- Fakt, jest późno, ale to nic takiego. - Przeniosła wzrok na dużą szybę, jakby chciała potwierdzić swoje słowa. Nie robiło to jednak jej żadnej różnicy. Roise miał klucze, mógł z nich korzystać, kiedy miał na to ochotę. W końcu byli przyjaciółmi. Oczywiście miała świadomość, że to mogło prosić się o kolejne plotki, ale chyba zaczęła do nich przywykać. Spotykała się z różnymi osobami, od lat szeptano na jej temat, z racji na to, z kim bywała blisko, większość z tej paplaniny nie miała żadnego sensu, nie przejmowała się więc nią jakoś szczególnie.
- Na pewno potrzebuje czasu, od zawsze była mocno wycofana, myślę jednak, że sobie poradzi, nie mogła znaleźć lepszego domu. - Dodała jeszcze z uśmiechem. Sporo czasu zajęło jej namówienie Greengrassa na kota, musiała go upić i upalić, aby zgodził się z nią wybrać do azylu, do tego dosyć długo na miejscu próbowała go przekonać do podjęcia decyzji, udało jej się to, jednak przekonanie go do wzięcia ze sobą kota okazało się być wyjątkowo pracochłonne. Oczywiście w końcu jej się ugiął i kolejne kocie nieszczęście trafiło w odpowiednie ręce.
Przewróciła oczami słysząc kolejny komentarz Greengrassa. Spanie pod stołem. Nie było to szczególnie przyjemnym doświadczeniem, chociaż właściwie w pewnym stanie zapewne mogło być już wszystko jedno, przynajmniej w momencie zasypiania, gorzej pewnie rano. Jednak chcąc nie chcąc nie dało się założyć kto z całego towarzystwa, które się tutaj znajdowało mógł się stać pierwszą ofiarą tego zdradliwego bimbru. Otaczali ją bardzo wyrośnięci mężczyźni, na pewno potrafili wypić bardzo dużo kolorowych drinków, w przeciwieństwie do niej. Musiała być czujna, aby nie stać się częścią tej próby, zresztą miała już szansę doświadczyć działania klątwy. Spędziła tu każdą noc po pożarach, jak przystało na odpowiedzialną przedsiębiorczynię. Musiała zajmować się swoim dobytkiem, nikt tego za nią nie zrobi. Zresztą od zawsze była bardzo samodzielna i rzadko kiedy pozwalała komukolwiek zajmować się swoimi sprawami. Wynikało to pewnie z tego, że dość szybko musiała dorosnąć, ponosić odpowiedzialność za podjęte przez siebie decyzje, które zmieniły jej całe życie wiele lat temu. Nie była osobą, która rozpaczała nad swoim losem, raczej przyjmowała to, co życie miało jej do zaoferowania i radziła sobie z tym wszystkim. Miała wokół siebie grupę osób, które dobrze jej życzyły i to wystarczało, aby wszystko jakoś się układało.
Uśmiechnęła się słysząc słowa Corneliusa, jej policzki oblały się delikatnym rumieńcem, bo panna Figg nie była przyzwyczajona do komplementów. Raczej rzadko kiedy czuła się doceniona. To było całkiem miłe, chociaż nie wydawało jej się, aby faktycznie jej cukiernia była, aż taka wyjątkowa. Na pewno w Londynie można było znaleźć wiele bardziej wystawnych miejsc, jednak nigdy jej na tym nie zależało. Tutaj miało być po prostu przytulnie, chociaż pewnie nie wszyscy dobrze czuli się w tym różu, który zdobił ściany. Nie odpowiedziała jednak na ten komentarz, nie wydawało jej się, by musiała coś dodawać.
- Nie da się ukryć, że bardzo lubię kolory. - Nieszczególnie się z tym kryła, zresztą każdy kto ją spotykał na pewno zwracał uwagę na to, że nawet jej ubrania zawsze były pstrokate, zresztą cukiernia była idealnym odzwierciedleniem jej miłości do kolorów. Nie znosiła szarości, chyba od dziecka, była to też jedna z nielicznych możliwych opcji, by nie ginęła w tłumie, inaczej pewnie nikt by jej nie zauważał.
