15.07.2025, 23:37 ✶
Dora nie lubiła kłamać. Nie lubiła też innych zwodzić i najczęściej, kiedy była o coś pytana, odpowiadała szczerze - bez pomijania niewygodnych faktów, nawet jeśli coś skręcało ją od środka i czuła poczucie winy. Czasem jednak, szczególnie w momentach kiedy wciąż nie wiedziała jak ubrać w słowa to, co miała w głowie, kluczyła. Nie była ranna - taka była prawda, nawet jeśli cała była umazana sadzą, miała trochę obite i zdarte kolana, po tym jak przewróciła się bez sił na bruk, no i na pewno załapała się jeszcze na siniaki i zadrapania w innych miejscach. Była też tak okropnie zmęczona, ale ponad to? Boląca, pękająca dusza wcale nie była raną, a przynajmniej nie z medycznego punktu widzenia.
Kiedy przysiadły na schodkach i Brenna wspomniała o Cedricu i szpitalu, pokiwała tylko głową. Nie zgadzała się z nią, ale teraz działo się tyle, że nie chciała jej namawiać do skorzystania z pomocy medycznej o wiele szybciej. Brygadziści i Aurorzy powinni mieć priorytet, tak samo jak najciężej ranni. W końcu potrzebne były do pomocy wszystkie możliwe pary rąk, szczególnie funkcjonariuszy.
- Ja... - zawahała się znowu, ale te parę chwil oddechu pozwoliło jej się bardziej uspokoić. Mimo to skuliła się nieco w sobie, obejmując rękoma. - Wracałam od ciebie, ale szłam ulicą normalnie, nie teleportowałam się. Chciałam iść do Nory i wtedy ktoś mnie zaczepił. Miał płaszcz i maskę i zaczął rzucać zaklęcia. Bałam się trochę teleportować, no bo byłam zmęczona i te zaklęcia nad głową... Ale... on mnie trafił i to dwa razy... cruciatusem - głos cichł w rytm szybko wyrzucanych słów, aż wreszcie nazwę klątwy praktycznie wyszeptała, patrząc na początku w swoje kolana, ale zaraz unosząc spojrzenie na twarz Brenny. - A potem zadmuchałam w ten gwizdek od Millie i przybiegli brygadziści i już nie wiedziałam co się działo dalej. Znaczy że chyba uciekł i wtedy... bałam się, te płomienie i ogień, i dym... wróciłam tutaj. Powinnam coś powiedzieć, ale... Tego było za dużo.
Kiedy przysiadły na schodkach i Brenna wspomniała o Cedricu i szpitalu, pokiwała tylko głową. Nie zgadzała się z nią, ale teraz działo się tyle, że nie chciała jej namawiać do skorzystania z pomocy medycznej o wiele szybciej. Brygadziści i Aurorzy powinni mieć priorytet, tak samo jak najciężej ranni. W końcu potrzebne były do pomocy wszystkie możliwe pary rąk, szczególnie funkcjonariuszy.
- Ja... - zawahała się znowu, ale te parę chwil oddechu pozwoliło jej się bardziej uspokoić. Mimo to skuliła się nieco w sobie, obejmując rękoma. - Wracałam od ciebie, ale szłam ulicą normalnie, nie teleportowałam się. Chciałam iść do Nory i wtedy ktoś mnie zaczepił. Miał płaszcz i maskę i zaczął rzucać zaklęcia. Bałam się trochę teleportować, no bo byłam zmęczona i te zaklęcia nad głową... Ale... on mnie trafił i to dwa razy... cruciatusem - głos cichł w rytm szybko wyrzucanych słów, aż wreszcie nazwę klątwy praktycznie wyszeptała, patrząc na początku w swoje kolana, ale zaraz unosząc spojrzenie na twarz Brenny. - A potem zadmuchałam w ten gwizdek od Millie i przybiegli brygadziści i już nie wiedziałam co się działo dalej. Znaczy że chyba uciekł i wtedy... bałam się, te płomienie i ogień, i dym... wróciłam tutaj. Powinnam coś powiedzieć, ale... Tego było za dużo.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.