13.07.2025, 18:09 ✶
Nikt nie był zainteresowany złą passą dla Ministerstwa, przynajmniej nikt w tym Ministerstwie, nie wspominając o tym, że Fortynbras nie był jedynym, na którego temat Morpheus miał nieprzyjemne, dziwaczne wizje. Ale też niektóre rodziny miały wpływy oraz pieniądze, dzięki którym mogły zamknąć usta niewygodnych świadków. W ten czy inny sposób.
– Mogę dowiedzieć się, kto z przebywających na imprezie był oklumentą. Takiego nie zobaczyłabym tak łatwo – stwierdziła, odnośnie jego słów o transmutacji ubrań. Jonathan i Morpheus mieli zwyczaj regularnego korzystania ze swoich talentów, jeżeli więc nawet nie zrobili tego podczas koncertu, to pewnie aurę czy przyszłość wielu gości próbowali podglądać w jakichś okolicznościach. – Ty coś zauważyłeś?
Opanowana sztuka ochrony umysłu praktycznie skreślała z listy podejrzanych, bo Brenna o zobaczenie czegokolwiek, w czym brał udział oklumenta, musiała dosłownie walczyć.
– Burke jest kuzynką naszego podejrzanego, byłabym ostrożna. To sympatyczna i otwarta dziewczyna, ale takie pozory często mylą. Cedric zachowywał się bardzo podejrzanie, ale jeżeli po prostu pójdziemy z nim gadać, może na nas donieść. Za to… hm. Zdawał się zainteresowany Ritą Kelly. Znam jej braci – powiedziała ostrożnie. Być może któryś z nich byłby tu skłonny do pewnej współpracy, ale to była już dla Brenny opcja absolutnie awaryjna.
Zmrużyła lekko oczy, gdy wspomniał o słowach cioteczki Parkinson.
Fortynbras lubi młodych chłopców.
Co takiego sugerowała?
Ktoś napadł na Avery i jednym z podejrzanych był Burke…
Fortynbras dostał włosy Avery…
– Muszą za nim nie przepadać, skoro zwróciła ci na to uwagę – stwierdziła w zamyśleniu. – Jej ostrzeżenie, ostrzeżenie Eden, mój informator. Nie będę cię przekonywać, ale jeśli o mnie chodzi, sądzę, że pomysłodawcą był Fortynbras i że nie traktował tych włosów jako trofeum. Dlatego nie jestem wcale pewna, czy dziewczynę po prostu odesłano.
Och, jasne, Avery mogli chcieć pozbyć się dziewczyny po tym skandalu. To było bardzo prawdopodobne. Ale krewni zdawali się skłonni ją chronić i po prostu odizolować, póki sprawa nie zostanie wyciszona. Czy naprawdę nikt nie wykorzystał tego kosmyka? I czy to Avery kazali uciąć sprawę, czy w ogóle nie wiedzieli, co ustalili śledczy? Jeżeli byli to oni, czemu Josephine chciała się z nimi spotkać?
– Bumfuzzle są pierwsi na mojej liście.
Bezradność. Znała doskonale to odczucie, i wiele, wiele razy wkurzała się, że jakieś śledztwo trafiało do ślepej uliczki nie dlatego, że nie mogli znaleźć winnych, ale dlatego, że procedury albo czyjeś wpływy wiązały im ręce. Tyle że Brenna, mimo opinii pracoholiczki i służbistki – zresztą naprawdę opinii bardzo użytecznej – doskonale wiedziała, że prawo w istocie było płotem, mającym zatrzymać owce.
Węże przejdą pod nim, wilki przeskoczą nad nim.
Milczała przez moment nim się odezwała, niemalże obojętnym tonem.
– Nie. Ministerstwo nic nie zrobi. Ty też pewnie nie powinieneś, masz dużo do stracenia. – Zależało mu na karierze i awansach znacznie bardziej niż jej, a były i inne względy. - Ale jeśli znajdziemy dowody, ja znajdę sposób.
Może legalny, po prostu zwracający na nią jeszcze więcej uwagi. Może bardzo nielegalny – z takich też już korzystała, jak choćby gdy włamywano się do domu Atlasa, co doprowadziło do skazania jego syna, czy, o ironio, nie tak dawno temu z bratem Atreusa.
Nie zmieniła wyrazu twarzy, gdy wypowiedział ostatnie słowa, chociaż przez chwilę nie wiedziała, jak zareagować. Gdyby to był ktoś inny, pewnie po prostu wyciągnęłaby do niego ręce: ale Atreus czasem zdawał się jej przepełniony taką ilością gniewu, uporu i chęci dbania o własny wizerunek, że nie była pewna, czy jeśli zrobi cokolwiek, co wydawało się jej naturalne, nie wywoła efektu odwrotnego od zamierzonego. A naprawdę nie chciała ostatecznie sprawić, że Bulstrode poczuje się tylko w końcu jeszcze gorzej.
– Nie mamy pewności, czy z atakiem byli związani śmierciożercy – powiedziała w końcu powoli. Jasne, zakładała, że Fortynbras świetnie tutaj pasował, ze swoimi poglądami, pochodzeniem, prowokowaniem napaści i kradzieżą włosów, ale to że ktoś dał w głowę szlamolubnej jeszcze nie oznaczało, że potem poszedł i kogoś zabił na ulicy. Temat Armanda chwilowo pominęła, bo i nie miała tutaj wiele do dodania, nie mając zielonego pojęcia, dlaczego Baldwin użył tego imienia i czemu mogłoby przestraszyć Josephine.
