16.07.2025, 16:02 ✶
Jonathan nie spodziewał się, że gdy wejdzie do gabinetu z kubkiem ciemnej kawy (dobrej, prawdopodobnie najlepszej w całym Ministerstwie Magii) przywita go tam nie tylko obecność Shafiqa, ale i drugiego czarodzieja.
Mówiłem ci...
Nie. Absolutnie mu o niczym nie mówił, ale to nie był moment na wytykanie takich rzeczy. Nie kiedy najwyraźniej być może znalazł się nowy asystent dla Anthony'ego. I nie kiedy ich sytuacja przyjacielska wciąż była dość krucha.
– Ah, tak, pan Lovegood z biura celnego, oczywiście, kojarzę – powiedział stawiając kubek na biurku szefa, po to by następnie wyciągnąć rękę do czarodzieja i jeśli ten ją przyjął, uścisnąć ją. – Proszę mi powiedzieć, bo od dawna miałem się o to kogoś od was zapytać panie Lovegood. To prawda, że codziennie walczycie tam z przeklętymi paczkami, czy jednak może pańscy współpracownicy trochę podkręcają historie, abyśmy darowali im część wymaganej biurokacji – zagadał w tym samym czasie przysuwając swój własny fotel, do biurka Shafiqa, tak aby siedzieć z nim ramię w ramię. Selwyn, paradoksalnie patrząc na to co ostatnio wszyscy przeżyli, prezentował się naprawdę dobrze. Uśmiechnięty, ubrany w elegancką granatową szatę, usiadł swobodnie przy swoim szefie, jakby rzeczywiście doskonale wiedział o dzisiejszej rozmowie z Lovegoodem. Co więcej, ci którzy znali go lepiej, lub częściej mu się przypatrywali, mogli zauważyć, że włosy Selwyna zostały nieco odświeżone, lekko przycięte by lepiej się układały, a ilość siwych kosmyków, chociaż wcześniej absolutnie nie dominowała we fryzurze Selwyna, została zredukowana, tak jakby czarodziej chciał pokazać, że nie wstydzi się oznak starzenia, a jednocześnie wolał je nieco spacyfikować.
Mówiłem ci... Mówiłem ci...
Jakimś magicznym trafem teraz gdy Anthony był w biurze codziennie (od całych kilku dni) informacje najwyraźniej przepływały mniej sprawnie, niż wcześniej. Chociaż... Lubił mieć przyjaciela w biurze. Zwłaszcza teraz, gdy jednak zakopali topór wojenny i Selewyn nie musiał codziennie wygrzebywać ze swojej szafy ciemnych szat z czerwonymi akcentami kolorystycznymi, tak aby drażnić drugiego czarodzieja.
– Wcześniej brał pan udział w pracach badawczych w terenie? Jeśli mogę się spytać w jakiej dziedzinie? – spytał potrzymując pozornie swobodną dyskusji, ale w rzeczywistości wykorzystał te okazję, aby zerknąć na aurę mężczyzny i... Natrafił na ścianę, czy też raczej barierę w umyśle Lovegooda, skutecznie pokazująca jego trzeciemu oku, że nie było tutaj mile widziane. No proszę. A więc czarodziej na pewno opanował już te mniej oczywiste kompetencje. – Zakładam, że odpowiadał pan już na pytanie, czemu chce się pan tutaj przenieść?
Mówiłem ci...
Nie. Absolutnie mu o niczym nie mówił, ale to nie był moment na wytykanie takich rzeczy. Nie kiedy najwyraźniej być może znalazł się nowy asystent dla Anthony'ego. I nie kiedy ich sytuacja przyjacielska wciąż była dość krucha.
– Ah, tak, pan Lovegood z biura celnego, oczywiście, kojarzę – powiedział stawiając kubek na biurku szefa, po to by następnie wyciągnąć rękę do czarodzieja i jeśli ten ją przyjął, uścisnąć ją. – Proszę mi powiedzieć, bo od dawna miałem się o to kogoś od was zapytać panie Lovegood. To prawda, że codziennie walczycie tam z przeklętymi paczkami, czy jednak może pańscy współpracownicy trochę podkręcają historie, abyśmy darowali im część wymaganej biurokacji – zagadał w tym samym czasie przysuwając swój własny fotel, do biurka Shafiqa, tak aby siedzieć z nim ramię w ramię. Selwyn, paradoksalnie patrząc na to co ostatnio wszyscy przeżyli, prezentował się naprawdę dobrze. Uśmiechnięty, ubrany w elegancką granatową szatę, usiadł swobodnie przy swoim szefie, jakby rzeczywiście doskonale wiedział o dzisiejszej rozmowie z Lovegoodem. Co więcej, ci którzy znali go lepiej, lub częściej mu się przypatrywali, mogli zauważyć, że włosy Selwyna zostały nieco odświeżone, lekko przycięte by lepiej się układały, a ilość siwych kosmyków, chociaż wcześniej absolutnie nie dominowała we fryzurze Selwyna, została zredukowana, tak jakby czarodziej chciał pokazać, że nie wstydzi się oznak starzenia, a jednocześnie wolał je nieco spacyfikować.
Mówiłem ci... Mówiłem ci...
Jakimś magicznym trafem teraz gdy Anthony był w biurze codziennie (od całych kilku dni) informacje najwyraźniej przepływały mniej sprawnie, niż wcześniej. Chociaż... Lubił mieć przyjaciela w biurze. Zwłaszcza teraz, gdy jednak zakopali topór wojenny i Selewyn nie musiał codziennie wygrzebywać ze swojej szafy ciemnych szat z czerwonymi akcentami kolorystycznymi, tak aby drażnić drugiego czarodzieja.
– Wcześniej brał pan udział w pracach badawczych w terenie? Jeśli mogę się spytać w jakiej dziedzinie? – spytał potrzymując pozornie swobodną dyskusji, ale w rzeczywistości wykorzystał te okazję, aby zerknąć na aurę mężczyzny i... Natrafił na ścianę, czy też raczej barierę w umyśle Lovegooda, skutecznie pokazująca jego trzeciemu oku, że nie było tutaj mile widziane. No proszę. A więc czarodziej na pewno opanował już te mniej oczywiste kompetencje. – Zakładam, że odpowiadał pan już na pytanie, czemu chce się pan tutaj przenieść?