13.07.2025, 21:12 ✶
– No cóż, on na pewno nie brudziłby sobie rąk osobiście… spróbuję się dowiedzieć, czy był ktoś jeszcze.
Jeśli któryś z ich podejrzanych – może to trochę ułatwi. Mało prawdopodobne, ale zawsze było warto próbować z różnych stron, a Brenna dawno przywykła do tego, że policyjna robota często bywała po prostu żmudna i podejmowało się w danej sprawie dziesiątki działań, z których ostatecznie efekt przynosiło jedno czy dwa… albo żadne.
– Alice jest rezolutna. Lubię ją. Nie chcę jej o nic podejrzewać. Pytanie czy nie zgłosi tego, bo tego wymagają obowiązki. Albo czy nie zmusi jej do czegoś rodzina.
Brenna mogła sobie wyobrazić, że syn utytułowanego ojca, potencjalny dziedzic, był dla nich istotniejszy niż robiąca karierę w Brygadzie kuzynka z bocznej linii. Niemal każda rodzina, nawet bez czarnoksiężników, miała różne sposoby naciskania na swoich członków. Na słowa Atreusa o Kellych uniosła tylko lekko brwi, bo sama Jaspera uważała za rezolutnego, Ritę za czarującą, a Theo za młodzieńczego narwanego, ale na swój sposób sprytnego… ale i niezbyt ją zaskakiwało, że on najwyraźniej miał o nich zupełnie inne zdanie.
– W pierwszej chwili myślałam o wielosokowym, ale… klątwa chyba jest bardziej prawdopodobna. Nie bardzo się na nich znam, ale jeżeli Raphaela nie została po prostu odesłana, a naprawdę próbowała uciec albo ją oszpecono, może jakieś zaklęcie zmusiłoby ją do zrobienia czegoś? Albo ono ją oszpeciło? To tylko teoria, może naprawdę skorzystali z okazji albo faktycznie miała pecha, ich dom płonął, próbowała uciec i ją zaatakowano, ale… no nie wykluczam tego.
Póki nie było dość dowodów, aby na coś wskazać albo wykluczyć, wolała brać pod uwagę wszystko. A na razie mogła odrzucić jedynie ewentualną ucieczkę z Enzo. Jasne, on był zauroczony ją, ona nim, ale Remington dzień po Spalonej Nocy był jeszcze w Londynie, poza tym mężczyznę znała jako kogoś w uczuciach równie szczerego, co niestałego.
– Zrobienie samej listy takich klinik to nie problem, ale informacji o pacjentach nie udzielą. Natomiast zastanawiam się, w jaki sposób wywieźli ją za granicę? Chyba nie wydawano teraz zgód na świstokliki, a jeżeli byłaby w tak złym stanie, to można by ją teleportować? – Pokręciła lekko głową, raczej w zastanowieniu niż w zaprzeczeniu. Istniały różne sposoby transportu, mogli na upartego choćby wynająć zaklęty powóz, ale wiele rzeczy się jej nie zgrywało.
Sami ją zabili?
Uległa jakiejś klątwie?
Siedziała zamknięta w domu – a po prostu chciano się upewnić, że do spotkania przy okazji tego listu nie dojdzie do skutku?
Gdyby wiedziała, co proponował mu starszy brat, to… nie byłaby ani trochę zaskoczona. Spokojny, ułożony Orion bez słowa protestu przyjął od niej kartę z czekoladowej żaby, bił się z nią na środku łąki, a potem dokonał trzech włamań, i do pierwszego wcale go nie zachęcała. Może po prostu znali dwa trochę różne oblicza Oriona, który przy Atreusie czuł, że musi być odpowiedzialnym, starszym bratem?
Niedowierzanie w tonie, cmokanie, uśmiech – wszystko było bardzo dla niego charakterystyczne, ładnie obracające w żart, a może i czasem ludzi peszące. Mimo to odparła bez wahania, jakby tej teatralności zupełnie nie zauważyła.
