• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit

Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Henrietta Mulciber-Slughorn
#5
13.02.2023, 22:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2023, 22:55 przez Henrietta Mulciber-Slughorn.)  

W tej jednej kwestii byli podobni — oboje cechowali się cierpliwością, oboje starali się maskować swoje uczucia, jeśli już jakiekolwiek mieli, oboje uważali, że niepodobna okazywać gwałtownych emocji. Na ten moment nie przeszkadzało jej to, jak się do niej odzywa, jak prezentuje. Dopóki nie wchodził jej w drogę i nie starał się na siłę przekonać do swoich racji, dopóty nie obchodziło ją, co o niej myśli. Nigdy nie oczekiwała jakiegokolwiek zrozumienia ze strony tego mężczyzny.

Tak, istotnie z biegiem czasu będą dochodziły kolejne niuanse, które z pewnością oboje będą musieli wypracować, a nawet wspólnie dojść do konsensusu — jakkolwiek by to nie brzmiało w ich sytuacji. Trudno zresztą oczekiwać, by już teraz, w tym momencie, wiedzieli jakie konkretnie mogą to być sytuacje.

Cóż… Lenore z całą pewnością nie będzie mu przeszkadzać w codziennym rytuale. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy pod tym względem. Paradoksalnie, Henrietta rozumiała, że każdy ma swoje ceremoniały, upodobania i zwyczaje. Choć Robert z pewnością nie szanowałby jej granic, tak ona nie zamierzała wchodzić z nim w interakcję bardziej niż to konieczne. Małostkowość nie była w jej naturze, chociaż… Może Mulciber wydobędzie z niej cechy, których oboje wcześniej by się nie spodziewali u niej dostrzec? Któż to wie.

Nie uśmiechnęła się. Nie poruszyła się nawet jej górna warga w grymasie. Patrzyła swymi zielonymi, wyzbytymi z emocji oczami — na mężczyznę, którego już wkrótce miała szczerze znienawidzić. Aż dziwne, że wcześniej niż Mulciber poruszyła tę kwestię. Szczególnie w kontekście jego kolejnych słów.

Nie posłuchała jego polecenia. Zgodnie już ustalili, że ich relacji jest jedynie umową, a ona nie zamierzała poświęcać dla niego więcej czasu niż to konieczne. Mulciber mógł więc zaobserwować w jej zachowaniu wyjątkową rezerwę w jego kierunku. Była wobec niego konkretna. Może nieco wyrachowana. Miała pewność siebie i nie bała się tego, co mógłby jej zaraz zrobić. Uważnie obserwowała jednak jego gesty przypisując je do konkretnych elementów jego zachowania. Była niezwykle spostrzegawcza i już dawno dostrzegła chociażby jego nerwicę natręctw, choć tego nie zauważyłby chyba tylko ślepy.

Przecież oboje doskonale wiedzieli, że już niczego nie można odkręcić. Że są na siebie skazani. Że albo jedno albo drugie będzie być może w przyszłości chciało pozbyć się drugiego na dobre celem oswobodzenia się z kajdan tegoż układu. Z pewnością charakter ich relacji i to, w jaki sposób się do siebie odnosili, mógłby doprowadzić nawet i do takiego obrotu sytuacji.

Zaśmiała się na dźwięk zaawansowanego wieku. Nawet nie starała się ukrywać tego, że jego teza jest co najmniej śmieszna. Nie czuła się staro. No cóż, z pewnością nie tak staro jak Mulciber mający lat… 44? 45? — Przede wszystkim, mój drogi mężu, graniczny wiek, o którym mówisz, zaczyna się od 35, a nawet 40 roku życia kobiety. Myślę, że w tej materii jestem bardziej obeznana niż ty. — Odpowiedziała, a jej głos był łagodny, choć nieco sarkastyczny. — Niemniej, zgadzam się co do konsultacji i badań u kilku uzdrowicieli. Jest to wskazane niezależnie od wieku. Poinformuję cię o dostępnych terminach nim uzgodnię czas wizyty. — W tym momencie, w którym nawiązywał do Theodore`a, jej twarz stała się bardzo poważna. Atmosfera w pomieszczeniu nagle zgęstniała. — Nigdy nie wspominaj Theodore’a. — Jej głos był inny. Zimny, wręcz nacechowany żądaniem powiązanym z groźbą. To z pewnością mu się nie spodoba, ale to był jeden z nielicznych tematów, którego w jej obecności lepiej nie wspominać. Ich relacja była jaka była, ale… Mimo wszystko darzyła swego zaginionego męża estymą. I gdyby tylko wrócił, z całą pewnością można byłoby się spodziewać, że Henrietta będzie chciała anulować swoje małżeństwo z Mulciberem.

Jakby jakiekolwiek odkręcenie mogło być możliwe.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Henrietta Mulciber-Slughorn (1826), Robert Mulciber (2001)




Wiadomości w tym wątku
Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit - przez Henrietta Mulciber-Slughorn - 28.01.2023, 18:29
RE: Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit - przez Robert Mulciber - 28.01.2023, 22:32
RE: Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit - przez Henrietta Mulciber-Slughorn - 30.01.2023, 20:24
RE: Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit - przez Robert Mulciber - 05.02.2023, 18:13
RE: Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit - przez Henrietta Mulciber-Slughorn - 13.02.2023, 22:45
RE: Styczeń 1972 r. || Henrietta & Robert || Obsequium amicos, veritas odium parit - przez Robert Mulciber - 16.02.2023, 19:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa