15.07.2025, 22:37 ✶
– To brzmi prawie jak rzucone losowi wyzwanie – powiedziała, przez moment spoglądając na niego jakoś tak uważnie, ale zaraz uznała, że nie, to głupie, przecież to nie tak, że los był osobą, która stała zza którymś z drzew, czekając aż ktoś powie coś takiego, by dać mu nauczkę. Ponosiła ją wyobraźnia, zbyt często karmiona Baśniami Barda Beedle’a.
Chociaż i tak idąc dalej ścieżką, coraz bardziej zarastającą, rozejrzała się, jakby oczekiwała, że jednak zza którymś z drzew stanie ten los albo jeśli nie on, to starsza kobieta z lelkiem.
– Naprawdę? Ja prawie dostałam gałęzią. A potem próbował mnie przejechać jakiś mugol, ale… no, uciekłam do rowu.
Tak, skończyła wtedy w dziurze, i w dodatku wskoczyła do niej dobrowolnie, ale wpadnięcie do rowu zdawało się lepszym pomysłem niż danie się rozjechać. Mugolskie samochody były niby w Londynie normą, Brennie nawet zdarzyło się takim jechać, zawsze jednak sądziła, że są trochę przerażające… Chociaż jakby się zastanowić, Błędny Rycerz był pod tym względem gorszy. Nawet jeśli miał bardzo przystojnego kierowcę.
– Wyglądała na bardzo wygodną i idealnie ustawioną, i jakoś tak że człowiek chciał na niej usiąść? To znaczy do momentu, jak zauważyliśmy, że przy oparciach ma szpikulce. Potem spróbowała nas zabić. Lepiej nie pytaj, wiem, jak to brzmi – stwierdziła, marszcząc lekko brwi, na samo wspomnienie. Brzmiało to absolutnie absurdalnie, i Brenna nawet nie byłaby zdziwiona, gdyby jej nie uwierzył, chociaż każde wypowiedziane przez nią słowo było prawdziwe, a ta ogólna absurdalność była czymś, co po prostu przynosiły jej piątki trzynastego. Jej oraz Basiliusowi Prewettowi. – Nie przejmuj się, jakbym dostawała knuta za każdym razem, gdy się gdzieś włamywałam to… w sumie nie powinnam się przyznawać, bo mnie jeszcze gdzieś zgłosisz. Dlaczego włamywaliście się na mugolską imprezę? – spytała, a kiedy się rozejrzała, poczuła się tak jakby trochę niepewnie. Chyba przez chwilę, gdy oglądała broszkę i potem umieszczała ją bezpiecznie w kieszeni, straciła odrobinę koncentrację, bo zdało się jej nagle, że okolica jest jakby trochę ciemniejsza, w dodatku przy ziemi powoli zaczynała sączyć się mgła i… to miejsce wyglądało jakoś…
Znajomo.
!magicznedrzewa
Chociaż i tak idąc dalej ścieżką, coraz bardziej zarastającą, rozejrzała się, jakby oczekiwała, że jednak zza którymś z drzew stanie ten los albo jeśli nie on, to starsza kobieta z lelkiem.
– Naprawdę? Ja prawie dostałam gałęzią. A potem próbował mnie przejechać jakiś mugol, ale… no, uciekłam do rowu.
Tak, skończyła wtedy w dziurze, i w dodatku wskoczyła do niej dobrowolnie, ale wpadnięcie do rowu zdawało się lepszym pomysłem niż danie się rozjechać. Mugolskie samochody były niby w Londynie normą, Brennie nawet zdarzyło się takim jechać, zawsze jednak sądziła, że są trochę przerażające… Chociaż jakby się zastanowić, Błędny Rycerz był pod tym względem gorszy. Nawet jeśli miał bardzo przystojnego kierowcę.
– Wyglądała na bardzo wygodną i idealnie ustawioną, i jakoś tak że człowiek chciał na niej usiąść? To znaczy do momentu, jak zauważyliśmy, że przy oparciach ma szpikulce. Potem spróbowała nas zabić. Lepiej nie pytaj, wiem, jak to brzmi – stwierdziła, marszcząc lekko brwi, na samo wspomnienie. Brzmiało to absolutnie absurdalnie, i Brenna nawet nie byłaby zdziwiona, gdyby jej nie uwierzył, chociaż każde wypowiedziane przez nią słowo było prawdziwe, a ta ogólna absurdalność była czymś, co po prostu przynosiły jej piątki trzynastego. Jej oraz Basiliusowi Prewettowi. – Nie przejmuj się, jakbym dostawała knuta za każdym razem, gdy się gdzieś włamywałam to… w sumie nie powinnam się przyznawać, bo mnie jeszcze gdzieś zgłosisz. Dlaczego włamywaliście się na mugolską imprezę? – spytała, a kiedy się rozejrzała, poczuła się tak jakby trochę niepewnie. Chyba przez chwilę, gdy oglądała broszkę i potem umieszczała ją bezpiecznie w kieszeni, straciła odrobinę koncentrację, bo zdało się jej nagle, że okolica jest jakby trochę ciemniejsza, w dodatku przy ziemi powoli zaczynała sączyć się mgła i… to miejsce wyglądało jakoś…
Znajomo.
!magicznedrzewa
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.