17.07.2025, 03:29 ✶
– Znali cię – mruknęła, idąc zdecydowanym krokiem, ale jednak tak aby nie biegnąć. Paskudne. Naprawdę paskudne. Nie była w stanie zrozumieć jak można było tak się zachowywać w obliczu nieszczęścia, które obecnie spadło na nich wszystkich. Czy ci idioci nie rozumieli, że w czasie gdy oni imprezowali, ich domy też mogły płonąć? Albo ich rodziny też mogły zostać ranne? Najwyraźniej nie.
Ugh... I jeszcze ten paskudny dres, w który ubrał ją Atreus. On na pewno nie pomagał. Może gdyby zobaczyli, że mieli doczynienia z dwoma przedstawicielami prawa byłoby łatwiej? Wolała też jednak nie powracać do swojej normalnej twarzy przy nich, chociaż teraz było jej trochę głupio, że przyjęła wygląd przypadkowej kobiety z Nokturnu, którą potem tamci mogliby zaczepić.
Niestety napotkane towarzystwo nie zrozumiało, że nie powinni podążać za nimi. W ogóle chyba nic nie rozumiało. Atreus popchnął ją nieco przed siebie, ale jeśli była to jakaś sugestia, że Hestia nie powinna się w to mieszać to Bletchley postanowiła ją zupełnie zignorować.
Było ich czterech. Ich dwójka, ale tamci byli pijani, zresztą Atreusowi naprawdę dobrze szło, aż nie zrobił czegoś, co chyba mało być jakąś formą uniku, ale nie do końca mu to wyszło. To był moment, kiedy postanowiła wkroczyć do akcji.
Bletchleh podeszła do najbliższego Atreusowi napastnika i postanowiła sama wymierzyć mu cios w nos, zanim ten zaatakuje Bulstrode.
– Zostaw go. Odejdźcie. Teraz – oznajmiła atakując. Normalnie próbowała ograniczyć konfrontacje fizyczne do minimum, ale teraz już i tak te konfronaracje fizyczne miały miejsce, więc I tak musiała tutaj coś zdziałać.
No i chyba była trochę sfrustrowana. Tak. Była taka możliwość. Ah i tamci znowu szykowali się do ataku.
Atakuję jednego z napastników pięścią w nos af (III)
Przewaga: walka wręcz
Ugh... I jeszcze ten paskudny dres, w który ubrał ją Atreus. On na pewno nie pomagał. Może gdyby zobaczyli, że mieli doczynienia z dwoma przedstawicielami prawa byłoby łatwiej? Wolała też jednak nie powracać do swojej normalnej twarzy przy nich, chociaż teraz było jej trochę głupio, że przyjęła wygląd przypadkowej kobiety z Nokturnu, którą potem tamci mogliby zaczepić.
Niestety napotkane towarzystwo nie zrozumiało, że nie powinni podążać za nimi. W ogóle chyba nic nie rozumiało. Atreus popchnął ją nieco przed siebie, ale jeśli była to jakaś sugestia, że Hestia nie powinna się w to mieszać to Bletchley postanowiła ją zupełnie zignorować.
Było ich czterech. Ich dwójka, ale tamci byli pijani, zresztą Atreusowi naprawdę dobrze szło, aż nie zrobił czegoś, co chyba mało być jakąś formą uniku, ale nie do końca mu to wyszło. To był moment, kiedy postanowiła wkroczyć do akcji.
Bletchleh podeszła do najbliższego Atreusowi napastnika i postanowiła sama wymierzyć mu cios w nos, zanim ten zaatakuje Bulstrode.
– Zostaw go. Odejdźcie. Teraz – oznajmiła atakując. Normalnie próbowała ograniczyć konfrontacje fizyczne do minimum, ale teraz już i tak te konfronaracje fizyczne miały miejsce, więc I tak musiała tutaj coś zdziałać.
No i chyba była trochę sfrustrowana. Tak. Była taka możliwość. Ah i tamci znowu szykowali się do ataku.
Atakuję jednego z napastników pięścią w nos af (III)
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Przewaga: walka wręcz