14.02.2023, 21:38 ✶
Nie rozumiał przerażenia klienta ale... cieszyła go ta ekspresja, te emocje wibrujące w powietrzu. Czuł, że to jakaś gra, w której chętnie weźmie udział. Najwyraźniej otrzymał swoją rolę i nikt nie zdołał mu o tym powiedzieć. Nie znał się tak dobrze na emocjach ludzi - ogarniał tylko Norę - więc nie wiedział czy ten Theodore zachowuje się tak autentycznie czy tylko całym sobą wciela się w rolę tej dziwnej gry. Zastrzygł trójkątnymi uszami na znak, że podłapał aluzję. Dotychczasowe wypowiedzi mężczyzny wskazywały, że odgrywają tu jakieś przedstawienie a biedny Salem nie dawał z siebie wszystkiego.
- A twoje, panie Theodorze? Jak pan sądzi, co na pana czeka tuż zza rogiem klubokawiarni? - odpowiedział pytaniem na pytanie obserwując jego reakcje. Cóż za ekspresyjny człowiek! Potrafił okazywać emocje na tyle aby i inteligentny kot je odczytał. Fantastyczne umiejętności, wyborne. Obserwował go sobie z nowej pozycji i wyczesywał językiem łapę. Słuchał go i niedowierzał co to za wybitny talent zawitał w skromne progi ich klubokawiarni.
- Hahaha... - zaśmiał się, odstawił łapkę na czyściutki i wypolerowany blat stolika i popatrzył na mężczyznę. - HAHAHAHA. - śmiech rozniósł się po opustoszałym pomieszczeniu, a skończył się charakterystycznym "... mrau". Ogólnie rzecz biorąc humor mu dopisywał lecz spotkanie z Theo jeszcze bardziej go poprawiało.
- Jest pan niesamowitą jednostką, panie Theodorze. Uważa pan, że mam problem z cudzą asertywnością? Rozmawia pan z Salemem, Jedynym Słusznym Tego Imienia, Pogromcą Gryzoni, Władcą Kaprysów i Pokus... tytułów mam wiele i nie bez powodu je dzierżę wokół swego imienia. Nie mogę narzekać na odmowy, panie Theodorze. Operuję słowem i argumentami, niekiedy niesamowitymi korzyściami w dialogu z inteligentnymi jednostkami. - rozgadał się i przemieścił bliżej niego aby sprawdzić jak ten zareaguje - czy odskoczy jak rącza łania czy zamieni się w słup soli. Zeskoczył na stół i zaczął wokół niego krążyć, leniwie, spokojnie, cały czas o tej samej średnicy odległości. Ogon miał za to skierowany po przekątnej, bardziej ku górze.
- Odkąd pan tu przyszedł jest pan spięty. Co pana martwi, panie Theodorze? Czego się pan boi? Mogę panu pomóc. Wystarczy, że pan usiądzie. - zatrzymał swój relaksujący spacer z powrotem na blacie, aby widzieć jego bladą twarz.
- Zapewniam pana, że włos z pana głowy nie spadnie. Polecam panu tego pączka, rozpływa się w ustach. - przekonywał, przenosząc swoje kocie ślepia prosto w jego okrągłe ze strachu oczy.
- A twoje, panie Theodorze? Jak pan sądzi, co na pana czeka tuż zza rogiem klubokawiarni? - odpowiedział pytaniem na pytanie obserwując jego reakcje. Cóż za ekspresyjny człowiek! Potrafił okazywać emocje na tyle aby i inteligentny kot je odczytał. Fantastyczne umiejętności, wyborne. Obserwował go sobie z nowej pozycji i wyczesywał językiem łapę. Słuchał go i niedowierzał co to za wybitny talent zawitał w skromne progi ich klubokawiarni.
- Hahaha... - zaśmiał się, odstawił łapkę na czyściutki i wypolerowany blat stolika i popatrzył na mężczyznę. - HAHAHAHA. - śmiech rozniósł się po opustoszałym pomieszczeniu, a skończył się charakterystycznym "... mrau". Ogólnie rzecz biorąc humor mu dopisywał lecz spotkanie z Theo jeszcze bardziej go poprawiało.
- Jest pan niesamowitą jednostką, panie Theodorze. Uważa pan, że mam problem z cudzą asertywnością? Rozmawia pan z Salemem, Jedynym Słusznym Tego Imienia, Pogromcą Gryzoni, Władcą Kaprysów i Pokus... tytułów mam wiele i nie bez powodu je dzierżę wokół swego imienia. Nie mogę narzekać na odmowy, panie Theodorze. Operuję słowem i argumentami, niekiedy niesamowitymi korzyściami w dialogu z inteligentnymi jednostkami. - rozgadał się i przemieścił bliżej niego aby sprawdzić jak ten zareaguje - czy odskoczy jak rącza łania czy zamieni się w słup soli. Zeskoczył na stół i zaczął wokół niego krążyć, leniwie, spokojnie, cały czas o tej samej średnicy odległości. Ogon miał za to skierowany po przekątnej, bardziej ku górze.
- Odkąd pan tu przyszedł jest pan spięty. Co pana martwi, panie Theodorze? Czego się pan boi? Mogę panu pomóc. Wystarczy, że pan usiądzie. - zatrzymał swój relaksujący spacer z powrotem na blacie, aby widzieć jego bladą twarz.
- Zapewniam pana, że włos z pana głowy nie spadnie. Polecam panu tego pączka, rozpływa się w ustach. - przekonywał, przenosząc swoje kocie ślepia prosto w jego okrągłe ze strachu oczy.