16.07.2025, 13:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2025, 13:49 przez Mirabella Plunkett.)
Laurent znowu miał szczęście - ponownie by upadł, gdyby nie obca osoba, która go podtrzymała, jednocześnie samej trzymając się burty.
- Już idę, idę - młody chłopak, który trochę za mocno ścisnął ramię Laurenta (aj, będzie siniak na tym drobnym, chudym ciele), upewnił się, że blondyn ma się czego trzymać, a potem dość niechętnie ruszył pod pokład, łypiąc na Prewetta. Nie wyglądał na zadowolonego, że ma przyjmować rozkazy od kogokolwiek, ale wyglądało na to, że posłuchał: chociaż gdyby Laurent się przyjrzał, dojrzałby, że ten zatrzymuje się przy zejściu i... Wysyła tam kogoś innego. Sam zaś wrócił do burty z innej strony, żeby obserwować pagórki. Olał go koncertowo, pytanie tylko, czy druga osoba, która zniknęła pod pokładem, zdąży z mapą.
Victoria utrzymała się na pokładzie: poszło jej znacznie lepiej, niż Laurentowi czy Hestii.
- Kilka godzin stąd, nie powinno ich tu w ogóle być - Kapitan znalazł się przy Laurencie, Victorii i Leviathanie. Wyciągnął różdżkę i podążył wzrokiem w stronę Leviathana. - Niecała minuta i będziemy w powietrzu.
W tym czasie Hestia wywaliła się koncertowo, na tyłek. Obiła sobie rzyć, ale poza tym nic jej się nie stało: być może poza urażoną dumą, ale hej, widziała kątem oka że również Geraldine i Benjy wylądowali na pokładzie - nie była więc w tym sama. Dodatkowo otuchy mógł jej dodawać fakt, że kilkoro członków załogi również prawie wywinęło orła. Niemalże na czworakach pełzła przez kilka sekund, zanim nie udało jej się wstać i dołączyć do reszty. Widziała skały, które nie wyglądały jak skały - wiedziała już, że był to wąż morski. Wokół niego nie widziała nic, ale... Chwila. Poruszył się: zaczął zapadać się w wodę, jakby postanowił się zanurzyć na większą głębokość.
Geraldine i Benjy wylądowali na ziemi, to znaczy: na pokładzie. Być może poszłoby jakoś inaczej i lepiej, gdyby nie fakt, że Benjy chciał pomóc Yaxley, ale w efekcie wywrócili się na siebie. To się nazywa ścisła współpraca - ciało przylegało do ciała, a trzeba zaznaczyć, że z Geraldine był kawał baby i Benjy dotkliwie to odczuł. Zabolało, jak kobieta na niego upadła. Harpun wypadł jej z ręki i potoczył się dalej.
Mapy jak nie było, tak nie było. Ktoś uznał najwyraźniej, że nie ma co słuchać Laurenta, a może kolejny wstrząs sprawił, że upadł pod pokładem i uderzył się w głowę? Cholera wie - ludzie zaledwie przez kilka sekund patrzyli na Kapitana, który obecnie znajdował się z Victorią, Hestią, Laurentem i Leviathanem. A potem nabrał powietrza w płuca.
- Słyszeliście go! PODNOSIMY STATEK! Yaxley, zbieraj się z ziemi, jesteś nam potrzebna tak jak cała twoja zgraja! - wrzasnął do Geraldine i Benjy'ego, widząc ich na ziemi. Dwóch członków Artemis zaczęło zbierać swoich towarzyszy z ziemi, jeden z nich podał Gerry harpun.
- W porządku? Co robimy, zaczynają podnosić statek - John spojrzał pytająco na Geraldine. Nie był pewny, czy słyszała co się działo, wolał jej powtórzyć to co usłyszał. I jasnym było, że dołączył do niej i Benjy'ego, a pozostałych miał gdzieś. No, przynajmniej częściowo.
Niestety ale Geraldine i Benjy nie podzielili się z resztą informacją, że drugi wąż morski zachodzi ich od tyłu. Wszyscy myśleli, że mają na głowie jednego, tego który upodabniał się do skał. Leviathan i Laurent co prawda powiedzieli o zasadzce, ale nikt nic nie widział - żadnych dodatkowych osobników.
- Szukajcie innych! To zasadzka! - Kapitan wyciągnął różdżkę i dopadł do burty. Spojrzał na załogę. - Na co czekacie? WALIMY W WODĘ z dala od statku!
Część załogantów wyciągnęła różdżki: zaczęli posyłać proste zaklęcia z dala od statku. Większa jednak część uniosła różdżki, spojrzała na siebie i zaczęła podnosić statek. Na ten moment nie działo się nic, było jeszcze za wcześnie by statek oderwał się od wody, ale to była kwestia sekund, jak zaraz zacznie się unosić.
![[Obrazek: image.png?ex=6878e324&is=687791a4&hm=353...y=lossless]](https://media.discordapp.net/attachments/1122840079782645821/1395009287243305081/image.png?ex=6878e324&is=687791a4&hm=3539a00e055927c871753546108cd20689e08b75f34e040a93275b8545f158ee&=&format=webp&quality=lossless)
- Już idę, idę - młody chłopak, który trochę za mocno ścisnął ramię Laurenta (aj, będzie siniak na tym drobnym, chudym ciele), upewnił się, że blondyn ma się czego trzymać, a potem dość niechętnie ruszył pod pokład, łypiąc na Prewetta. Nie wyglądał na zadowolonego, że ma przyjmować rozkazy od kogokolwiek, ale wyglądało na to, że posłuchał: chociaż gdyby Laurent się przyjrzał, dojrzałby, że ten zatrzymuje się przy zejściu i... Wysyła tam kogoś innego. Sam zaś wrócił do burty z innej strony, żeby obserwować pagórki. Olał go koncertowo, pytanie tylko, czy druga osoba, która zniknęła pod pokładem, zdąży z mapą.
