12.07.2025, 13:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2025, 17:58 przez Lazarus Lovegood.)
Każdego ranka zapinam pod szyją ministerialną szatę i czuję, jakbym zaciskał pętlę. Każdego dnia siadam za biurkiem i wykonuję zadania, które do niczego nie prowadzą. Każdego wieczora mam poczucie, że gdybym rano po prostu nie przyszedł, nic by to nie zmieniło. Każdej nocy poranna wizja nabiera kolorów. Sznur od zasłony. Pasek od spodni. Puste mieszkanie. Ile jeszcze wytrzymam?
Lazarus podniósł oczy na rozmówcę i idealnie równym tonem, z nieznacznym wzruszeniem ramion odparł:
- Cóż, spędziłem w Urzędzie Celnym już osiem lat, moja kariera zawodowa nie posuwa się tam do przodu i czuję, że pora na nowe wyzwania. Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego wydaje się jednym ze sprawniej działających i lepiej zarządzanych w Ministerstwie.
Komplement? Pochlebstwo? Klątwołamacz wypowiedział te słowa z doskonałą obojętnością, jak wtedy, osiem lat temu. ”Nieuczciwy i niekompetentny. Usunięcie go to przysługa dla Ministerstwa, nie tylko dla Pana.” Stwierdzenie faktu.
- Mam doświadczenie w organizowaniu pracy zespołów, także w sytuacjach kryzysowych - dodał. Nie dam ci zginąć. Nie tak, jak jemu. To ja powinienem wtedy przyjąć impakt. To ja powinienem zostać w tym korytarzu. Fala desperacji wezbrała i zdążyła wypluć te cztery zdania, zanim Lazarus zdusił ją w sobie. Szczęśliwie Shafiq akurat wyciągał z szuflady niewielki plik zapisanych kartek.
Lovegood natychmiast skupił się na notatkach, pozwalając, by ich treść zepchnęła grożące wypłynięciem na powierzchnię wspomnienie z powrotem gdzieś na tył umysłu. Budżet, czy może plan delegacji był mapą myśli, nie urzędowym dokumentem i, jak to zwykle cudzy proces myślowy, na pierwszy rzut oka był przytłaczający. Lazarus przebiegł wzrokiem stronę, hasła poobejmowane ramkami, połączone strzałkami w ciągi, czemu to jest zaczęte od środka?…
Całość, szczęśliwie dla czytającego, była spisana po angielsku, ale autor najwyraźniej pisząc wybiegał myślami do celu podróży. Poplątany diagram należało czytać od prawej do lewej, jak arabski. Oczywiście. Logiczne.
Lazarus zerknął znad kartek na Anthony’ego z rozbawionym uśmiechem, zadowolony z rozwiązania pierwszej łamigłówki - pierwszy przejaw szczerych emocji od początku spotkania, równie niespodziewany, co krótkotrwały, bo rudowłosy czarodziej szybko przywrócił na twarz wyraz ostrożnej neutralności i powrócił do studiowania planu.
Lovegood lubił planować w kolejności chronologicznej, pokrywając kolejne sekcje kartki oszczędnie, jakby miało jej zabraknąć.
Shafiq najwyraźniej pracował od ogółu do szczegółu i w dodatku dość chaotycznie rozsiewając swoje zapiski na papierze.
Czego mogło brakować? Czy stworzył te notatki specjalnie na potrzeby rozmowy? Czy celowo umieścił tu przeoczenie?
Plan B i może jeszcze C, dla pewności. Lazarus sięgnął pamięcią do tego, czego nauczył się o planowaniu ekspedycji badawczych. Wymagane przed wyjazdem szczepienia? Warunki pogodowe? To była wizyta dyplomatyczna, więc…
Zmarszczył brwi. Jeszcze raz wrócił na początek i przeczytał całość, szukając tego jednego… Kącik jego ust drgnął. To naprawdę nie było spreparowane?