- Nie wiem, czy to dobrze Erik, że dalej wyglądasz na takiego wyczerpanego. - Mruknęła cicho. Ich ostatnie spotkanie miało miejsce podczas tamtej nocy, kiedy Londyn płonął. Wyglądał wtedy na zmęczonego, właściwie to po prostu był zmęczony, jak reszta ludzi, którzy szukali schronienia w tym miejscu. Miała świadomość, że jego rodzina dosyć mocno oberwała, Warownia chyba praktycznie cała spłonęła, nie spodziewała się, że ją szybko odbudują, nie po czymś takim. Poplecznicy Voldemorta nie mieli litości dla Longbottomów, zresztą nie powinno to nikogo dziwić, nie do końca kryli się ze swoimi poglądami, co mogło powodować zainteresowanie nieodpowiednich osób ich rodziną. Na szczęście nikt nie ucierpiał, wszyscy przeżyli, więc nie było jeszcze, aż tak źle.
- Mamy zgodę specjalisty, więc zajmiesz się szkłem? - Rzuciła do Ambroisa zmierzając w kierunku drewnianej lady. Wiedziała, że nie będzie w stanie zmusić go do tego, żeby usiadł na tyłku. Skoro więc zaoferował swoją pomoc, to zamierzała mu dać raczej prostsze zajęcie, chociaż ostatnio uraczył ją całkiem niezłymi drinkami, nie mogła narzekać na jego zdolności związane z mieszaniem alkoholu.
Nie lubiła jednak, kiedy jej goście sami się obsługiwali, zdecydowanie wolała sama przygotowywać dla nich swoje specjalności, bo w końcu było to jej królestwo. Lubiła dbać o tych, którzy przekraczali progi tego miejsca.
Postawiła na blacie torbę, którą przejęła od Erika, po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk stukającego o siebie szkła. Wolała nie wnikać w to, ile bimbru przyniósł tutaj jej przyjaciel, wiedziała bowiem, że nawet jedna butelka mogła być niebezpieczna, chociaż w przypadku tego towarzystwa to mogło być błędnym myśleniem. Wyglądali na takich, którzy faktycznie nie mieli problemu z radzeniem sobie z wysokoprocentowymi trunkami. Właściwie to mogłaby to sprawdzić i ich przetestować, ale to później, póki co ich specjalista od klątw wyraził zgodę na dwa drinki - oczywiście, że miała to na uwadze, nie mogli przeszkadzać mu w pracy swoim upojeniem alkoholowym. Najpierw obowiązki, później przyjemności.
- Całkiem śmiałe stwierdzenie. - Rzuciła jeszcze w stronę Corneliusa, nie rzucała mu wyzwania, jednak znała możliwości Malwy, miała niewątpliwą przyjemność kosztować już jej wyrobów, ich ostatnia degustacja zakończyła się podróżą po Dolinie Godryka w taczce... o czym wolała jednak nie wspominać. Miało to pozostać słodką tajemnicą jej i Erika, chociaż właściwie do tej pory nie wiedziała, czy ktoś nie widział ich wtedy, gdy tak zgrabnie przemierzali uliczki. Byli dość głośni...
Oczywiście zdawała sobie sprawę, że konserwatorzy zabytków bywali wrzodami na tyłku, więc nie podważała tak do końca słów Lestrange'a, na pewno rozmowa, którą dzisiaj odbył nie należała do najłatwiejszych, aczkolwiek dobrze się składało, bo chyba wszystkim tutaj obecnym przyda się chwila na złapanie oddechu i zaprzestanie myślenia o tym, co wydarzyło się kilka dni temu.
Figgówna zajęła się krojeniem owoców, które musiały znaleźć się w kolorowych drinkach, jeszcze nie wypytała wszystkich obecnych o gusta, na to nadejdzie czas, kiedy w końcu zajmie się mieszaniem składników, póki co - musiała się do tego odpowiednio przygotować, nie mogła bowiem pozwolić, żeby kolorowe drinki o których tak szumnie opowiadała nie zaskoczyły tutaj obecnych. Cóż, na pewno postara się o to, aby był to najlepszy alkohol, jaki spożywali.
- Mam klątwę, znaczy nie ja, a cukiernia, pamiątka po pożarach. - Uniosła głowę znad deski, żeby wprowadzić Longbottoma w to, co się tutaj działo.