Bletchley miała w zwyczaju zamykać się w sobie, kiedy wokół niej robiło się zbyt intensywnie, kiedy nie radziła sobie z emocjami, czy rzeczywistością. Tym razem jednak nie została pozostawiona sama sobie, nie musiała uciekać w cztery ściany, w miejsce w którym mogła poczuć się bezpiecznie. Nie potrzebowała tego, jak się okazało mogło to być również związane z obecnością drugiej osoby, o czym właściwie nie miała jak dotąd pojęcia. Nigdy bowiem tego nie robiła, nie szukała ukojenia w kimś, może było to błędem. Okazało się bowiem, że sama obecność kogoś przy kim czuła się dobrze, przy kim nie musiała udawać, dystansować się była wystarczająca. Wcale nie musiała stawiać wokół siebie murów, mogła wtulać się w ciepłe ciało i w ten sposób poczuć się pewniej, to było coś nowego - świadomość, że nie została porzucona.
Benjy nie wahał się nawet chwili, aby stanąć w jej obronie. Nie oczekiwała tego, a jednak okazało się to być naprawdę miłą odmianą. Nie miała pojęcia, czy zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele to dla niej znaczyło. Raczej nikt nie reagował w ten sposób, była przyzwyczajona do wycofywania się, szukania swojego miejsca gdzieś w tle, tak by nikomu nie wadzić, nie rzucać się w oczy, by nie być czyimś problemem. W tym wypadku jednak było zupełnie inaczej i co najważniejsze nie wydawało jej się, aby faktycznie to ona była problemem. Narracja się zmieniła.
Nie miała w zwyczaju reagować gniewem, to nie było w jej stylu, nie można się było po Bletchley spodziewać wybuchów emocji, raczej dusiła wszystko w sobie, udawała, że jej to nie obchodzi, później kiedy nikogo nie było obok przesadnie analizowała, zrzucała wszystko na swoje niedostosowanie, teraz jednak dość szybko dotarło do niej to, że to nie była jej wina. Nie zamierzała wracać do tego, co się stało. Nie powinna ponosić odpowiedzialności za to, że ktoś lubił dramatyzować i znajdować się w centrum zainteresowania, do tego w tym przypadku robił to jej kosztem. Tak właściwie to nie tylko jej kosztem, bo oberwało się i Benjy'emu, który postanowił doprowadzić Romulusa do porządku. Dobrze było wiedzieć, że nikt nie zamierzał już mu odpuszczać i tolerować tych zagrywek. Zresztą nie umiała nawet skomentować tego, co zrobił. Postanowił sięgnąć po zaklęcie, które nigdy nie powinno być użyte w podobny sposób, szczególnie w gronie przyjaciół. Wiedziała, że to musiało uderzyć w Fenwicka, był to cios poniżej pasa, którego nie dało się zaakceptować. Postanowił odebrać mu własną wolę, tego nie dało się wybaczyć. Pamiętała, że przyjaźnili się od lat, być może Benjy miał rację z tymi rozważaniami na temat swojego miejsca w tym gronie po tak długiej nieobecności wśród nich. Nie wydawało jej się jednak, żeby pozostali przyjaciele byli w stanie zrobić mu coś podobnego. Potter chciał się popisać, ale mu nie wyszło.
Na szczęście nie miał wsparcia w nikim tutaj obecnym, wszyscy inni dojrzeli, potrafili się zachować i najwyraźniej przestali tolerować znęcanie się nad słabszymi. Nie miała problemu w tym przypadku, żeby czuć się jako słabsza, wiedziała, że znajdowała się w gorszej pozycji od niego, nie była częścią ich grupy, nie była z nimi, aż tak blisko, chociaż aktualnie czuła, że to też się zmieniło. Coraz bardziej docierało do niej, że nie była już pozostawiona sama sobie, nie musiała radzić sobie sama, miała wsparcie.
Nie zamierzała tego negować, rozkładać na części pierwsze. Benjy chciał być przy niej, chciał z nią teraz trwać, więc zamierzała im na to pozwolić. Okazało się, że dużo szybciej można było doprowadzić się do użyteczności w towarzystwie kogoś, kto stawał się coraz bardziej bliski. Może miało to być chwilowe, ale nie chciała tego odrzucać, nie chciała dłużej radzić sobie ze wszystkim sama, nie kiedy nie było ku temu powodu. Może nie wiedziała o nim wiele, może nie było im dane poznać się jakoś bardzo, ale to co jej do tej pory pokazywał wystarczyło aby mu ufała.
