13.07.2025, 01:46 ✶
Ogień i ją zdawał się przerastać, jakby tej nocy napatrzyła się ich trochę za dużo i zostały już z nią na stałe. I kiedy spojrzała ponad przedramieniem Brenny w bok, na sad, na chwilę zastygła na widok jakichś niedopalonych gałęzi. Ale ręce przyjaciółki trzymały ją mocno i pewnie, a potrzebowała teraz tak bardzo mocno i nie wątpiła, że Brenna też tego potrzebowała, dlatego uścisnęła ją mocniej, kiedy nagły lęk znowu cofnął się, zostawiając po sobie tylko niepokój.
Wiedziała, że Longbottom na nią nie nakrzyczy. Nie zrobi jej wyrzutów, nie obwini o nic, ale mimo wszystko tak dobrze było usłyszeć, że to faktycznie nie miało znaczenia. Nie teraz, nie tutaj, kiedy obie były całe i zdrowe - no, może nie w pełni, ale chodziło o to że tu były. Obie wyglądały okropnie i Dora nie zauważyła jeszcze że Brennie coś faktycznie było, ale to była trochę kwestia przyzwyczajenia; bo dopóki ta była w stanie chodzić, nie można było wykluczyć jej w pełni z grona osób zdrowych.
- Nie jestem ranna - powiedziała cicho, bo stało się zbyt dużo, by kłamać teraz naiwnie, że nic jej nie było. Sporadyczne drżenie rąk można było zdusić prostymi gestami, ale słabość gdzieś w środku wciąż pozostawała, a pęknięcia wciąż były dla niej namacalne. Kiwnęła głową na propozycję i obie przycupnęły na schodach, a Crawley nawet nie kryła tej drobnej ulgi, kiedy to się stało. Jakby wciąż bała się, że zaklęcia rzucone przez śmierciozercę zrobiły większe szkody niż przypuszczała, że zaraz osunie się znowu na ziemię, tracąc grunt pod nogami.
- Nie - pokręciła głową, zaciskając mocniej palce na tym, co trzymała w dłoniach. - Muszę... muszę tylko odpocząć, to wszystko. Ja... - zamilkła na moment, zastanawiając się co właściwie chciała powiedzieć. Nie mogła znowu przepraszać. Znaczy mogła, ale to nie mogło już nic wnieść. Pozostawało tylko wyciągnąć wnioski na później. - Czuję się jakby bolała mnie dusza - powiedziała więc prosto, wolną dłonią na moment sięgając do mostka, jakby chciała teraz zacisnąć palce na tym, co znajdowało się gdzieś w środku. Zebrać to i skleić na nowo, kształtując według dobrze znanego wzorca. - Ale to przejdzie. A ty? Pójdziesz dzisiaj do kogoś, prawda? - nie pytała wprost czy coś jej jest, bo szybkie otaksowanie Brenny spojrzeniem pozwoliło wyłapać już założone opatrunki. - A reszta? Komuś stało się coś poważnego?
Wiedziała, że Longbottom na nią nie nakrzyczy. Nie zrobi jej wyrzutów, nie obwini o nic, ale mimo wszystko tak dobrze było usłyszeć, że to faktycznie nie miało znaczenia. Nie teraz, nie tutaj, kiedy obie były całe i zdrowe - no, może nie w pełni, ale chodziło o to że tu były. Obie wyglądały okropnie i Dora nie zauważyła jeszcze że Brennie coś faktycznie było, ale to była trochę kwestia przyzwyczajenia; bo dopóki ta była w stanie chodzić, nie można było wykluczyć jej w pełni z grona osób zdrowych.
- Nie jestem ranna - powiedziała cicho, bo stało się zbyt dużo, by kłamać teraz naiwnie, że nic jej nie było. Sporadyczne drżenie rąk można było zdusić prostymi gestami, ale słabość gdzieś w środku wciąż pozostawała, a pęknięcia wciąż były dla niej namacalne. Kiwnęła głową na propozycję i obie przycupnęły na schodach, a Crawley nawet nie kryła tej drobnej ulgi, kiedy to się stało. Jakby wciąż bała się, że zaklęcia rzucone przez śmierciozercę zrobiły większe szkody niż przypuszczała, że zaraz osunie się znowu na ziemię, tracąc grunt pod nogami.
- Nie - pokręciła głową, zaciskając mocniej palce na tym, co trzymała w dłoniach. - Muszę... muszę tylko odpocząć, to wszystko. Ja... - zamilkła na moment, zastanawiając się co właściwie chciała powiedzieć. Nie mogła znowu przepraszać. Znaczy mogła, ale to nie mogło już nic wnieść. Pozostawało tylko wyciągnąć wnioski na później. - Czuję się jakby bolała mnie dusza - powiedziała więc prosto, wolną dłonią na moment sięgając do mostka, jakby chciała teraz zacisnąć palce na tym, co znajdowało się gdzieś w środku. Zebrać to i skleić na nowo, kształtując według dobrze znanego wzorca. - Ale to przejdzie. A ty? Pójdziesz dzisiaj do kogoś, prawda? - nie pytała wprost czy coś jej jest, bo szybkie otaksowanie Brenny spojrzeniem pozwoliło wyłapać już założone opatrunki. - A reszta? Komuś stało się coś poważnego?