11.07.2025, 10:35 ✶
Mimo pewnych zaczątków paranoi nie uznała ocalenia budynku za podejrzane. Little Hangleton zdawało się mniej dotknięte skutkami pożarów niż Londyn, a chociaż Atreus był aurorem, dom do niedawno należał do jego krewnej, czystokrwistej, która raczej nijak nie naraziła się śmierciożercom i nie było powodów, aby została wybrana na cel ataku. Wiedziała zresztą, że niektóre budynki, choć pozornie ledwo tknięte przez ogień, zostały przeklęte na różne sposoby, chociaż więc spojrzenie Brenny zatrzymało się na moment po teleportacji na spalonym żywopłocie, nie poświęciła temu wielu myśli.
Jej umysł zaprzątały zresztą teraz zupełnie inne sprawy.
Napaść na Avery, list Baldwina, blond loki w rękach Malfoya.
Tajemnicze zniknięcie Raphaeli z powierzchni ziemi i choroba Josephine.
I, niemniej, świeża żałoba w rodzinie Bulstrodów. Ale to, że o niej myślała, że zwyczajnie się o Atreusa bała, nie oznaczało, że miała zamiar coś mówić: jeśli chciał ją z kimś dzielić, to było raczej jasne, że raczej z rodziną i przyjaciółmi, a ją ściągnął tutaj, ponieważ prawdopodobnie chciał zająć się pracą i jakoś przed tym wszystkim uciec.
Ucieczka rzadko była dobrym wyjściem, ale nie powinna zdecydowanie tego oceniać, skoro gdy ktoś ginął, sama zwykle po upewnieniu się, że inni mu bliscy jakoś się trzymają, rzucała się w wir zajęć.
– Mam nadzieję, że też żadnych zagadek innych niż kryminalne – odparła po prostu na jego powitanie, zanim weszła do budynku. Przyglądała się mu może uważniej niż zwykle, ale ledwo przez parę sekund: bo tak jakby… nie potrzebowała żadnych fizycznych oznak, że nie jest w porządku, skoro wiedziała, że być nie może.
Za herbatę podziękowała raczej odruchowo niż z obawy, że z tą będzie coś nie tak, ponieważ wciąż wierzyła, że te wszystkie omamy były rezultatem zaklęć z piwnicy, nie mieszanki ziołowej, i że zasnęła potem zwyczajnie ze zmęczenia, nie w rezultacie tej drugiej herbaty… A potem skupiła spojrzenie na rysunku, wykonanym przez Baldwina.
Jak na to, że widział całą tę scenę ledwo kilka sekund, była oddana całkiem akuratnie. Chłopak musiał mieć niesamowitą pamięć. I ten list, zwłaszcza w połączeniu z wspominką o szlamie i psach, rzeczywiście sugerował, że gdyby Malfoyowie to zrobili, musieli być bardzo głupi… Ale po pierwsze, zbrodniarze nie zawsze byli geniuszami. Po drugie, Malfoyów było kilku. Niekoniecznie jeden ostrzegał wszystkich pozostałych, co planuje i żeby przypadkiem nie zrobili czegoś, co do niego doprowadzi.
Milczała przez chwilę po jego słowach, w ostatnim wahaniu, co i ile powiedzieć. Nie miała pewności, co zrobi z uzyskanymi informacji: i nie była pewna, czy powinna się nimi dzielić. Ale skoro zdecydowała się tu już przyjść i odpowiedzieć na propozycję współpracy nad śledztwem, któremu tak brutalnie ucięto łeb, nie chciała zaczynać od kręcenia – co zresztą mijałoby się ostatecznie trochę z celem. Niezależnie od wszystkiego innego.
– Fortynbras Malfoy po koncercie dostał od kogoś kosmyk jasnych włosów – powiedziała prosto z mostu. Nie miała zamiaru zdradzać, że zobaczył to Morpheus, ale wierzyła w tę wizję bez większych zastrzeżeń. – Raphaeli wyrwano garść włosów. Jeśli nie jest sentymentalny i nie ma w zwyczaju przechowywać loków swoich dzieci, żeby głaskać je w wolnych chwilach, to możemy założyć, że tak, Malfoy ma z tym coś wspólnego.
Jej umysł zaprzątały zresztą teraz zupełnie inne sprawy.
Napaść na Avery, list Baldwina, blond loki w rękach Malfoya.
Tajemnicze zniknięcie Raphaeli z powierzchni ziemi i choroba Josephine.
I, niemniej, świeża żałoba w rodzinie Bulstrodów. Ale to, że o niej myślała, że zwyczajnie się o Atreusa bała, nie oznaczało, że miała zamiar coś mówić: jeśli chciał ją z kimś dzielić, to było raczej jasne, że raczej z rodziną i przyjaciółmi, a ją ściągnął tutaj, ponieważ prawdopodobnie chciał zająć się pracą i jakoś przed tym wszystkim uciec.
Ucieczka rzadko była dobrym wyjściem, ale nie powinna zdecydowanie tego oceniać, skoro gdy ktoś ginął, sama zwykle po upewnieniu się, że inni mu bliscy jakoś się trzymają, rzucała się w wir zajęć.
– Mam nadzieję, że też żadnych zagadek innych niż kryminalne – odparła po prostu na jego powitanie, zanim weszła do budynku. Przyglądała się mu może uważniej niż zwykle, ale ledwo przez parę sekund: bo tak jakby… nie potrzebowała żadnych fizycznych oznak, że nie jest w porządku, skoro wiedziała, że być nie może.
Za herbatę podziękowała raczej odruchowo niż z obawy, że z tą będzie coś nie tak, ponieważ wciąż wierzyła, że te wszystkie omamy były rezultatem zaklęć z piwnicy, nie mieszanki ziołowej, i że zasnęła potem zwyczajnie ze zmęczenia, nie w rezultacie tej drugiej herbaty… A potem skupiła spojrzenie na rysunku, wykonanym przez Baldwina.
Jak na to, że widział całą tę scenę ledwo kilka sekund, była oddana całkiem akuratnie. Chłopak musiał mieć niesamowitą pamięć. I ten list, zwłaszcza w połączeniu z wspominką o szlamie i psach, rzeczywiście sugerował, że gdyby Malfoyowie to zrobili, musieli być bardzo głupi… Ale po pierwsze, zbrodniarze nie zawsze byli geniuszami. Po drugie, Malfoyów było kilku. Niekoniecznie jeden ostrzegał wszystkich pozostałych, co planuje i żeby przypadkiem nie zrobili czegoś, co do niego doprowadzi.
Milczała przez chwilę po jego słowach, w ostatnim wahaniu, co i ile powiedzieć. Nie miała pewności, co zrobi z uzyskanymi informacji: i nie była pewna, czy powinna się nimi dzielić. Ale skoro zdecydowała się tu już przyjść i odpowiedzieć na propozycję współpracy nad śledztwem, któremu tak brutalnie ucięto łeb, nie chciała zaczynać od kręcenia – co zresztą mijałoby się ostatecznie trochę z celem. Niezależnie od wszystkiego innego.
– Fortynbras Malfoy po koncercie dostał od kogoś kosmyk jasnych włosów – powiedziała prosto z mostu. Nie miała zamiaru zdradzać, że zobaczył to Morpheus, ale wierzyła w tę wizję bez większych zastrzeżeń. – Raphaeli wyrwano garść włosów. Jeśli nie jest sentymentalny i nie ma w zwyczaju przechowywać loków swoich dzieci, żeby głaskać je w wolnych chwilach, to możemy założyć, że tak, Malfoy ma z tym coś wspólnego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.