15.07.2025, 00:45 ✶
Lubił zaskakiwać i mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie, kiedy kątem oka wyłapał nitki charakterystycznej barwi, które przemknęły po aurze Brenny. Może żałoba zwyczajnie skłaniała go do większych refleksji, a może była to ponura atmosfera, która panowała za oknem w Little Hangleton.
- To były bardzo ważne listy - rzucił, niby to wyraźnie rozbawiony, ale dawno tak szybko nie siadał do rozwiązywania quizów w gazetce. Gdyby nie to, że na nią tamtego dnia zwyczajnie nie wpadł na korytarzach Ministerstwa, to wybrałby się do niej osobiście z tymi głupotami. Chociaż wtedy pewnie, na te jej mieszane sygnały, zgodnie z oczekiwaniami zaledwie wywracałby dramatycznie oczami.
Atreus faktycznie trochę złapał się na wszystko to, co chodziło jej po głowie odnośnie wyjazdu; to była świetna wycieczka krajoznawcza, gdzie można było poobracać się w towarzystwie światowym, ale też i własnej rodziny. Mógł podręczyć Basiliusa, ale też pozawracać głowę tej części familii, o której wiedział tyle że gdzie znajdowali się w drzewku genealogicznym. Matka w jakimś szale, kiedy był jeszcze młodszy, próbowała go parę razy wysyłać do nich na wakacje, ale te luksusy bladły w porównaniu do spędzania czasu z kolegami. Tak jakby nie spędzał z nimi każdego dnia w szkole.
Najśmieszniejsze chyba było w tym wszystkim to, że w pierwszej chwili faktycznie to co usłyszał przede wszystkim, to to sławetne bo ty mnie nigdzie nie zabierasz. Rozumiał, że nie robiła mu pod tym względem wyrzutów, chociaż najpierw musiał zrobić w głowie pauzę i przypomnieć samemu sobie że to była... no, Brenna.
- Usypiają mnie, a bardzo dawno się dobrze nie wyspałem - parsknął. - Ale tak, planowałem tam iść. Gra tam, jak jej tam było, Lauretta? Ta, Lauretta. Skoro już dostała ode mnie wieniec na Śnie Nocy Letniej, to muszę ma iść. Nie wypada inaczej - przyznał całkiem szczerze. Co prawda jego wybór na wydarzeniu był zwyczajnie wykalkulowany, ale nie powinien się z niego tak zwyczajnie wycofywać. Owszem, tańczyła bardzo ładnie, będąc zdolną artystką, ale była też czystokrwistą czarownicą o pewnych poglądach, a Atreus mimo wszystko starał się wisieć gdzieś pomiędzy, skłonny czerpać garściami z własnych przywilejów do ostatniego momentu. Wybór Lauretty stawiał go zwyczajnie w dobrym świetle, przynajmniej w oczach niektórych ludzi. - Szeptów? Szepty akurat nie byłyby takie dziwne. Czego bym się obawiał, to kolejny nawiedzony grajek.
- To były bardzo ważne listy - rzucił, niby to wyraźnie rozbawiony, ale dawno tak szybko nie siadał do rozwiązywania quizów w gazetce. Gdyby nie to, że na nią tamtego dnia zwyczajnie nie wpadł na korytarzach Ministerstwa, to wybrałby się do niej osobiście z tymi głupotami. Chociaż wtedy pewnie, na te jej mieszane sygnały, zgodnie z oczekiwaniami zaledwie wywracałby dramatycznie oczami.
Atreus faktycznie trochę złapał się na wszystko to, co chodziło jej po głowie odnośnie wyjazdu; to była świetna wycieczka krajoznawcza, gdzie można było poobracać się w towarzystwie światowym, ale też i własnej rodziny. Mógł podręczyć Basiliusa, ale też pozawracać głowę tej części familii, o której wiedział tyle że gdzie znajdowali się w drzewku genealogicznym. Matka w jakimś szale, kiedy był jeszcze młodszy, próbowała go parę razy wysyłać do nich na wakacje, ale te luksusy bladły w porównaniu do spędzania czasu z kolegami. Tak jakby nie spędzał z nimi każdego dnia w szkole.
Najśmieszniejsze chyba było w tym wszystkim to, że w pierwszej chwili faktycznie to co usłyszał przede wszystkim, to to sławetne bo ty mnie nigdzie nie zabierasz. Rozumiał, że nie robiła mu pod tym względem wyrzutów, chociaż najpierw musiał zrobić w głowie pauzę i przypomnieć samemu sobie że to była... no, Brenna.
- Usypiają mnie, a bardzo dawno się dobrze nie wyspałem - parsknął. - Ale tak, planowałem tam iść. Gra tam, jak jej tam było, Lauretta? Ta, Lauretta. Skoro już dostała ode mnie wieniec na Śnie Nocy Letniej, to muszę ma iść. Nie wypada inaczej - przyznał całkiem szczerze. Co prawda jego wybór na wydarzeniu był zwyczajnie wykalkulowany, ale nie powinien się z niego tak zwyczajnie wycofywać. Owszem, tańczyła bardzo ładnie, będąc zdolną artystką, ale była też czystokrwistą czarownicą o pewnych poglądach, a Atreus mimo wszystko starał się wisieć gdzieś pomiędzy, skłonny czerpać garściami z własnych przywilejów do ostatniego momentu. Wybór Lauretty stawiał go zwyczajnie w dobrym świetle, przynajmniej w oczach niektórych ludzi. - Szeptów? Szepty akurat nie byłyby takie dziwne. Czego bym się obawiał, to kolejny nawiedzony grajek.