15.07.2025, 18:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2025, 19:18 przez Brenna Longbottom.)
– Jeśli takie były, to moje serce zostanie bezpowrotnie złamane, bo nie mam żadnych szans u Stanleya – odparła, bo z jakichś dziwnych powodów według testu idealną partią dla niej był ktoś z rodziny, która jak Brenna podejrzewała wcale nie zarzuciła domniemanej tradycji ucinania ludzkich głów i wieszania ich głów pod sufitami.
Pewnie gdyby przyszedł wtedy z tym listem osobiście, nie wywracałby oczami na wspomniane przez nią mieszane sygnały, a raczej na to, że w jego oczach ona dawałaby wtedy takie komunikaty. Brenna nie była pewna, jakby się zachowała – nie robiłaby awantury, nie posłała go do diabła, nie widziała ku temu powodów, ale już krótkie zbycie go, że nie ma czasu albo zrobienie tego testu by potem pójść sobie, rzucając, że idzie rozejrzeć się za jakimś wolnym Borginem, byłoby możliwe.
Pozostawała nieskończenie daleka od podejścia pt. „nigdzie mnie nie zabierasz”, a i nigdy nie oczekiwała od nikogo, nawet od własnych rodziców, aby stawiali ją przed innymi rzeczami, i nie była też i tak naiwna, by nie wiedziała, że temu pierwszemu to pewnie jeżeli by uległ, to dla świętego spokoju, a to drugie to byłoby już całkiem niemożliwe. Za to coś w stylu „chyba nie chcę być zabawką” już obiło się jej po głowie.
Ale po Spalonej Nocy prawdopodobnie zgodziłaby się na cokolwiek by zaproponował, nawet gdyby koniecznie chciał iść badać jakiś kolejny, nawiedzony statek. Nie było to pewnie zdrowe, ale może ta cała relacja stała się już jakąś formą jej nałogu.
– W porządku, w takim razie koncert. Dźgnę cię między żebra, jeśli zaczniesz chrapać podczas jej występu – obiecała. - Może powinieneś spróbować pogadać z nią? Może zna jakieś plotki...
Lauretta, mimo okrzyków oburzenia na wieść, kto uszył suknię, nijak Brennie nie przeszkadzała, a coś takiego jak zazdrość raczej rzadko ją nawiedzało – jeżeli tancerka zresztą by Atreusa zafascynowała, to nie tak, że przejmowanie się by cokolwiek zmieniło. A skoro ona miała kombinować wokół kelnerów, on poza badaniem sprawy listu Baldwina jako mecenas miał większe możliwości w Muzie...
– Przekonałeś mnie. Żadnego wybrzeża, żadnych grajków.
Dzień Szeptów chyba faktycznie lepiej będzie w tym roku obchodzić bardzo daleko od klifów Devon. Tamten sen nie był może straszny czy szczególnie męczący, ale na tyle dziwny, że napawał jakimś niepokojem, zwłaszcza że grajek był w nim obecny, a w tej chwili Brenna chyba wolała, żeby nic już nie mieszało jej w głowie.
– A wcześniej… gdybyś planował jednak robić coś bardzo głupiego albo po prostu potrzebował, wołaj, dobrze? – poprosiła, puszczając go, by lekko stuknąć się w skroń, mając na myśli oczywiście fale.
Pewnie gdyby przyszedł wtedy z tym listem osobiście, nie wywracałby oczami na wspomniane przez nią mieszane sygnały, a raczej na to, że w jego oczach ona dawałaby wtedy takie komunikaty. Brenna nie była pewna, jakby się zachowała – nie robiłaby awantury, nie posłała go do diabła, nie widziała ku temu powodów, ale już krótkie zbycie go, że nie ma czasu albo zrobienie tego testu by potem pójść sobie, rzucając, że idzie rozejrzeć się za jakimś wolnym Borginem, byłoby możliwe.
Pozostawała nieskończenie daleka od podejścia pt. „nigdzie mnie nie zabierasz”, a i nigdy nie oczekiwała od nikogo, nawet od własnych rodziców, aby stawiali ją przed innymi rzeczami, i nie była też i tak naiwna, by nie wiedziała, że temu pierwszemu to pewnie jeżeli by uległ, to dla świętego spokoju, a to drugie to byłoby już całkiem niemożliwe. Za to coś w stylu „chyba nie chcę być zabawką” już obiło się jej po głowie.
Ale po Spalonej Nocy prawdopodobnie zgodziłaby się na cokolwiek by zaproponował, nawet gdyby koniecznie chciał iść badać jakiś kolejny, nawiedzony statek. Nie było to pewnie zdrowe, ale może ta cała relacja stała się już jakąś formą jej nałogu.
– W porządku, w takim razie koncert. Dźgnę cię między żebra, jeśli zaczniesz chrapać podczas jej występu – obiecała. - Może powinieneś spróbować pogadać z nią? Może zna jakieś plotki...
Lauretta, mimo okrzyków oburzenia na wieść, kto uszył suknię, nijak Brennie nie przeszkadzała, a coś takiego jak zazdrość raczej rzadko ją nawiedzało – jeżeli tancerka zresztą by Atreusa zafascynowała, to nie tak, że przejmowanie się by cokolwiek zmieniło. A skoro ona miała kombinować wokół kelnerów, on poza badaniem sprawy listu Baldwina jako mecenas miał większe możliwości w Muzie...
– Przekonałeś mnie. Żadnego wybrzeża, żadnych grajków.
Dzień Szeptów chyba faktycznie lepiej będzie w tym roku obchodzić bardzo daleko od klifów Devon. Tamten sen nie był może straszny czy szczególnie męczący, ale na tyle dziwny, że napawał jakimś niepokojem, zwłaszcza że grajek był w nim obecny, a w tej chwili Brenna chyba wolała, żeby nic już nie mieszało jej w głowie.
– A wcześniej… gdybyś planował jednak robić coś bardzo głupiego albo po prostu potrzebował, wołaj, dobrze? – poprosiła, puszczając go, by lekko stuknąć się w skroń, mając na myśli oczywiście fale.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.