12.07.2025, 21:50 ✶
Nie była pewna ile czasu minęło od momentu, kiedy pojawiła się przed Warownią. Minuty jednocześnie dłużyły się i biegły niemożliwie szybko, zlepiając się w jakąś ciężką do określenia masę, w której nawet nie próbowała się rozeznać. Po co? Myśli i tak krążyły wobec ściskanego w palcach pergaminu, fiołka i nanizanych na tasiemkę run, jakby nagle miało na nią spłynąć olśnienie odnośnie tego, jak w ogóle powinna odnieść się do całej sytuacji.
Ciało wciąż było słabe, trzymające się chyba na słowo honoru i dzięki adrenalinie, która wciąż płynęła w żyłach. Po tym jak Malwa przyniosła jej wiadomość, kręciła się bez ładu, to sprawdzając poszczególne elementy warowni, to błądząc po sadzie, to z kolei przysiadając na kamiennych schodkach. Niezmiennym elementem jednak zdawały się wilgotne policzki, przynajmniej do momentu kiedy zaczęło się jej wydawać, że chyba zabrakło jej już łez.
Siedziała właśnie na stopniach prowadzących w kierunku sadu, na nowo przemykając spojrzeniem po słowach zawartych w liście, kiedy dotarł do niej znajomy głos. W pierwszym momencie wzdrygnęła się, absolutnie niegotowa i może jeszcze trochę bojąc się, że była to tylko jakaś podła sztuczka, ale kiedy podniosła wzrok zobaczyła znajomą sylwetkę. I kiedy uświadomiła sobie, że to naprawdę Brenna, poderwała się gwałtownie na równe nogi i rzuciła sprintem w jej stronę. Wpadła w jej ramiona z płaczem pełnym ulgi i odrobiny poczucia winy, bo przecież zniknęła z Londynu bez słowa i nagle uświadomiła to sobie jakby dobitniej.
- Brenna! Bren, tak b-baardzo cię przepraszaam... - załkała jej w pierś. - Spapanikowałam i wróciłam tu bo... bo już nie miałam siły. Na... na nic by-ym się wam nie przydała p-po... - pociągnęła nosem. - Na ulicy był Śmie... - słowo utknęło jej w gardle. - Przepraszam. Przepraszam, mówiłaaś, żeby nie cho-chodzić samej...
//Zapomniałam że ja też tym muszę rzucić : (
!Trauma Ognia
Ciało wciąż było słabe, trzymające się chyba na słowo honoru i dzięki adrenalinie, która wciąż płynęła w żyłach. Po tym jak Malwa przyniosła jej wiadomość, kręciła się bez ładu, to sprawdzając poszczególne elementy warowni, to błądząc po sadzie, to z kolei przysiadając na kamiennych schodkach. Niezmiennym elementem jednak zdawały się wilgotne policzki, przynajmniej do momentu kiedy zaczęło się jej wydawać, że chyba zabrakło jej już łez.
Siedziała właśnie na stopniach prowadzących w kierunku sadu, na nowo przemykając spojrzeniem po słowach zawartych w liście, kiedy dotarł do niej znajomy głos. W pierwszym momencie wzdrygnęła się, absolutnie niegotowa i może jeszcze trochę bojąc się, że była to tylko jakaś podła sztuczka, ale kiedy podniosła wzrok zobaczyła znajomą sylwetkę. I kiedy uświadomiła sobie, że to naprawdę Brenna, poderwała się gwałtownie na równe nogi i rzuciła sprintem w jej stronę. Wpadła w jej ramiona z płaczem pełnym ulgi i odrobiny poczucia winy, bo przecież zniknęła z Londynu bez słowa i nagle uświadomiła to sobie jakby dobitniej.
- Brenna! Bren, tak b-baardzo cię przepraszaam... - załkała jej w pierś. - Spapanikowałam i wróciłam tu bo... bo już nie miałam siły. Na... na nic by-ym się wam nie przydała p-po... - pociągnęła nosem. - Na ulicy był Śmie... - słowo utknęło jej w gardle. - Przepraszam. Przepraszam, mówiłaaś, żeby nie cho-chodzić samej...
//Zapomniałam że ja też tym muszę rzucić : (
!Trauma Ognia
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.