13.07.2025, 00:52 ✶
W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach, będący mieszanką stęchłej wody, zbutwiałego drewna, chyba ryb - chociaż Atreus nie był pewien kto odważny by łowił ryby w Tamizie - a także noszonych przez przechodniów perfum. Razem stanowiły wachlarz zapewniający silne doznania, ale starał się nie zwracać na to większej uwagi, przekierowując uwagę na wizualne aspekty ich otoczenia. Na kolorowe ubrania, zawilgotniałe zaułki i chylące się przy ulicy budynki, pośród których jak na złość nie dało się zauważyć rudej czupryny w liczbie dwóch. Szkoda, że to nie było właśnie takie proste - że już na pierwszym rogu znaleźliby tych gagatków i mogliby ich serdecznie zaprosić na przesłuchanie. Coś też czuł, po tym co powiedziała Victoria, że jak na złość pewnie znajdą ich w ostatnim miejscu gdzie przyjdzie ich szukać.
Kiwnął głową, kierując kroki w ślad za nią, bo równie dobrze mogli zacząć od pierwszego lepszego przechodnia, albo w tym przypadku - od pierwszego lepszego zacumowanego statku. To, czego się jednak nie spodziewał, to radosne ahoj, które opuściło jej usta. Powstrzymał się, żeby nie parsknąć, wywrócić oczami, albo w głos się zaśmiać, bo jak o tym pomyślał, sytuacja aż prosiła się o dobre, proste i równie stereotypowe powitanie marynarzy. Uśmiechnął się zatem grzecznie.
Nie chciał z nikim iść w konkury, szczególnie z Victorią, która była kobietą, ale również wyglądał niczego sobie. Brakowało mu jednak w twarzy zakapiorowatości i żłobionych przez życie na wodzie bruzd. Pewnie też o parę razy za mało zatruł się zepsutą rybą, albo był o krok od szkorbutu. Mugolskie ubrania też były trochę w zbyt dobrym stanie jak na spracowanego mężczyznę, ale pasowały do pierwszego lepszego przechodnia, który śpieszył przez doki do spraw, które nie oscylowały dookoła wody.
- Szukamy takich dwóch chłopaczków - zaczął, kiedy panowie zwrócili na nich uwagę, ale on sam nie patrzył na nich, a na rozkładane karty, jakby sam palił się do niego żeby do nich się przysiąść i zagrać. - Ciężko ich w sumie przeoczyć, bo oboje są rudzi i załatwiają sprawy razem. Widzieliście kogoś takiego?
Kiwnął głową, kierując kroki w ślad za nią, bo równie dobrze mogli zacząć od pierwszego lepszego przechodnia, albo w tym przypadku - od pierwszego lepszego zacumowanego statku. To, czego się jednak nie spodziewał, to radosne ahoj, które opuściło jej usta. Powstrzymał się, żeby nie parsknąć, wywrócić oczami, albo w głos się zaśmiać, bo jak o tym pomyślał, sytuacja aż prosiła się o dobre, proste i równie stereotypowe powitanie marynarzy. Uśmiechnął się zatem grzecznie.
Nie chciał z nikim iść w konkury, szczególnie z Victorią, która była kobietą, ale również wyglądał niczego sobie. Brakowało mu jednak w twarzy zakapiorowatości i żłobionych przez życie na wodzie bruzd. Pewnie też o parę razy za mało zatruł się zepsutą rybą, albo był o krok od szkorbutu. Mugolskie ubrania też były trochę w zbyt dobrym stanie jak na spracowanego mężczyznę, ale pasowały do pierwszego lepszego przechodnia, który śpieszył przez doki do spraw, które nie oscylowały dookoła wody.
- Szukamy takich dwóch chłopaczków - zaczął, kiedy panowie zwrócili na nich uwagę, ale on sam nie patrzył na nich, a na rozkładane karty, jakby sam palił się do niego żeby do nich się przysiąść i zagrać. - Ciężko ich w sumie przeoczyć, bo oboje są rudzi i załatwiają sprawy razem. Widzieliście kogoś takiego?