16.07.2025, 09:26 ✶
Z warsztatem był taki problem, że na warsztat był plan. I to bardzo określony plan z dużą ilością gospodarowania piętra. Kiedy się patrzyło na Sama, można było odnieść wrażenie, że sam jest trochę jak to pogorzelisko. Wiele rzeczy poszło z dymem - to prawda, ale też kilka udało się odratować. Ucieczka - to była naturalna forma obrony, zwłaszcza, że z powodu klątwy żywiołów to właśnie ona była optymalnym rozwiązaniem, by nie robić krzywdy innym. Ucieczka zdawała się najwygodniejsza teraz, kiedy patrzył na to zmęczonym spojrzeniem człowieka, któremu spopieliło wszystkie plany.
Może warsztat był jednak dobrym pomysłem? Tylko na przykład nie tutaj? Może powinien więcej czasu i energii poświęcić Niko, może Vlad wygospodarowałby kawałek i tak sporego terenu?
Westchnął ciężko na wzmiankę o runach.
– No tak, ale schronienie to jedno, moja praca jednak wymagałaby przemieszczania się po Kniei i... i jeszcze kominek. Potrzebowałabym wiesz, jestem na terminie u pana Olivandera i... – umilkł, a potem przysiadł na spalonej belce stropowej, która poczerniała zachowała swój kształt i część ciężaru. Przysiadł na niej i twarz ukrył w dłoniach, nie dbając o to jak są brudne. Nie płakał. Nie było w nim już wody. Nie znajdował też zbyt wiele poczucia winy.
Był po prostu zmęczony.
– Byłem tam. Byłem z Ginny pod koniec sierpnia. – przyznał dość sucho, głosem wyzutym z emocji, choć może właśnie był to kolejny etap posiadania tych emocji zbyt wiele. – Co Ci chodzi po głowie Bee? Uważasz, że powinienem tam znaleźć jakiś spokój? Chyba najbardziej pomaga mi robota. – palce wsunęły się między jasne kosmyki, jego twarz - gdyby nie grymas bezsilności - przypominałaby teraz wojowniczą maskę prymitywnego plemienia. Nie patrzył na nią, zbierał myśli bardziej rzeczywiste niż plan powrotu do Kniei. Robota. Bycie poślubionym pracy brzmiało jak doskonały plan.
– Przemyślę to. Zbierz zamówienia tu, czy dla ludzi, którzy są dla Ciebie ważni. Ja potrzebuje pracy. Potrzebuje... czuć się potrzebny. Oszacujemy z Niko ile potrzeba pieniędzy, żeby się zorganizować u niego, popytam pana Garricka skąd wziąć drewno i będziemy robić. Tak lepiej niż... niż siedzieć w miejscu. Tak myślę. A co Ty myślisz Bee? Nie chcę siedzieć na Twoich barkach, nie chcę, żebyś się martwiła o mnie bardziej niż to konieczne. Patrz, jestem dorosłym chłopem z bardzo ee... bardzo lakieratywnym interesem? Lukieratywnym? – zwątpił.
Może warsztat był jednak dobrym pomysłem? Tylko na przykład nie tutaj? Może powinien więcej czasu i energii poświęcić Niko, może Vlad wygospodarowałby kawałek i tak sporego terenu?
Westchnął ciężko na wzmiankę o runach.
– No tak, ale schronienie to jedno, moja praca jednak wymagałaby przemieszczania się po Kniei i... i jeszcze kominek. Potrzebowałabym wiesz, jestem na terminie u pana Olivandera i... – umilkł, a potem przysiadł na spalonej belce stropowej, która poczerniała zachowała swój kształt i część ciężaru. Przysiadł na niej i twarz ukrył w dłoniach, nie dbając o to jak są brudne. Nie płakał. Nie było w nim już wody. Nie znajdował też zbyt wiele poczucia winy.
Był po prostu zmęczony.
– Byłem tam. Byłem z Ginny pod koniec sierpnia. – przyznał dość sucho, głosem wyzutym z emocji, choć może właśnie był to kolejny etap posiadania tych emocji zbyt wiele. – Co Ci chodzi po głowie Bee? Uważasz, że powinienem tam znaleźć jakiś spokój? Chyba najbardziej pomaga mi robota. – palce wsunęły się między jasne kosmyki, jego twarz - gdyby nie grymas bezsilności - przypominałaby teraz wojowniczą maskę prymitywnego plemienia. Nie patrzył na nią, zbierał myśli bardziej rzeczywiste niż plan powrotu do Kniei. Robota. Bycie poślubionym pracy brzmiało jak doskonały plan.
– Przemyślę to. Zbierz zamówienia tu, czy dla ludzi, którzy są dla Ciebie ważni. Ja potrzebuje pracy. Potrzebuje... czuć się potrzebny. Oszacujemy z Niko ile potrzeba pieniędzy, żeby się zorganizować u niego, popytam pana Garricka skąd wziąć drewno i będziemy robić. Tak lepiej niż... niż siedzieć w miejscu. Tak myślę. A co Ty myślisz Bee? Nie chcę siedzieć na Twoich barkach, nie chcę, żebyś się martwiła o mnie bardziej niż to konieczne. Patrz, jestem dorosłym chłopem z bardzo ee... bardzo lakieratywnym interesem? Lukieratywnym? – zwątpił.