16.07.2025, 21:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2025, 22:14 przez Brenna Longbottom.)
– Wiem. To była wina tego śmierciożercy i każdego, kto im pomaga – odpowiedziała krótko, chociaż sprawa była skomplikowana. Brenna niby to widziała, w praktyce i tak miała wyrzuty sumienia i czuła, że mogła po prostu nie puszczać Dory samej. Było jej niedobrze na myśl o tym, że ta mogła zginąć: może kilkaset metrów od miejsca, w którym się rozstały – i chyba nie wybaczyłaby sobie tego nigdy. A jednocześnie nie zamierzała obwiniać samej siebie na głos, bo Dora na pewno zapewniałaby tak jak teraz, że nie, to nie jej wina… – Wiem – powtórzyła, już znacznie ciszej, bo eliksiry nie leczyły duszy, złamanych serc i nie mogły rozegnać smutku. Mogły jedynie wzmocnić ciało, także wyczerpany tym, jak energia w nim zaczęła szaleć, obracając się przeciwko swojej właścicielce.
A potem okazało się, że jest jeszcze gorzej.
Brenna przeczytała list, raz, potem drugi, bo za pierwszym jej umysł nie przetworzył w pełni jego treści. Wyraz twarzy kobiety zastygł, gdy odczytywała słowa, i przez chwilę było jej tak trudno oddychać: wcale nie dlatego, że jej płuca zostały poparzone, i w dodatku wypełniły się dymem, kiedy z Bletchleyem przedzierali się przez tę chmurę, a potem jeszcze wbiegała do płonących budynków. Nie. Chodziło o coś innego.
Powinna znacznie bardziej nalegać, aby Dora uważała… Ale tak bardzo nie chciała do niczego jej zmuszać ani niszczyć jej poczucia bezpieczeństwa…
Odetchnęła i objęła dziewczynę ramieniem.
– Oczywiście, że kłamią – zgodziła się, mechanicznie. Nie znała się na runach, nie wiedziała, co tam napisano, i chociaż obawiała się, że ta groźba akurat była absolutnie szczera, to w ten fragment o wybaczeniu, jeśli Dora przyjdzie, nie wierzyła. To była pułapka. Pułapka na Dorę i na nich wszystkich. – Gdybyś tam poszła, albo by cię zabili, albo zmusili, żebyś skrzywdziła kogoś dla nich. Pewnie próbowaliby leglimencji albo hipnozy – mruknęła, mając ochotę kogoś zamordować na samą myśl. - Dora, myślę, że porozmawiamy o tym… jak obie odpoczniemy i się zastanowimy, ale moim zdaniem najlepiej… gdyby ludzie uwierzyli, że Dora z Doliny umarła tej nocy – powiedziała cicho. Wiele osób zginęło, wiele zaginęło, nikogo nie zdziwi jeszcze jeden nekrolog wiszący gdzieś w Dolinie… – I jeśli ty na razie zostaniesz w Stawie i będziesz go opuszczać tylko ze zmienioną bardziej twarzą…
To było trudne, to nie było coś, do czego chciała ją nakłaniać, ale do licha… jakie mieli alternatywy?
A potem okazało się, że jest jeszcze gorzej.
Brenna przeczytała list, raz, potem drugi, bo za pierwszym jej umysł nie przetworzył w pełni jego treści. Wyraz twarzy kobiety zastygł, gdy odczytywała słowa, i przez chwilę było jej tak trudno oddychać: wcale nie dlatego, że jej płuca zostały poparzone, i w dodatku wypełniły się dymem, kiedy z Bletchleyem przedzierali się przez tę chmurę, a potem jeszcze wbiegała do płonących budynków. Nie. Chodziło o coś innego.
Powinna znacznie bardziej nalegać, aby Dora uważała… Ale tak bardzo nie chciała do niczego jej zmuszać ani niszczyć jej poczucia bezpieczeństwa…
Odetchnęła i objęła dziewczynę ramieniem.
– Oczywiście, że kłamią – zgodziła się, mechanicznie. Nie znała się na runach, nie wiedziała, co tam napisano, i chociaż obawiała się, że ta groźba akurat była absolutnie szczera, to w ten fragment o wybaczeniu, jeśli Dora przyjdzie, nie wierzyła. To była pułapka. Pułapka na Dorę i na nich wszystkich. – Gdybyś tam poszła, albo by cię zabili, albo zmusili, żebyś skrzywdziła kogoś dla nich. Pewnie próbowaliby leglimencji albo hipnozy – mruknęła, mając ochotę kogoś zamordować na samą myśl. - Dora, myślę, że porozmawiamy o tym… jak obie odpoczniemy i się zastanowimy, ale moim zdaniem najlepiej… gdyby ludzie uwierzyli, że Dora z Doliny umarła tej nocy – powiedziała cicho. Wiele osób zginęło, wiele zaginęło, nikogo nie zdziwi jeszcze jeden nekrolog wiszący gdzieś w Dolinie… – I jeśli ty na razie zostaniesz w Stawie i będziesz go opuszczać tylko ze zmienioną bardziej twarzą…
To było trudne, to nie było coś, do czego chciała ją nakłaniać, ale do licha… jakie mieli alternatywy?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.