Całkiem naturalnie przyszło jej odnalezienie spokoju w jego ramionach, nie zamierzała skupiać się na tym co poszło nie tak, bo to nie miało większego sensu, zamiast tego po prostu cieszyła się tym czasem, który dostali. Najwyraźniej nawet nie zakładali, że mogą potrzebować bliskości drugiego człowieka, a w tym momencie to okazało się przynajmniej dla Prue kojące.
- Zrobiłbyś to dla mnie? To dobrze, bo nie jestem najlepsza w tłumaczeniu się, zapewne zostałoby to odebrane inaczej i zostałabym winna Twojemu rozpuszczeniu. - Bletchley nie umiała udawać, pewnie zupełnie przypadkiem już przy pierwszym przesłuchaniu zostałaby winna, a że nie należała do osób, które potrafiły szybko reagować to pewnie wyprowadziliby ją w magicznych kajdankach czy coś.
- Wspaniale, bo nie znam innego takiego drania, który byłby gotowy wysłuchiwać tych monologów, nie sądzę zresztą, że znalazłbym gdziekolwiek kogoś kto nadawałby się do tego bardziej od Ciebie. Tak naprawdę nie muszę Cię nawet do tego zmuszać. - Zapewne potrafiłaby to zrobić, bo znała różne metody, póki co jednak nie było to jej do niczego potrzebne, bo Benjy siedział z nią z własnej woli i nie wyglądał jakby bawił się źle, wręcz przeciwnie, wysłuchiwał tego, co miała mu do powidzenia z zainteresowaniem, nie wydawał się być znudzony. Tylko dlatego tak łatwo przychodziło jej mówienie, raczej miała w zwyczaju pozostawiać większość swoich przemyśleń dla siebie, aby nie zanudzać swoich rozmówców. Wiedziała, że żartuje i bawiło ją to, w jakim kierunku zmierzała ta rozmowa. Dzięki temu zupełnie przestała przejmować się tym, co wydarzyło się wcześniej.
- To nie jedyna rzecz, w której jestem bezkonkurencyjna, dopiero się rozkręcam, może jeszcze będziesz miał szansę się o tym przekonać. - Niby nie mieli dużo czasu, ale całkiem szybko udało jej się zacząć przed nim otwierać, więc faktycznie istniała szansa, że pokaże mu jeszcze więcej z tej prawdziwej siebie, którą raczej ukrywała przed całym światem.
Chciała to zrobić, nie wiedzieć czemu naprawdę chciała, żeby widział ją taką, jaka była naprawdę, a nie tę kreację, którą układała sobie w głowie i prezentowała całemu światu, bo tak było prościej, niżeli tłumaczyć się z tego, jaka była naprawdę. Nie czuła, że w jego przypadku to było potrzebne, przez te kilka dni pokazał jej bowiem, że nie jest osobą, która ocenia, a próbuje zrozumieć. Akceptował póki co wszystko, co przed nim odsłoniła, a to nie zdarzało się często, dawno nie miała możliwości być sobą, okazało się to całkiem łatwe. Jak widać wystarczyło tylko odpowiednie towarzystwo, które pojawiło się zupełnie niespodziewanie, ale w idealnym momencie.
Ledwie kilka dni temu dotarło do niej przecież, że życie jest jeszcze bardziej kruche, niż może się wydawać, że bardzo łatwo jest przewrócić wszystko co znane do góry nogami, wystarczy znalezienie się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Chwila od której zależy więcej niż się może wydawać. Na szczęście jej to nie dotyczyło, bo miała wsparcie, które nadeszło znikąd. Postanowiła więc doceniać te nieliczne momenty nad którymi nie miała żadnej kontroli, dać szansę im jakoś wpłynąć na jej życie.
Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, kiedy zadał jej kolejne pytanie. Próbowała znaleźć w głowie odpowiedź, jednak to wcale nie było takie proste. Trudne się wylosowało. - Dawno. - Nie umiała sięgnąć po konkrety, co w jej przypadku było czymś raczej niespotykanym. Bardzo łatwo przychodziło jej bowiem wyciąganie dat, tyle, że działało to w przypadku tego o czym przeczytała, a nie jej samej. - Prawdziwy urlop brzmi jak coś, czego nigdy nie doświadczyłam. - Kolejna rzecz, której nie miała szansy przeżyć. Od zawsze skupiała się przede wszystkim na pracy. Staż w Mungu był wymagający, nie miała możliwości wyjechać gdzieś na dłużej, musiała bowiem poszerzać swoją wiedzę, później praca na oddziale, która również była wymagająca. Następnie nastąpił jej mały koniec świata, dramaty, które całkiem skutecznie doprowadziły do tego, że ponownie zatraciła się w pracy. Tak było prościej.