– Tak.
Jeśli któryś z ich podejrzanych – może to trochę ułatwi. Mało prawdopodobne, ale zawsze było warto próbować z różnych stron, a Brenna dawno przywykła do tego, że policyjna robota często bywała po prostu żmudna i podejmowało się w danej sprawie dziesiątki działań, z których ostatecznie efekt przynosiło jedno czy dwa… albo żadne.
– Alice jest rezolutna. Lubię ją. Nie chcę jej o nic podejrzewać. Pytanie czy nie zgłosi tego, bo tego wymagają obowiązki. Albo czy nie zmusi jej do czegoś rodzina.
Brenna mogła sobie wyobrazić, że syn utytułowanego ojca, potencjalny dziedzic, był dla nich istotniejszy niż robiąca karierę w Brygadzie kuzynka z bocznej linii. Niemal każda rodzina, nawet bez czarnoksiężników, miała różne sposoby naciskania na swoich członków. Na słowa Atreusa o Kellych uniosła tylko lekko brwi, bo sama Jaspera uważała za rezolutnego, Ritę za czarującą, a Theo za młodzieńczego narwanego, ale na swój sposób sprytnego… ale i niezbyt ją zaskakiwało, że on najwyraźniej miał o nich zupełnie inne zdanie.
– W pierwszej chwili myślałam o wielosokowym, ale… klątwa chyba jest bardziej prawdopodobna. Nie bardzo się na nich znam, ale jeżeli Raphaela nie została po prostu odesłana, a naprawdę próbowała uciec albo ją oszpecono, może jakieś zaklęcie zmusiłoby ją do zrobienia czegoś? Albo ono ją oszpeciło? To tylko teoria, może naprawdę skorzystali z okazji albo faktycznie miała pecha, ich dom płonął, próbowała uciec i ją zaatakowano, ale… no nie wykluczam tego.
Póki nie było dość dowodów, aby na coś wskazać albo wykluczyć, wolała brać pod uwagę wszystko. A na razie mogła odrzucić jedynie ewentualną ucieczkę z Enzo. Jasne, on był zauroczony ją, ona nim, ale Remington dzień po Spalonej Nocy był jeszcze w Londynie, poza tym mężczyznę znała jako kogoś w uczuciach równie szczerego, co niestałego.
– Zrobienie samej listy takich klinik to nie problem, ale informacji o pacjentach nie udzielą. Natomiast zastanawiam się, w jaki sposób wywieźli ją za granicę? Chyba nie wydawano teraz zgód na świstokliki, a jeżeli byłaby w tak złym stanie, to można by ją teleportować? – Pokręciła lekko głową, raczej w zastanowieniu niż w zaprzeczeniu. Istniały różne sposoby transportu, mogli na upartego choćby wynająć zaklęty powóz, ale wiele rzeczy się jej nie zgrywało.
Sami ją zabili?
Uległa jakiejś klątwie?
Siedziała zamknięta w domu – a po prostu chciano się upewnić, że do spotkania przy okazji tego listu nie dojdzie do skutku?
Gdyby wiedziała, co proponował mu starszy brat, to… nie byłaby ani trochę zaskoczona. Spokojny, ułożony Orion bez słowa protestu przyjął od niej kartę z czekoladowej żaby, bił się z nią na środku łąki, a potem dokonał trzech włamań, i do pierwszego wcale go nie zachęcała. Może po prostu znali dwa trochę różne oblicza Oriona, który przy Atreusie czuł, że musi być odpowiedzialnym, starszym bratem?
Niedowierzanie w tonie, cmokanie, uśmiech – wszystko było bardzo dla niego charakterystyczne, ładnie obracające w żart, a może i czasem ludzi peszące. Mimo to odparła bez wahania, jakby tej teatralności zupełnie nie zauważyła.
– Tak.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.