Norka nie ukrywała przed Fergusem faktów. Wspomniała mu już o tym kilka razy, wiedziała, że go to rozbawiło, ba ją samą bawiło to, że kiedyś w ogóle patrzyła na niego w ten sposób. Zabawne, jak wiele się może zmienić przez lata, świadczy to też o tym, jak młody człowiek całkiem szybko przywiązuje się do drugiej osoby i nie do końca potrafi ubrać to w słowa. Fergus był przecież nadal wiele dla niej znaczy, zdecydowanie jednak relacja ta nie miała w sobie nic romantycznego, zresztą od zawsze, na samym początku z jej strony było to czysto platoniczne. jako nastolatka nasłuchała się o tym, że wszyscy się ciagle zakochują i próbowała jakoś znaleźć sobie swój obiekt uczuć, nie do końca jej to wyszło, jak widać. - Jak to mówią mój drogi - zawsze może być gorzej. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, najwyraźniej już całkiem przeszła jej złość, która była spowodowana niewiedzą na temat jego stanu zdrowia.
- Nie szukaj wrogów, tam gdzie ich nie masz, to samo z osobami nieprzychylnymi, powinieneś pamiętać, że coby się nie działo, to zawsze masz we mnie wsparcie. - Zamierzała mu to przypomnieć, bo wyczuwała z jego strony jakieś zwątpienie i jej się to nie podobało.
- No dobra, można się wkurzyć, ale każdemu z nas zdarzyło się coś zniszczyć, co nie? Najważniejsze, że wyszedłeś z tego w jednym kawałku, rzeczy materialne to tam pierdoła. - Przynajmniej tak się wydawało pannie Figg, no bo w końcu ze stratą jakiejkolwiek rzeczy można się było pogodzić, gorzej ze stratą ręki, nogi, czy innej części ciała.
Nora przyglądała się uważnie Ollivanderowi, zauważyła jego zdenerwowanie, gdy zapytała o osobę, której dotyczy sprawa. Nie była przyzwyczajona do takich reakcji z jego strony, zdecydowanie coś było na rzeczy, tylko nie chciał jej tego przyznac. Niech mu będzie, póki jest w szpitalu da mu spokój, później nie będzie już taryfy ulgowej. - Niech Ci będzie, chociaż miej na uwadze, że nie do końca Ci wierzę tym razem. - Wolała go uprzedzić, lepiej, żeby się nastawił na to, że w przyszłości wróci do tego tematu.
- Już wystarczy, widzę, że bardzo chcesz zaprzeczyć.- Skoro trzy razy potwierdzał, że ta osoba nic dla niego nie znaczyła... to tylko utwierdzało ją w tym, że musi być odwrotnie. - Dobra Fergus, chyba czas na mnie, Beltane się zbliża, mam dużo roboty, jeśli będziesz czegoś potrzebował wyślij do mnie list.- Postawiła jeszcze karton z pączkami na szafce. Wstała, przytuliła się jeszcze do niego na pożegnanie i wyszła z Munga.