- Podejrzewam, że było to gdzieś po szkole, na tyle dawno, że nie umiem sobie tego przypomnieć. - Co w jej przypadku wcale nie było normalne. Docierało do niej, że raczej nie pozwalała sobie na takie drobne przyjemności, które przecież powinni mieć miejsce, bo nie samą pracą i obowiązkami żyje człowiek.
- Potrafisz bezużytecznie spędzać czas? - Uniosła delikatnie głowę, żeby mu się przyjrzeć. - Jeśli tak to z tą resztą zalet, które wymieniłeś nie mogłabym odrzucić Twojej propozycji, tylko miej świadomość, że trafił Ci się trudny przypadek. Będziesz musiał mnie tego nauczyć. - Ona sama raczej miała problem z odpoczywaniem, po prostu nigdy tego nie robiła, no w dużej mierze większość swojego wolnego czasu spędzała na czytaniu, często była to jednak dość specjalistyczna literatura, która miała ułatwiać jej pracę, więc czy właściwie można było to nazwać bezużytecznym spędzaniem czasu? No nie do końca.
- Tylko wtedy Ty wybierasz miejsce, podejrzewam, że zrobisz to celniej. - Benjy miał szansę zobaczyć sporo świata w przeciwieństwie do niej, na pewno potrafiłby wybrać idealnie urlopową destynację. Coraz bardziej wydawało jej się to być w zasięgu ręki - ucieczka chociaż na chwilę, zmiana nastawienia, ucieczka od przyzwyczajeń. Jakoś łatwo przychodziło jej takie gdybanie w jego towarzystwie.
- Czy potrafię? Nie wiem tak do końca, ale próbuję to robić, tak właściwie to chyba nie miałam innego wyboru. - Może i miała? Tyle, że Prue nie należała do osób, które nie tak łatwo się poddawały, jasne, że mogłaby po prostu przyjąć, że tak już ma, tłumaczyć sobie wszystko swoją chorobą, ale to nie było w jej stylu.
Dosyć łatwo przyszło im skupienie się na rozmowie, która nie dotyczyła tego, co działo się jeszcze przed chwilą. Zazwyczaj miała tendencje do analizowania sytuacji, szczególnie tych, które niosły ze sobą nie do końca pozytywne emocje. W tym wypadku jednak Bletchley przestała analizować to, co się wydarzyło. Zapewne wróci do tego kiedy będzie sama, nie miała w zwyczaju zupełnie ignorować podobnych przypadków, jednak chwilowo nie chciała do tego wracać.
- To jesteśmy umówieni. - Dodała z uśmiechem, jakby te słowa faktycznie miały jakąś wielką siłę i jeśli już padły, to były niepodważalne.
- Nie ma sensu, żebyś się tam pokazywał, nie kiedy to może Ci zaszkodzić. - Jakoś powinna poradzić sobie z tym sama. Nie chciała ryzykować, nie kiedy mogło to sprowadzić na niego niepotrzebne kłopoty, nie po tym co dla niej zrobił i robił. Jakoś sobie poradzi. Wbrew pozorom przecież nie była taka bezbronna na jaką wyglądała. Bywała w różnych miejscach, w towarzystwie różnych osób, jakoś zawsze udawało jej się przetrwać.
- Dam Ci klucze, to będziesz mógł poczekać w środku. - Wydawało jej się to całkiem rozsądnym rozwiązaniem, bo nikt nie powinien dzięki temu zauważyć, że kręci się tam ktoś obcy. Ta propozycja przyszła jej całkiem naturalnie, tak naprawdę nie do końca wiedziała, co zastaną na miejscu, bo od kilku dni nie była w domu, może nawet nieco bała się tego, że jej przytulne mieszkanie już nie do końca było jej. Pożary bowiem spowodowały, że straciła swój azyl, nie mogła się tam czuć bezpiecznie.
- Naprawdę myślisz, że będą w stanie uwierzyć, że nie wiem z kim się prowadzam? - Jasne, mogła przyjąć taką narrację, tyle, że nie wydawało jej się to potrzebne. Zresztą nie miała najmniejszego problemu z tym, że zmieniła zdanie na jego temat, mogłaby nawet przyznać się publicznie, że gdy była młodsza to nieco przesadzała. Skupiła się na czymś, co było zupełnie niepotrzebne, przez co nie dostrzegała tego, co kryło się pod powierzchnią. Dobrze, że z czasem nieco się zmieniła, że przestała ślepo podążać za jakimiś zupełnie niepotrzebnymi uprzedzeniami, bo mogła naprawdę wiele na tym tracić.