- Fundusz reprezentacyjny… nie ujął pan funduszu reprezentacyjnego. Upominki dla drugiej strony. Kwiaty. Jakieś pamiątkowe galeony, pióra… może notatniki z logo Ministerstwa. Stroje dla delegacji, jeżeli są potrzebne, to jednak całkiem inna kultura… - zaczął powoli, ale rozkręcił się i myśl popłynęła sama. Wzrok Lovegooda błądził wokół twarzy Anthony’ego, czujnie, bez uśmiechu, czekając na potwierdzenie lub zaprzeczenie.
Lazarus podniósł oczy na rozmówcę i idealnie równym tonem, z nieznacznym wzruszeniem ramion odparł:
- Cóż, spędziłem w Urzędzie Celnym już osiem lat, moja kariera zawodowa nie posuwa się tam do przodu i czuję, że pora na nowe wyzwania. Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego wydaje się jednym ze sprawniej działających i lepiej zarządzanych w Ministerstwie.
Komplement? Pochlebstwo? Klątwołamacz wypowiedział te słowa z doskonałą obojętnością, jak wtedy, osiem lat temu. ”Nieuczciwy i niekompetentny. Usunięcie go to przysługa dla Ministerstwa, nie tylko dla Pana.” Stwierdzenie faktu.
- Mam doświadczenie w organizowaniu pracy zespołów, także w sytuacjach kryzysowych - dodał. Nie dam ci zginąć. Nie tak, jak jemu. To ja powinienem wtedy przyjąć impakt. To ja powinienem zostać w tym korytarzu. Fala desperacji wezbrała i zdążyła wypluć te cztery zdania, zanim Lazarus zdusił ją w sobie. Szczęśliwie Shafiq akurat wyciągał z szuflady niewielki plik zapisanych kartek.
Lovegood natychmiast skupił się na notatkach, pozwalając, by ich treść zepchnęła grożące wypłynięciem na powierzchnię wspomnienie z powrotem gdzieś na tył umysłu. Budżet, czy może plan delegacji był mapą myśli, nie urzędowym dokumentem i, jak to zwykle cudzy proces myślowy, na pierwszy rzut oka był przytłaczający. Lazarus przebiegł wzrokiem stronę, hasła poobejmowane ramkami, połączone strzałkami w ciągi, czemu to jest zaczęte od środka?…
Całość, szczęśliwie dla czytającego, była spisana po angielsku, ale autor najwyraźniej pisząc wybiegał myślami do celu podróży. Poplątany diagram należało czytać od prawej do lewej, jak arabski. Oczywiście. Logiczne.
Lazarus zerknął znad kartek na Anthony’ego z rozbawionym uśmiechem, zadowolony z rozwiązania pierwszej łamigłówki - pierwszy przejaw szczerych emocji od początku spotkania, równie niespodziewany, co krótkotrwały, bo rudowłosy czarodziej szybko przywrócił na twarz wyraz ostrożnej neutralności i powrócił do studiowania planu.
Lovegood lubił planować w kolejności chronologicznej, pokrywając kolejne sekcje kartki oszczędnie, jakby miało jej zabraknąć.
Shafiq najwyraźniej pracował od ogółu do szczegółu i w dodatku dość chaotycznie rozsiewając swoje zapiski na papierze.
Czego mogło brakować? Czy stworzył te notatki specjalnie na potrzeby rozmowy? Czy celowo umieścił tu przeoczenie?
Plan B i może jeszcze C, dla pewności. Lazarus sięgnął pamięcią do tego, czego nauczył się o planowaniu ekspedycji badawczych. Wymagane przed wyjazdem szczepienia? Warunki pogodowe? To była wizyta dyplomatyczna, więc…
Zmarszczył brwi. Jeszcze raz wrócił na początek i przeczytał całość, szukając tego jednego… Kącik jego ust drgnął. To naprawdę nie było spreparowane?
- Fundusz reprezentacyjny… nie ujął pan funduszu reprezentacyjnego. Upominki dla drugiej strony. Kwiaty. Jakieś pamiątkowe galeony, pióra… może notatniki z logo Ministerstwa. Stroje dla delegacji, jeżeli są potrzebne, to jednak całkiem inna kultura… - zaczął powoli, ale rozkręcił się i myśl popłynęła sama. Wzrok Lovegooda błądził wokół twarzy Anthony’ego, czujnie, bez uśmiechu, czekając na potwierdzenie lub zaprzeczenie.