– Mogę dowiedzieć się, kto z przebywających na imprezie był oklumentą. Takiego nie zobaczyłabym tak łatwo – stwierdziła, odnośnie jego słów o transmutacji ubrań. Jonathan i Morpheus mieli zwyczaj regularnego korzystania ze swoich talentów, jeżeli więc nawet nie zrobili tego podczas koncertu, to pewnie aurę czy przyszłość wielu gości próbowali podglądać w jakichś okolicznościach. – Ty coś zauważyłeś?
Opanowana sztuka ochrony umysłu praktycznie skreślała z listy podejrzanych, bo Brenna o zobaczenie czegokolwiek, w czym brał udział oklumenta, musiała dosłownie walczyć.
– Burke jest kuzynką naszego podejrzanego, byłabym ostrożna. To sympatyczna i otwarta dziewczyna, ale takie pozory często mylą. Cedric zachowywał się bardzo podejrzanie, ale jeżeli po prostu pójdziemy z nim gadać, może na nas donieść. Za to… hm. Zdawał się zainteresowany Ritą Kelly. Znam jej braci – powiedziała ostrożnie. Być może któryś z nich byłby tu skłonny do pewnej współpracy, ale to była już dla Brenny opcja absolutnie awaryjna.
Zmrużyła lekko oczy, gdy wspomniał o słowach cioteczki Parkinson.
Fortynbras lubi młodych chłopców.
Co takiego sugerowała?
Ktoś napadł na Avery i jednym z podejrzanych był Burke…
Fortynbras dostał włosy Avery…
– Muszą za nim nie przepadać, skoro zwróciła ci na to uwagę – stwierdziła w zamyśleniu. – Jej ostrzeżenie, ostrzeżenie Eden, mój informator. Nie będę cię przekonywać, ale jeśli o mnie chodzi, sądzę, że pomysłodawcą był Fortynbras i że nie traktował tych włosów jako trofeum. Dlatego nie jestem wcale pewna, czy dziewczynę po prostu odesłano.
Och, jasne, Avery mogli chcieć pozbyć się dziewczyny po tym skandalu. To było bardzo prawdopodobne. Ale krewni zdawali się skłonni ją chronić i po prostu odizolować, póki sprawa nie zostanie wyciszona. Czy naprawdę nikt nie wykorzystał tego kosmyka? I czy to Avery kazali uciąć sprawę, czy w ogóle nie wiedzieli, co ustalili śledczy? Jeżeli byli to oni, czemu Josephine chciała się z nimi spotkać?
– Bumfuzzle są pierwsi na mojej liście.
Bezradność. Znała doskonale to odczucie, i wiele, wiele razy wkurzała się, że jakieś śledztwo trafiało do ślepej uliczki nie dlatego, że nie mogli znaleźć winnych, ale dlatego, że procedury albo czyjeś wpływy wiązały im ręce. Tyle że Brenna, mimo opinii pracoholiczki i służbistki – zresztą naprawdę opinii bardzo użytecznej – doskonale wiedziała, że prawo w istocie było płotem, mającym zatrzymać owce.
Węże przejdą pod nim, wilki przeskoczą nad nim.
Milczała przez moment nim się odezwała, niemalże obojętnym tonem.
– Nie. Ministerstwo nic nie zrobi. Ty też pewnie nie powinieneś, masz dużo do stracenia. – Zależało mu na karierze i awansach znacznie bardziej niż jej, a były i inne względy. - Ale jeśli znajdziemy dowody, ja znajdę sposób.
Może legalny, po prostu zwracający na nią jeszcze więcej uwagi. Może bardzo nielegalny – z takich też już korzystała, jak choćby gdy włamywano się do domu Atlasa, co doprowadziło do skazania jego syna, czy, o ironio, nie tak dawno temu z bratem Atreusa.
Nie zmieniła wyrazu twarzy, gdy wypowiedział ostatnie słowa, chociaż przez chwilę nie wiedziała, jak zareagować. Gdyby to był ktoś inny, pewnie po prostu wyciągnęłaby do niego ręce: ale Atreus czasem zdawał się jej przepełniony taką ilością gniewu, uporu i chęci dbania o własny wizerunek, że nie była pewna, czy jeśli zrobi cokolwiek, co wydawało się jej naturalne, nie wywoła efektu odwrotnego od zamierzonego. A naprawdę nie chciała ostatecznie sprawić, że Bulstrode poczuje się tylko w końcu jeszcze gorzej.
– Nie mamy pewności, czy z atakiem byli związani śmierciożercy – powiedziała w końcu powoli. Jasne, zakładała, że Fortynbras świetnie tutaj pasował, ze swoimi poglądami, pochodzeniem, prowokowaniem napaści i kradzieżą włosów, ale to że ktoś dał w głowę szlamolubnej jeszcze nie oznaczało, że potem poszedł i kogoś zabił na ulicy. Temat Armanda chwilowo pominęła, bo i nie miała tutaj wiele do dodania, nie mając zielonego pojęcia, dlaczego Baldwin użył tego imienia i czemu mogłoby przestraszyć Josephine.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.