15.07.2025, 20:50 ✶
– Hm, coś podobnego jest przynajmniej w jeszcze jednym miejscu – mruknęła Brenna z pewnym zastanowieniem. – Chcę poprosić Basiliusa i Thomasa, by na to popatrzyli… Thomas zresztą pewnie już to zrobił, biorąc pod uwagę, że pewnie ma te ślady nad własnym łóżkiem.
Wprawdzie teraz przebywał w dużej mierze w Księżycowym Stawie, ale mimo wszystko bywał chyba czasem w klubokawiarni, poza tym mieli notatki, które udało się przejąć w Dziurawym Kotle.
– Twoi rodzice mają gdzie się przenieść…? Ja nie będę zaskoczona, jeśli te dłonie postanowią kogoś udusić… – Tak samo jak dostawała paranoi w związku z runą, która pojawiła się w jej kamienicy. W teorii nic się nie działo – Brenna nie odważyła się próbować tam zasnąć, więc tego efektu jeszcze nie poznała – ale sama jej obecność niepokoiła. Co jeżeli pozwalała na przykład na podsłuchiwanie? Albo mieszała w jakiś sposób w głowie? Zwłaszcza, że się przemieszczała. Brenna nie wiedziała wiele o runach, ale miała wrażenie, że zwykle jednak tkwiły w miejscu. – Lepiej nie mów tego przy swoim narzeczonym – rzuciła, odrobinę rozbawiona, odnośnie książek przyrodniczych. Sama tych, którzy się tym zajmowali, bardzo szanowała: zwłaszcza że dla niej było to raczej nudne, a jednak bez eliksirów, maści i świec życie przeciętnego czarodzieja należałoby to bardzo skomplikowanych. – Hm, w takim razie dobrze, że wzięłyśmy to kremowe piwo i ciastka na wynos. Ze dwa, trzy dni przeżyjemy i nie będziemy musiały rzucać monetą, która zje którą – rzuciła lekkim tonem, chociaż tak naprawdę, rzecz jasna, ani myślała tkwić w tym labiryncie dłużej. Jeśli nie znajdą wyjścia, spróbują różnymi czarami. Musiał istnieć jakiś sposób, inaczej mieliby tutaj zgłoszenia o zaginięciach w pobliżu Hogsmeade, gdzie trop wiódłby do tego miejsca, prawda…?
Brenna nie zdążyła odpowiedzieć na słowa Heather odnośnie zimowego ślubu i wesela – z jednej strony przy tym, co się działo, zdawało się dziwnie abstrakcyjnie planowanie ślubów, z drugiej… na co mieli czekać, kiedy walił się świat? Bo oto ledwo skręciła, wpadła prosto w żywopłotową ścianę, znajdującą się parę centymetrów za zakrętem. Zaklęła i cofnęła się gwałtownie, omal nie wypuszczając pudełka.
– W porządku, zła droga – rzuciła, obracając się, by ruszyć w przeciwnym kierunku.
percepcja, szukanie wyjścia
Wprawdzie teraz przebywał w dużej mierze w Księżycowym Stawie, ale mimo wszystko bywał chyba czasem w klubokawiarni, poza tym mieli notatki, które udało się przejąć w Dziurawym Kotle.
– Twoi rodzice mają gdzie się przenieść…? Ja nie będę zaskoczona, jeśli te dłonie postanowią kogoś udusić… – Tak samo jak dostawała paranoi w związku z runą, która pojawiła się w jej kamienicy. W teorii nic się nie działo – Brenna nie odważyła się próbować tam zasnąć, więc tego efektu jeszcze nie poznała – ale sama jej obecność niepokoiła. Co jeżeli pozwalała na przykład na podsłuchiwanie? Albo mieszała w jakiś sposób w głowie? Zwłaszcza, że się przemieszczała. Brenna nie wiedziała wiele o runach, ale miała wrażenie, że zwykle jednak tkwiły w miejscu. – Lepiej nie mów tego przy swoim narzeczonym – rzuciła, odrobinę rozbawiona, odnośnie książek przyrodniczych. Sama tych, którzy się tym zajmowali, bardzo szanowała: zwłaszcza że dla niej było to raczej nudne, a jednak bez eliksirów, maści i świec życie przeciętnego czarodzieja należałoby to bardzo skomplikowanych. – Hm, w takim razie dobrze, że wzięłyśmy to kremowe piwo i ciastka na wynos. Ze dwa, trzy dni przeżyjemy i nie będziemy musiały rzucać monetą, która zje którą – rzuciła lekkim tonem, chociaż tak naprawdę, rzecz jasna, ani myślała tkwić w tym labiryncie dłużej. Jeśli nie znajdą wyjścia, spróbują różnymi czarami. Musiał istnieć jakiś sposób, inaczej mieliby tutaj zgłoszenia o zaginięciach w pobliżu Hogsmeade, gdzie trop wiódłby do tego miejsca, prawda…?
Brenna nie zdążyła odpowiedzieć na słowa Heather odnośnie zimowego ślubu i wesela – z jednej strony przy tym, co się działo, zdawało się dziwnie abstrakcyjnie planowanie ślubów, z drugiej… na co mieli czekać, kiedy walił się świat? Bo oto ledwo skręciła, wpadła prosto w żywopłotową ścianę, znajdującą się parę centymetrów za zakrętem. Zaklęła i cofnęła się gwałtownie, omal nie wypuszczając pudełka.
– W porządku, zła droga – rzuciła, obracając się, by ruszyć w przeciwnym kierunku.
percepcja, szukanie wyjścia
Rzut PO 1d100 - 33
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.