16.07.2025, 16:29 ✶
— Oj, mi też się zdarzało — zaśmiał się, upijając piwo. — Nie mówię, że każdy czystek jest zły. Chyba wtedy nie bardzo bym się różnił od tej wesołej gromadki, nie? Choć jakimś sposobem ci, którzy najczęściej mi zadeptują ślady na miejscach zbrodni to właśnie czystki. Wchodzą tam jak na swoje.
Kojarzył też kilku naprawdę przyzwoitych, porządnych czystków, żeby nie było. Mimo wszystko, ciężko mu było wybaczyć krzywe spojrzenia i nachalne pytania, gdy mówił przy nich coś o swojej żonie. Przecież nie był żadnym zdrajcą krwi, skoro już i tak nie pochodził z żadnego szlachetnego rodu. A jednak to częściej osoby półkrwi i mugolskiego pochodzenia miały normalne podejście do tych spraw. Paul nie lubił być dla innych jakąś chodzącą ciekawostką. Pragnął, by to, że ktoś zawarł małżeński związek z mugolem było normalne. A te mity o tym, że niemagiczni zrobią jakąś krzywdę czarodziejom... co za głupota! Christine może zasypała go tysiącem pytań, gdy się dowiedziała (i przez chwilę miała kryzys światopoglądowy), ale zaakceptowała go jako czarodzieja. Twierdziła nawet, że istnienie magii całkiem sporo wyjaśniało.
— Byśmy musieli wyciągnąć wtedy i Jolene — dodał do słów Juliana. Już myślał o czymś ckliwym, jak podwójna randka w Paryżu. Kicz był to straszliwy, ale myśl przyjemna. A rachunek w knajpach zawsze lepiej było dzielić na czworo. — Juleczku, mój drogi, naprawdę doceniam troskę, ale co może mi grozić w Paryżu? Nie jadę przecież w jakąś strefę wojny.
Przypomniał sobie dawne lata, gdy poznał się z Julianem podczas wojny z Grindelwaldem. Poza tym, mugole mieli jeszcze gorzej. Pamiętał przecież huk bomb zrzucanych na Londyn, to jak gaszono światła, by uniknąć wzroku wroga. Cieszył się, że nadeszły lepsze czasy. Dlatego nie martwił się aż tak o swoje bezpieczeństwo w Paryżu. Świat brał głęboki oddech, a nawet zło musiało czasem spać.
Kojarzył też kilku naprawdę przyzwoitych, porządnych czystków, żeby nie było. Mimo wszystko, ciężko mu było wybaczyć krzywe spojrzenia i nachalne pytania, gdy mówił przy nich coś o swojej żonie. Przecież nie był żadnym zdrajcą krwi, skoro już i tak nie pochodził z żadnego szlachetnego rodu. A jednak to częściej osoby półkrwi i mugolskiego pochodzenia miały normalne podejście do tych spraw. Paul nie lubił być dla innych jakąś chodzącą ciekawostką. Pragnął, by to, że ktoś zawarł małżeński związek z mugolem było normalne. A te mity o tym, że niemagiczni zrobią jakąś krzywdę czarodziejom... co za głupota! Christine może zasypała go tysiącem pytań, gdy się dowiedziała (i przez chwilę miała kryzys światopoglądowy), ale zaakceptowała go jako czarodzieja. Twierdziła nawet, że istnienie magii całkiem sporo wyjaśniało.
— Byśmy musieli wyciągnąć wtedy i Jolene — dodał do słów Juliana. Już myślał o czymś ckliwym, jak podwójna randka w Paryżu. Kicz był to straszliwy, ale myśl przyjemna. A rachunek w knajpach zawsze lepiej było dzielić na czworo. — Juleczku, mój drogi, naprawdę doceniam troskę, ale co może mi grozić w Paryżu? Nie jadę przecież w jakąś strefę wojny.
Przypomniał sobie dawne lata, gdy poznał się z Julianem podczas wojny z Grindelwaldem. Poza tym, mugole mieli jeszcze gorzej. Pamiętał przecież huk bomb zrzucanych na Londyn, to jak gaszono światła, by uniknąć wzroku wroga. Cieszył się, że nadeszły lepsze czasy. Dlatego nie martwił się aż tak o swoje bezpieczeństwo w Paryżu. Świat brał głęboki oddech, a nawet zło musiało czasem spać.