10.07.2025, 14:06 ✶
– W jaki sposób dokładnie? Wyjaśnij, to ocenię, czy to na pewno nie będzie męczące – oświadczyła Brenna, i w gruncie rzeczy mogło to być jej zwykłe, niedorzeczne gadanie, jak też tym razem trochę niedorzeczne gadanie, wywołane przez dziwaczną mieszankę leków, środków uspokajających i jeszcze ziółek, które przyjęła wcześniej, by utrzymać się na nogach do dotarcia do kliniki. – Oczywiście, że masz – uparła się, bo przecież owszem, wieczorem i w nocy nie zwracała uwagi na książki, trochę nieprzytomna z upływu krwi, ale jak się już obudziła, to rozejrzała się odruchowo. Była w końcu gliną, prawda? I zawsze uważała, że prywatne przestrzenie bardzo wiele mówią o osobie. Zaraz jednak pokiwała głową gorliwie, kiedy Basilius powiedział, że nie chciał komuś sprawić przykrości: takie wyjaśnienie mogła zrozumieć, bo ona w takiej sytuacji też pewnie nie chciałaby, żeby komuś zrobiło się przykro.
– Och. Jasne. Rozumiem. Na pewno nie chcesz? Ta to podobno jej najpopularniejsza książka, to pewnie czytałeś, to znaczy ją dostałeś, ale ta to ma być jakaś nowość… właściwie to pewnie z nudy sama bym je przeczytała, ale trochę zabronili mi teraz czytać – powiedziała z pewnym żalem, zerkając na okładki. Gdy trzymała je z daleka, trochę się ze sobą zlewały, ale z bliska dostrzegała już szczegóły i pewnie dałaby radę czytać… ale nie była aż tak nierozsądna.
Jeszcze.
– Oj, trafiłabym tam i całkiem na ślepo, w ogóle się nie przejmuj, i mogę dostarczyć te książki, to blisko, bo jak ci powiem, dla kogo są, to jaką mam gwarancję, że nie postanowisz tej osoby zabić? Nie żebym czasem sama nie miała ochoty na takie morderstwo, ale jestem pewna, że by cię bardzo to zmęczyło – oświadczyła Brenna z uporem, chociaż grzecznie dała się pokierować z powrotem w stronę wyjścia i nawet sięgnęła ku klamce – oczywiście odruchowo niesprawną ręką, więc kiedy nacisnęła klamkę, syknęła.
Trochę z bólu.
Ale trochę dlatego, że klamka nie ustąpiła.
– Nie przespałam czterech dni, prawda…? – spytała z pewnym wahaniem. – Nie jest trzynasty. A nawet jakby był, to nie wypada w piątek. Wypada w piątek w przyszłym miesiącu.
Poza tym 8 września cała Anglia miała naprawdę dostatecznie wiele pecha. Ona i Basilius prawdopodobnie też.
– Bo ten, nie mogę otworzyć drzwi. Może ty spróbuj.
– Och. Jasne. Rozumiem. Na pewno nie chcesz? Ta to podobno jej najpopularniejsza książka, to pewnie czytałeś, to znaczy ją dostałeś, ale ta to ma być jakaś nowość… właściwie to pewnie z nudy sama bym je przeczytała, ale trochę zabronili mi teraz czytać – powiedziała z pewnym żalem, zerkając na okładki. Gdy trzymała je z daleka, trochę się ze sobą zlewały, ale z bliska dostrzegała już szczegóły i pewnie dałaby radę czytać… ale nie była aż tak nierozsądna.
Jeszcze.
– Oj, trafiłabym tam i całkiem na ślepo, w ogóle się nie przejmuj, i mogę dostarczyć te książki, to blisko, bo jak ci powiem, dla kogo są, to jaką mam gwarancję, że nie postanowisz tej osoby zabić? Nie żebym czasem sama nie miała ochoty na takie morderstwo, ale jestem pewna, że by cię bardzo to zmęczyło – oświadczyła Brenna z uporem, chociaż grzecznie dała się pokierować z powrotem w stronę wyjścia i nawet sięgnęła ku klamce – oczywiście odruchowo niesprawną ręką, więc kiedy nacisnęła klamkę, syknęła.
Trochę z bólu.
Ale trochę dlatego, że klamka nie ustąpiła.
– Nie przespałam czterech dni, prawda…? – spytała z pewnym wahaniem. – Nie jest trzynasty. A nawet jakby był, to nie wypada w piątek. Wypada w piątek w przyszłym miesiącu.
Poza tym 8 września cała Anglia miała naprawdę dostatecznie wiele pecha. Ona i Basilius prawdopodobnie też.
– Bo ten, nie mogę otworzyć drzwi. Może ty spróbuj.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.