14.07.2025, 23:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2025, 23:44 przez Lazarus Lovegood.)
Lazarus nie był legalistą. Wiedział, że nikt nie jest krystalicznie czysty. Sam taki nie był. Ale kłamstwo, manipulacja, czy… kreatywna dokumentacja… powinny być robione dobrze. Po cichu i najlepiej… no, jednak najlepiej w słusznej sprawie.
I, jeżeli Lovegood miał o tym wiedzieć i siedzieć cicho, nie przez ludzi, mających z nim osobiste zatargi. Anthony pytał o wady. Lazarus miał wadę - chował urazy. Długo.
Odebrał brakujące kartki, uśmiechając się zwycięsko. Notatki Shafiqa uzupełnione najwyraźniej przez… Czy to było pismo Velaris?
Kamienie w strumieniu. Menhiry w trawie. Słodkie rodzynki konkretów w serniku myśli.
Poczuł iskierkę sympatii dla zmarłej kobiety. Kiwnął głową z uznaniem. Z tym mógł pracować.
Hihihi, kreatywne… w wolnym czasie… - wewnętrzny głosik Lazarusa rozchichotał się, kiedy padły kolejne pytania. Oddech mężczyzny zadrżał, gdy ten tytanicznym wysiłkiem woli zepchnął go w głąb umysłu. W głowie zapadła cisza, ale Lazarus miał paskudne poczucie, że coś w nim nadal chichocze. I czeka.
Pytania-pułapki. Wąż na gałęzi. Pająk w sieci. Trapdoor pod ziemią. Wbrew temu, co rozbawiło jego wewnętrznego… krytyka? Tak go chyba nazywał Odysseus?... to pytanie o przyszłość było najtrudniejsze. Miałby z nim problem jeszcze zanim istniała nadzieja obawa, że po prostu nie dożyje tej przyszłości, no bo niby jak… Jak mógłby wiedzieć? Tyle zmiennych. Tyle niewiadomych.
Może mógłby je pominąć? Odpowiedzieć na pozostałe i liczyć, że to jedno jakoś umknie? Ale… zostało zadane! To znaczyło, że domagało się odpowiedzi!
Spojrzał na drugiego mężczyznę, na moment bezbronny, bezradny, nie mogący wydobyć słowa. Przełknął ślinę. Wdech. Wydech. Pięć rzeczy, które możesz poczuć, przypomniał sobie słowa swojego psychiatry. Sztywny, uginający się papier pod palcami. Twarde oparcie krzesła. Miękki materiał szaty. Szew skarpetki pod palcami stopy (o nie, to tylko pogarszało sprawę!) i…
Opuścił wzrok na kartki, udając, że zastanawia się nad odpowiedzią. Wbił paznokcie wolnej dłoni w mięśnie kłębu. Ból osadził go w rzeczywistości. Pomogło.
- Zdefiniujmy przyszłość. Trudno mówić o planach bez sprecyzowanych warunków początkowych, tym bardziej, że czasy są bardzo niepewne. Czy zakładamy, że przyjmuje mnie pan do pracy? Jeżeli tak, jaki kurs przewiduje pan dla swojej jednostki? - powiedział niemal całkiem normalnie, choć może po nieco dłuższym namyśle, niż byłoby to akceptowalne. To mogło ujść za odpowiedź, jeżeli nie dla Shafiqa, to przynajmniej dla skołatanego mózgu Lazarusa. Dalej.
- Najsłabsza strona… Hm, nie jestem empatyczny. Umykają mi… emocje… innych. Zdarza mi się kogoś urazić, nie mając takiej intencji, bo… próbuję znajdować logiczne rozwiązania problemów, gdy oczekiwane jest wsparcie emocjonalne.
Zawodzę w najważniejszych chwilach mojego życia, raz za razem, nieuchronnie - pomyślał jeszcze, ale tego z oczywistych względów nie zamierzał mówić na głos.
