10.07.2025, 16:02 ✶
Ten moment, ten krótki moment... Spojrzeli sobie w oczy, jak kiedyś gdy obiecywali nikomu nie mówić o swoich animagowych sekretach. Sam z założenia był prawdomówny, więc najłatwiej było nie mówić wcale, chociaż czasem kusiło. Unikać tematu, uczyła go tego matka, skoro każde słowo które nie było prawdziwe od razu zalewało jego twarz czerwienią, plątało język w ustach, szkliło oczy. Teraz patrzyli sobie w oczy i widział jak jest umęczona, widział w jej ślepiach własne zmęczenie.
Pokonani?
Nie rozpatrywał tego w takich kategoriach, Wielka Wojna omijała go szerokim łukiem. Miał swoje bitwy, przegrane, wdeptujące go w ziemię, nieprzyjemnie i dobitnie. Nie mógł uwierzyć jej słowom, dwóm prostym słowom. Nie mógł. Może jeszcze nie mógł. Może nigdy to do niego nie dotrze. Rany były jednak zbyt świeże i to niekoniecznie te od oparzeń...
Dlatego też uciekł w pracę. Tak było lepiej dla nich obojga. Podawali sobie narzędzia, przenosili gruzowiska. Segregowali śmieci. To było dobre. Uczciwe. Rzeczywiste, w przeciwieństwie do szumnych myśli o tym czy ktoś jest czy nie jest wartościowy.
– Powodzenia z tym. Jestem pewien, że sobie z tym poradzicie. – zmiął w ustach żal, że pewnie sprawa Kniei i widm pójdzie na dużo dalszy plan, mimo wcześniejszych obietnic i zapewnień. Były rzeczy ważne i ważniejsze. Odbudowa gniazda z pewnością plasowała się wyżej na tej liście niż oczyszczenie obcego terytorium z agresywnego gatunku istot. Sam tylko słyszał różne opowieści. No i wiedział że coś dziwnego działo się w klubokawiarni, ale o tym zapewne i Brenna wiedziała. Nie strzępił więc języka.
Na wspomnienie o barterze, machnął tylko lekceważąco ręką
– Dogadamy się. Wiesz co umiem robić, zrobię wszystko czego będziesz potrzebować. Niko... rozmawiałem z nim wczoraj i mówił, że mi pomoże. Warsztat, ha... warsztat też może poczekać. Na razie kątem jestem u niego, a potem wiesz. Chciałbym wrócić do domu. Jak to wszystko się w końcu skończy. – Nie patrzył na nią, gdy to mówił. Był moment, gdzie domem zaczął nazywać oddalone od Kniei przestrzenie. Teraz jednak... jego myśli uciekały do leśniczówki w której się wychował częściej niż kiedykolwiek.
Pokonani?
Nie rozpatrywał tego w takich kategoriach, Wielka Wojna omijała go szerokim łukiem. Miał swoje bitwy, przegrane, wdeptujące go w ziemię, nieprzyjemnie i dobitnie. Nie mógł uwierzyć jej słowom, dwóm prostym słowom. Nie mógł. Może jeszcze nie mógł. Może nigdy to do niego nie dotrze. Rany były jednak zbyt świeże i to niekoniecznie te od oparzeń...
Dlatego też uciekł w pracę. Tak było lepiej dla nich obojga. Podawali sobie narzędzia, przenosili gruzowiska. Segregowali śmieci. To było dobre. Uczciwe. Rzeczywiste, w przeciwieństwie do szumnych myśli o tym czy ktoś jest czy nie jest wartościowy.
– Powodzenia z tym. Jestem pewien, że sobie z tym poradzicie. – zmiął w ustach żal, że pewnie sprawa Kniei i widm pójdzie na dużo dalszy plan, mimo wcześniejszych obietnic i zapewnień. Były rzeczy ważne i ważniejsze. Odbudowa gniazda z pewnością plasowała się wyżej na tej liście niż oczyszczenie obcego terytorium z agresywnego gatunku istot. Sam tylko słyszał różne opowieści. No i wiedział że coś dziwnego działo się w klubokawiarni, ale o tym zapewne i Brenna wiedziała. Nie strzępił więc języka.
Na wspomnienie o barterze, machnął tylko lekceważąco ręką
– Dogadamy się. Wiesz co umiem robić, zrobię wszystko czego będziesz potrzebować. Niko... rozmawiałem z nim wczoraj i mówił, że mi pomoże. Warsztat, ha... warsztat też może poczekać. Na razie kątem jestem u niego, a potem wiesz. Chciałbym wrócić do domu. Jak to wszystko się w końcu skończy. – Nie patrzył na nią, gdy to mówił. Był moment, gdzie domem zaczął nazywać oddalone od Kniei przestrzenie. Teraz jednak... jego myśli uciekały do leśniczówki w której się wychował częściej niż kiedykolwiek.