16.07.2025, 21:21 ✶
- Pewnie, że tak. Może będą chcieli obejrzeć wasze mieszkanie. Ja... podczas Spalonej Nocy zdobyłam pewne notatki, mam nadzieję, że będą tutaj pomocne... - wyjaśniła, odruchowo ściszając głos, chociaż były po środku nigdzie i otaczał je cholerny labirynt. Mówiła o tym już podczas zebrania, ale Heather wtedy leżała u rodziców ze złamaną nogą.
Zwolniła nieco – wciąż rzucając co jakiś czas landrynkę na ziemię, i stąd wiedziała, by nie skręcić w jeden korytarz, bo już tam jakaś leżała – gdy Wood wspomniała o rodzicach. Milczała, przetrawiając tę informację, ponieważ z jednej strony oznaczało to, że dwie osoby bliskie jej podopiecznej będą bezpieczne… z drugiej, że Voldemort osiągał swój cel, a Heather zostanie bez wsparcia rodziny.
– Jak ty się z tym czujesz? I co będzie ze sklepem? Zamykają go czy na razie zajmą się nim pracownicy? – spytała, bo sama miała dwadzieścia siedem lat, a chyba czułaby się co najmniej dziwnie, gdyby jej rodzice zdecydowali się wyjechać z kraju. Od dawna odpowiadała za siebie i nie spędzali ze sobą jakoś bardzo dużo czasu, mimo tego, że do niedawna mieszkali pod jednym dachem, mimo to czerpała jakieś… poczucie bezpieczeństwa z tego, że mogła w razie czego się do nich zwrócić. Nawet jeżeli robiła to bardzo, bardzo rzadko, i tylko zmuszona okolicznościami.
– No cóż, jeśli nie znajdziemy wyjścia w ciągu najbliższych pięciu minut, spróbujemy usunąć te ściany, a jeżeli to też nie podziała… to usiądziemy, napijemy się kremowego piwa, zjemy ciasteczka i pogadamy pośród żywopłotowych ścian zamiast nad jeziorem. Może sam sobie zniknie, tak samo jak sam się pojawił. Albo spróbuje nas jednak zeżreć i będziemy wiedziały, na czym stoimy – oceniła Brenna, chociaż miała nadzieję, że to wyjście znajdą i nic nie spróbuje ich zeżreć. Od paniki była daleka, niemniej fenomen z żywopłotem był na tyle dziwaczny, że wolała jak najszybciej zostawić to miejsce za sobą.
nie wiem czy słaby sukces się liczy, więc rzucam na percepcjęXD
Zwolniła nieco – wciąż rzucając co jakiś czas landrynkę na ziemię, i stąd wiedziała, by nie skręcić w jeden korytarz, bo już tam jakaś leżała – gdy Wood wspomniała o rodzicach. Milczała, przetrawiając tę informację, ponieważ z jednej strony oznaczało to, że dwie osoby bliskie jej podopiecznej będą bezpieczne… z drugiej, że Voldemort osiągał swój cel, a Heather zostanie bez wsparcia rodziny.
– Jak ty się z tym czujesz? I co będzie ze sklepem? Zamykają go czy na razie zajmą się nim pracownicy? – spytała, bo sama miała dwadzieścia siedem lat, a chyba czułaby się co najmniej dziwnie, gdyby jej rodzice zdecydowali się wyjechać z kraju. Od dawna odpowiadała za siebie i nie spędzali ze sobą jakoś bardzo dużo czasu, mimo tego, że do niedawna mieszkali pod jednym dachem, mimo to czerpała jakieś… poczucie bezpieczeństwa z tego, że mogła w razie czego się do nich zwrócić. Nawet jeżeli robiła to bardzo, bardzo rzadko, i tylko zmuszona okolicznościami.
– No cóż, jeśli nie znajdziemy wyjścia w ciągu najbliższych pięciu minut, spróbujemy usunąć te ściany, a jeżeli to też nie podziała… to usiądziemy, napijemy się kremowego piwa, zjemy ciasteczka i pogadamy pośród żywopłotowych ścian zamiast nad jeziorem. Może sam sobie zniknie, tak samo jak sam się pojawił. Albo spróbuje nas jednak zeżreć i będziemy wiedziały, na czym stoimy – oceniła Brenna, chociaż miała nadzieję, że to wyjście znajdą i nic nie spróbuje ich zeżreć. Od paniki była daleka, niemniej fenomen z żywopłotem był na tyle dziwaczny, że wolała jak najszybciej zostawić to miejsce za sobą.
nie wiem czy słaby sukces się liczy, więc rzucam na percepcjęXD
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.