- W ramach hobby rozwiązuję łamigłówki logiczne i… interesuję się poezją… - dokończył cicho, nieco speszony, bo nie spodziewał się, że na tej rozmowie padnie tak klasyczne, ale zarazem tak bardzo bez związku pytanie. Anthony raczej zwykł operować faktami. Co miała wspólnego kreatywność z siedzeniem za biurkiem i organizowaniem kalendarza szefowi? Lazarus czuł się wytrącony z równowagi, jak kątnik oplątywany pajęczyną przez nasosznika, zbyt małego, żeby go dostrzec, zanim będzie za późno, zanim pazury jadowe przebiją karapaks.
Ostatnie pytanie.
Jak opisałby Pan niewidomej osobie kolor niebieski?
Lovegood w ostatniej chwili powstrzymał uśmiech. Wiem, skąd się to wzięło, pomyślał. Nie umknęło jego uwadze, że Shafiq wybrał kolor, który widział.
Szczęśliwie, nasosznik miał bardzo malutkie pazury jadowe.
- Czy mogę dostać dziesięć minut do namysłu? - zapytał.
Odwrócił kartkę na czystą stronę. Omiótł wzrokiem biurko i sięgnął po leżący na brzegu ołówek. Niebiesko-złoty. Oczywiście.
Na chwilę zatopił się w myślach. Niebieski w oczywisty sposób kojarzył się z niebem albo morzem. Niebieskie rzeczy - a mówimy o niewidomym, więc - inne skojarzenia. Chłodny kolor, przyjemny kolor. Wiatr, woda, świeżość. Przestrzeń.
Po angielsku “blue” oznaczało też “smutny”.
Otworzył wolną rękę, poruszył ustami, rozkładając palce. Liczył.
Pięć. Osiem. “Motyle” mają trzy sylaby, ale już “ważki” tylko dwie. Wtedy… siedem. I pięć.
Ołówek przebiegł po papierze. Lazarus zakreślił niedbałą, niepołączoną na rogach ramkę z prawej strony i od dołu tego, co napisał. Położył kartkę na biurku i przesunął między stosikami dokumentów w stronę Anthony’ego, tak, by ten mógł przeczytać. Jedenaście słów, napisanych prostym, pozbawionym ozdobników pismem. Tylko jedno skreślenie.
I, jeżeli Lovegood miał o tym wiedzieć i siedzieć cicho, nie przez ludzi, mających z nim osobiste zatargi. Anthony pytał o wady. Lazarus miał wadę - chował urazy. Długo.
Odebrał brakujące kartki, uśmiechając się zwycięsko. Notatki Shafiqa uzupełnione najwyraźniej przez… Czy to było pismo Velaris?
Kamienie w strumieniu. Menhiry w trawie. Słodkie rodzynki konkretów w serniku myśli.
Poczuł iskierkę sympatii dla zmarłej kobiety. Kiwnął głową z uznaniem. Z tym mógł pracować.
Hihihi, kreatywne… w wolnym czasie… - wewnętrzny głosik Lazarusa rozchichotał się, kiedy padły kolejne pytania. Oddech mężczyzny zadrżał, gdy ten tytanicznym wysiłkiem woli zepchnął go w głąb umysłu. W głowie zapadła cisza, ale Lazarus miał paskudne poczucie, że coś w nim nadal chichocze. I czeka.
Pytania-pułapki. Wąż na gałęzi. Pająk w sieci. Trapdoor pod ziemią. Wbrew temu, co rozbawiło jego wewnętrznego… krytyka? Tak go chyba nazywał Odysseus?... to pytanie o przyszłość było najtrudniejsze. Miałby z nim problem jeszcze zanim istniała nadzieja obawa, że po prostu nie dożyje tej przyszłości, no bo niby jak… Jak mógłby wiedzieć? Tyle zmiennych. Tyle niewiadomych.
Może mógłby je pominąć? Odpowiedzieć na pozostałe i liczyć, że to jedno jakoś umknie? Ale… zostało zadane! To znaczyło, że domagało się odpowiedzi!
