwyczajenia, bowiem przez lata pracy z umarłymi nauczył się, że to nie emocje były punktem odniesienia, lecz fakty, konkret, ślad, a jednak nie odmówił obecności tutaj i nie żałował, choć, na co dzień, nie był to jego typowy świat... Ale bez wątpienia było miło. Nawet z klątwą, którą mieli się zająć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (4564), Benjy Fenwick (2840), Cornelius Lestrange (4297), Erik Longbottom (2506), Nora Figg (4156), Pan Losu (58)




Wiadomości w tym wątku
[13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Nora Figg - 27.06.2025, 09:10
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Benjy Fenwick - 28.06.2025, 14:15
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.06.2025, 21:22
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Erik Longbottom - 28.06.2025, 23:45
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Cornelius Lestrange - 30.06.2025, 20:39
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Nora Figg - 30.06.2025, 22:03
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Erik Longbottom - 01.07.2025, 20:51
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Pan Losu - 01.07.2025, 20:51
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Benjy Fenwick - 01.07.2025, 21:25
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Pan Losu - 01.07.2025, 21:25
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.07.2025, 22:34
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Erik Longbottom - 08.07.2025, 22:12
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Cornelius Lestrange - 09.07.2025, 20:16
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Nora Figg - 09.07.2025, 23:15
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Benjy Fenwick - 10.07.2025, 14:13
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.07.2025, 18:33
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Erik Longbottom - 19.07.2025, 00:49
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Cornelius Lestrange - 19.07.2025, 18:16
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Nora Figg - 19.07.2025, 23:17
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Benjy Fenwick - 20.07.2025, 23:49
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 21.07.2025, 17:01
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Erik Longbottom - 28.07.2025, 15:41
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Cornelius Lestrange - 01.08.2025, 21:10
RE: [13.09.1972 - wieczór] z rejestru strasznych snów| Erik, Roise, Benjy, Corio i Norka - przez Nora Figg - 02.08.2025, 21:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa