15.07.2025, 23:17 ✶
I bardzo dobrze, bo Atreus robił to nieustannie - rzucał losowi wyzwania, w sensie. Gdyby okazało się, że los faktycznie przybrał fizyczną postać i stoi za którymś z okolicznych drzew, to poszedłby go zaraz zaczepić, żeby przypadkiem nie było zbyt nudno. A nosiło go bardziej jak zwykle, jakby ciało szukało jakiegokolwiek sposobu do pozbycia się nadmiernej ilości emocji.
- No dobrze, w takim razie będę kategorycznie uważać na znajdujące się w okolicy ławki. Ewentualnie sprawdzę w pierwszej kolejności, czy mają zęby - parsknął rozbawiony, bo faktycznie, ta historia brzmiała absolutnie absurdalnie, ale z drugiej strony - czego to ludzie nie stwarzali. To było miasteczko czarnoksiężników, więc nawet nie powinno dziwić, że jakiś niemagiczny przedmiot codziennego użytku nagle dostał nóg i zaczął straszyć ludzi. Albo że ktoś mu te nogi dorobił specjalnie. - Jacq... - urwał, bo zdał sobie przecież sprawę z tego, że Brenna niekoniecznie mogła znać osobę, o której zamierzał wspomnieć. Znanie przez szkołę nie wchodziło w grę, a nawet jeśli siostra Anthony'ego wżeniła się w Greengrassów, to miał wrażenie że słabo zaznaczała swoją obecność w angielskiej społeczności. - Siostra Shafiqa miała problem. Jakimś cudem magiczny artefakt dostał się w ręce jakiegoś cholernie bogatego mugolaka. Ostatecznie Morpheus z Basiliusem prowadzili negocjacje, czy co tam innego, a Rita i Jasper, nagle małżeństwo, kąpali się w basenie ku uciesze gawiedzi. Cyrk, ale taki z kategorii raczej mało zabawnych - podsumował, bo ewidentnie go ta cała sytuacja bolała. Mógł sam być nierozsądny i wykorzystywać sytuację, ale rozkrzykane rodzeństwo przyprawiało go o ból głowy i to samo tyczyło się wspomnień z nimi związanych. - Ale cóż, przeżyliśmy, pozwiedzaliśmy, bankiet odbębniony i do domu. Nigdy nie sądziłem, że będę tęsknił za tą psią pogodą, ale tamte upały a tutejsze to jak niebo i ziemia - szedł obok, wsunąwszy dłonie do kieszeni, z pewnym roztargnieniem to patrząc na nią, to spoglądając między drzewa, niekoniecznie zauważając że może atmosfera tego miejsca zaczęła się zmieniać, a może zaledwie tego, że to aura Brenny zaczęła nieco inaczej rozbłyskiwać.
- No dobrze, w takim razie będę kategorycznie uważać na znajdujące się w okolicy ławki. Ewentualnie sprawdzę w pierwszej kolejności, czy mają zęby - parsknął rozbawiony, bo faktycznie, ta historia brzmiała absolutnie absurdalnie, ale z drugiej strony - czego to ludzie nie stwarzali. To było miasteczko czarnoksiężników, więc nawet nie powinno dziwić, że jakiś niemagiczny przedmiot codziennego użytku nagle dostał nóg i zaczął straszyć ludzi. Albo że ktoś mu te nogi dorobił specjalnie. - Jacq... - urwał, bo zdał sobie przecież sprawę z tego, że Brenna niekoniecznie mogła znać osobę, o której zamierzał wspomnieć. Znanie przez szkołę nie wchodziło w grę, a nawet jeśli siostra Anthony'ego wżeniła się w Greengrassów, to miał wrażenie że słabo zaznaczała swoją obecność w angielskiej społeczności. - Siostra Shafiqa miała problem. Jakimś cudem magiczny artefakt dostał się w ręce jakiegoś cholernie bogatego mugolaka. Ostatecznie Morpheus z Basiliusem prowadzili negocjacje, czy co tam innego, a Rita i Jasper, nagle małżeństwo, kąpali się w basenie ku uciesze gawiedzi. Cyrk, ale taki z kategorii raczej mało zabawnych - podsumował, bo ewidentnie go ta cała sytuacja bolała. Mógł sam być nierozsądny i wykorzystywać sytuację, ale rozkrzykane rodzeństwo przyprawiało go o ból głowy i to samo tyczyło się wspomnień z nimi związanych. - Ale cóż, przeżyliśmy, pozwiedzaliśmy, bankiet odbębniony i do domu. Nigdy nie sądziłem, że będę tęsknił za tą psią pogodą, ale tamte upały a tutejsze to jak niebo i ziemia - szedł obok, wsunąwszy dłonie do kieszeni, z pewnym roztargnieniem to patrząc na nią, to spoglądając między drzewa, niekoniecznie zauważając że może atmosfera tego miejsca zaczęła się zmieniać, a może zaledwie tego, że to aura Brenny zaczęła nieco inaczej rozbłyskiwać.