Spojrzał na drugiego mężczyznę, na moment bezbronny, bezradny, nie mogący wydobyć słowa. Przełknął ślinę. Wdech. Wydech. Pięć rzeczy, które możesz poczuć, przypomniał sobie słowa swojego psychiatry. Sztywny, uginający się papier pod palcami. Twarde oparcie krzesła. Miękki materiał szaty. Szew skarpetki pod palcami stopy (o nie, to tylko pogarszało sprawę!) i…
Opuścił wzrok na kartki, udając, że zastanawia się nad odpowiedzią. Wbił paznokcie wolnej dłoni w mięśnie kłębu. Ból osadził go w rzeczywistości. Pomogło.
- Zdefiniujmy przyszłość. Trudno mówić o planach bez sprecyzowanych warunków początkowych, tym bardziej, że czasy są bardzo niepewne. Czy zakładamy, że przyjmuje mnie pan do pracy? Jeżeli tak, jaki kurs przewiduje pan dla swojej jednostki? - powiedział niemal całkiem normalnie, choć może po nieco dłuższym namyśle, niż byłoby to akceptowalne. To mogło ujść za odpowiedź, jeżeli nie dla Shafiqa, to przynajmniej dla skołatanego mózgu Lazarusa. Dalej.
- Najsłabsza strona… Hm, nie jestem empatyczny. Umykają mi… emocje… innych. Zdarza mi się kogoś urazić, nie mając takiej intencji, bo… próbuję znajdować logiczne rozwiązania problemów, gdy oczekiwane jest wsparcie emocjonalne.
Zawodzę w najważniejszych chwilach mojego życia, raz za razem, nieuchronnie - pomyślał jeszcze, ale tego z oczywistych względów nie zamierzał mówić na głos.
- W ramach hobby rozwiązuję łamigłówki logiczne i… interesuję się poezją… - dokończył cicho, nieco speszony, bo nie spodziewał się, że na tej rozmowie padnie tak klasyczne, ale zarazem tak bardzo bez związku pytanie. Anthony raczej zwykł operować faktami. Co miała wspólnego kreatywność z siedzeniem za biurkiem i organizowaniem kalendarza szefowi? Lazarus czuł się wytrącony z równowagi, jak kątnik oplątywany pajęczyną przez nasosznika, zbyt małego, żeby go dostrzec, zanim będzie za późno, zanim pazury jadowe przebiją karapaks.
Ostatnie pytanie.
Jak opisałby Pan niewidomej osobie kolor niebieski?
Lovegood w ostatniej chwili powstrzymał uśmiech. Wiem, skąd się to wzięło, pomyślał. Nie umknęło jego uwadze, że Shafiq wybrał kolor, który widział.
Szczęśliwie, nasosznik miał bardzo malutkie pazury jadowe.
- Czy mogę dostać dziesięć minut do namysłu? - zapytał.
Odwrócił kartkę na czystą stronę. Omiótł wzrokiem biurko i sięgnął po leżący na brzegu ołówek. Niebiesko-złoty. Oczywiście.
Na chwilę zatopił się w myślach. Niebieski w oczywisty sposób kojarzył się z niebem albo morzem. Niebieskie rzeczy - a mówimy o niewidomym, więc - inne skojarzenia. Chłodny kolor, przyjemny kolor. Wiatr, woda, świeżość. Przestrzeń.
Po angielsku “blue” oznaczało też “smutny”.
Otworzył wolną rękę, poruszył ustami, rozkładając palce. Liczył.
Pięć. Osiem. “Motyle” mają trzy sylaby, ale już “ważki” tylko dwie. Wtedy… siedem. I pięć.
Ołówek przebiegł po papierze. Lazarus zakreślił niedbałą, niepołączoną na rogach ramkę z prawej strony i od dołu tego, co napisał. Położył kartkę na biurku i przesunął między stosikami dokumentów w stronę Anthony’ego, tak, by ten mógł przeczytać. Jedenaście słów, napisanych prostym, pozbawionym ozdobników pismem. Tylko jedno skreślenie.
w niewoli wody
ko ryba nie wie o ważkach
tęskni do słońca
ko ryba nie wie o ważkach
tęskni do słońca