15.07.2025, 21:15 ✶
Gumowa kaczka w ręku ulicznego śmiecia to nie do końca było to, co chciał zobaczyć. Zwłaszcza, że ten obrazek zostanie z nim do końca życia. I takie to właśnie było życie, takie rzeczy siedziały w głowie Tego Strasznego Greybacka, a wszystko to wina braciszka bohatera, który albo jakimś sposobem znał wszystkie czarodziejki w okolicy, albo faktycznie nie mógł ścierpieć nękania prawie-bezbronnych. Ale w pewnym stopniu warto było to zobaczyć.
Odsunął się pół kroku, oddając dziewczynie przestrzeń osobistą. Wyłapał jej zaintrygowane spojrzenie, przy okazji poświęcając więcej uwagi nowej twarzy, swoim zwyczajem i przypadłością chłonąc wszystkie jej szczegóły, ale to akurat były te całkiem miłe dla oka.
Zerknął na Hatiego, ale po części uprzedziła go panienka Greengrass.
— Skoll Greyback — odparł głosem Hatiego, a przynajmniej takie pewnie odniosła wrażenie. Kiedyś zawsze bawiły go takie reakcje. Te miny, kiedy niespodziewanie z jednego wilczego szczeniaka robiły się dwa i ciężko było powiedzieć, który jest który. W zasadzie bawiło go to nadal, tylko dziś jakoś nieśmiesznie było wokół.
Przesunął wzrokiem po ludziach przepływających dalej ulicą wraz z dymem i popiołem. Jak pochód umarłych u bram piekła, kiedyś widział taki obraz. Był... intrygujący.
Spojrzał znów na Hatiego, kiedy padło pytanie o dzieciaki, a w jego głowie natychmiast zjawiło się kolejne. Jakie dzieciaki? Czy teraz będą szukać szczeniaków w tym chaosie w nadziei, że nadal żyją i są całe? Odpowiedź przyszła dość szybko.
— Mhm... — mruknął i z lekka kiwnął głową. Tego Basila. To wyjaśniało wiele rzeczy i faktycznie zmieniało nastawienie Skolla ze względnie obojętnego na, można powiedzieć, towarzyskie. Szkoda było Basila, a skoro była dla niego ważna, to jest teraz tak samo ważna jak był on. — Szukasz kogoś? — spytał zaraz, bo jeśli tak, to będzie się tu plątać tak czy inaczej, tu i wszędzie, aż nie znajdzie. Kobiety takie właśnie były.
Odsunął się pół kroku, oddając dziewczynie przestrzeń osobistą. Wyłapał jej zaintrygowane spojrzenie, przy okazji poświęcając więcej uwagi nowej twarzy, swoim zwyczajem i przypadłością chłonąc wszystkie jej szczegóły, ale to akurat były te całkiem miłe dla oka.
Zerknął na Hatiego, ale po części uprzedziła go panienka Greengrass.
— Skoll Greyback — odparł głosem Hatiego, a przynajmniej takie pewnie odniosła wrażenie. Kiedyś zawsze bawiły go takie reakcje. Te miny, kiedy niespodziewanie z jednego wilczego szczeniaka robiły się dwa i ciężko było powiedzieć, który jest który. W zasadzie bawiło go to nadal, tylko dziś jakoś nieśmiesznie było wokół.
Przesunął wzrokiem po ludziach przepływających dalej ulicą wraz z dymem i popiołem. Jak pochód umarłych u bram piekła, kiedyś widział taki obraz. Był... intrygujący.
Spojrzał znów na Hatiego, kiedy padło pytanie o dzieciaki, a w jego głowie natychmiast zjawiło się kolejne. Jakie dzieciaki? Czy teraz będą szukać szczeniaków w tym chaosie w nadziei, że nadal żyją i są całe? Odpowiedź przyszła dość szybko.
— Mhm... — mruknął i z lekka kiwnął głową. Tego Basila. To wyjaśniało wiele rzeczy i faktycznie zmieniało nastawienie Skolla ze względnie obojętnego na, można powiedzieć, towarzyskie. Szkoda było Basila, a skoro była dla niego ważna, to jest teraz tak samo ważna jak był on. — Szukasz kogoś? — spytał zaraz, bo jeśli tak, to będzie się tu plątać tak czy inaczej, tu i wszędzie, aż nie znajdzie. Kobiety takie właśnie były.