Victoria utrzymała się na pokładzie: poszło jej znacznie lepiej, niż Laurentowi czy Hestii.
- Kilka godzin stąd, nie powinno ich tu w ogóle być - Kapitan znalazł się przy Laurencie, Victorii i Leviathanie. Wyciągnął różdżkę i podążył wzrokiem w stronę Leviathana. - Niecała minuta i będziemy w powietrzu.
W tym czasie Hestia wywaliła się koncertowo, na tyłek. Obiła sobie rzyć, ale poza tym nic jej się nie stało: być może poza urażoną dumą, ale hej, widziała kątem oka że również Geraldine i Benjy wylądowali na pokładzie - nie była więc w tym sama. Dodatkowo otuchy mógł jej dodawać fakt, że kilkoro członków załogi również prawie wywinęło orła. Niemalże na czworakach pełzła przez kilka sekund, zanim nie udało jej się wstać i dołączyć do reszty. Widziała skały, które nie wyglądały jak skały - wiedziała już, że był to wąż morski. Wokół niego nie widziała nic, ale... Chwila. Poruszył się: zaczął zapadać się w wodę, jakby postanowił się zanurzyć na większą głębokość.
Geraldine i Benjy wylądowali na ziemi, to znaczy: na pokładzie. Być może poszłoby jakoś inaczej i lepiej, gdyby nie fakt, że Benjy chciał pomóc Yaxley, ale w efekcie wywrócili się na siebie. To się nazywa ścisła współpraca - ciało przylegało do ciała, a trzeba zaznaczyć, że z Geraldine był kawał baby i Benjy dotkliwie to odczuł. Zabolało, jak kobieta na niego upadła. Harpun wypadł jej z ręki i potoczył się dalej.
Mapy jak nie było, tak nie było. Ktoś uznał najwyraźniej, że nie ma co słuchać Laurenta, a może kolejny wstrząs sprawił, że upadł pod pokładem i uderzył się w głowę? Cholera wie - ludzie zaledwie przez kilka sekund patrzyli na Kapitana, który obecnie znajdował się z Victorią, Hestią, Laurentem i Leviathanem. A potem nabrał powietrza w płuca.
- Słyszeliście go! PODNOSIMY STATEK! Yaxley, zbieraj się z ziemi, jesteś nam potrzebna tak jak cała twoja zgraja! - wrzasnął do Geraldine i Benjy'ego, widząc ich na ziemi. Dwóch członków Artemis zaczęło zbierać swoich towarzyszy z ziemi, jeden z nich podał Gerry harpun.
- W porządku? Co robimy, zaczynają podnosić statek - John spojrzał pytająco na Geraldine. Nie był pewny, czy słyszała co się działo, wolał jej powtórzyć to co usłyszał. I jasnym było, że dołączył do niej i Benjy'ego, a pozostałych miał gdzieś. No, przynajmniej częściowo.
Niestety ale Geraldine i Benjy nie podzielili się z resztą informacją, że drugi wąż morski zachodzi ich od tyłu. Wszyscy myśleli, że mają na głowie jednego, tego który upodabniał się do skał. Leviathan i Laurent co prawda powiedzieli o zasadzce, ale nikt nic nie widział - żadnych dodatkowych osobników.
- Szukajcie innych! To zasadzka! - Kapitan wyciągnął różdżkę i dopadł do burty. Spojrzał na załogę. - Na co czekacie? WALIMY W WODĘ z dala od statku!
Część załogantów wyciągnęła różdżki: zaczęli posyłać proste zaklęcia z dala od statku. Większa jednak część uniosła różdżki, spojrzała na siebie i zaczęła podnosić statek. Na ten moment nie działo się nic, było jeszcze za wcześnie by statek oderwał się od wody, ale to była kwestia sekund, jak zaraz zacznie się unosić.
Nie czuję się ostatnio najlepiej, mam więc nadzieję że nie pominęłam niczyjej deklaracji. Niżej macie mapkę gdzie się obecnie znajdujecie (czerwona strzałka jak płynęliście, czerwony krzyżyk gdzie jesteście, zielony gdzie kiedyś były węże lata temu) - niestety nie mam jak zrobić mapki pokładu, mogę poglądową narysować w paincie i dać Wam na disco.
Czas na odpis: do 20.07 do północy, 21.07 odpiszę i sorry za obsuwę.
Czas na odpis: do 20.07 do północy, 21.07 odpiszę i sorry za obsuwę.
![[Obrazek: image.png?ex=6878e324&is=687791a4&hm=353...y=lossless]](https://media.discordapp.net/attachments/1122840079782645821/1395009287243305081/image.png?ex=6878e324&is=687791a4&hm=3539a00e055927c871753546108cd20689e08b75f34e040a93275b8545f158ee&=&format=webp&quality=lossless)
Lost in the serenity
Found by the water
Found by the water