- Nie sądzę zresztą, żeby ktokolwiek z nich chciał mnie uświadamiać, mam wrażenie, że większą przyjemność sprawiłoby im obserwowanie tego jak sama odkrywam prawdę. Raczej nie ma tu osób, które dają odpowiedzi na tacy. - Co również miało swoje plusy. Nie wydawało się jednak Prue, aby ktokolwiek zamierzał się wtrącać w to, że postanowili się do siebie zbliżyć, byli dorośli - mogli robić to na co mieli ochotę, szczególnie, że nikogo przy tym nie krzywidzili, a najwyraźniej dokładnie tego potrzebowali.
Poczuła delikatne ciepło na policzku, kiedy Benjy przypadkiem musnął opuszkami palców jej twarz. Nie spodziewała się, że tak szybko podobne gesty będą jej się wydawały być całkiem naturalne. Siedziała otoczona jego ramionami i czuła się bezpiecznie, jak nigdy dotąd.
- Nie, na pewno nie uzna Cię za idiotę, prędzej stwierdzi, że coś Ci zrobiłam, i nie robisz tego z własnej woli. - Po tym po co sięgał Romulus nie zabrzmiało to najlepiej, jednak Elias wiedział, że mało kto przebywal w jej towarzystwie dlatego, że sprawiało mu to przyjemność. Nie ma się co oszukiwać, Bletchley raczej rzadko kiedy pokazywała swoje prawdziwe oblicze i dopuszczała do siebie kogokolwiek.
- Zresztą nie sądzę, że byłby w stanie zrobić Ci krzywdę, w końcu jesteś żywym, ponurym draniem, który potrafi sobie poradzić ze wszystkim. - Nie sądziła, żeby jej brat chciał mu grozić, zapewne wiedział, że nie miałby z nim szans. Benjy wyglądał na kogoś z kim się nie zadzierało, i nie było to związane tylko i wyłącznie z jego aparycją. Przeżył swoje, posiadał ogromne doświadczenie, a teraz siedział tutaj z nią, dawał jej spokój i bezpieczeństwo, którego potrzebowała. Opiekował się Bletchley z własnej, nieprzymuszonej woli. Czuła się wyjątkowo dobrze w jego ramionach, tak naprawdę nie wnikała w to dlaczego tak się działo. Po prostu odnaleźli nić porozumienia.
Uśmiechnęła się, gdy wspomniał o tym, że było warto, nie musiał tego mówić, ale jednak podzielił się z nią tym przemyśleniem, było to potwierdzeniem tego, że nie tylko ona czerpała przyjemność z tej nagłej bliskości, która się między nimi pojawiła. Ona również niczego nie żałowała, chociaż przecież spowodowało to już pewne komplikacje. Nieszczególnie jednak obchodziło ją to, co pomyśli sobie jej brat, czy reszta towarzystwa. To było ich, nikogo więcej, to oni mieli wyciągnąć z tego jak najwięcej.
Spoglądała na Benjy'ego kiedy ponownie dotknął jej twarzy, wpatrywała się w niego dość intensywnie, nie miała pojęcia, czym zasłużyła sobie na jego uwagę, ale doceniała to, że stało się to właśnie w tym momencie. Dzięki temu nie przeżywała tych wszystkich nieszczęść jakoś szczególnie, nie skupiała się na nich, w końcu poczuła bowiem, że jest w niej jeszcze coś więcej poza obojętnością, którą otaczała się od lat. Dla jednych był to koniec świata, dla innych początek drogi, ona znajdowała się w tej drugiej grupie ludzi, coś nowego się w niej obudziło, i miała świadomość, że było to spowodowane jego obecnością i bliskością.
- Wiem, mam wrażenie, że potrafisz to zrozumieć. - Nie musiała się z niczego tłumaczyć, wydawało jej się, że bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, czym jest to spowodowane, chociaż przecież prawie jej nie znał.
- Odpuszczanie nigdy nie przychodziło mi łatwo, ale to jest dobry moment, żeby sprawdzić, czy może zadziałać. - W końcu nie miała na to zbyt wielkiego wpływu. Nie mogła w żaden sposób kontrolować tego, co się wydarzyło, nie mogła się obwiniać, bo było to poza nią. Miał rację, był to moment, w którym lepiej było odpuścić, pozwolić, aby wszystko działo się samo, bo czemu nie?
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control