Świat wydawał się zatrzymać w miejscu, przestała słyszeć wszystkie odgłosy dochodzące z zewnątrz, które zazwyczaj przypominały jej o tym, że jest tylko jego małą częścią. Zamiast tego skupiała się na nim, a może chodziło po prostu o to, że to Benjy był w tej chwili wszystkim co się dla niej liczyło. Nie analizowała tego, po prostu się w niego wpatrywała, korzystała z tego, że był tak blisko, że otaczał ją swoimi ramionami, zapachem, nie potrzebowała w tej chwili niczego innego, nic nie było w stanie jej rozproszyć. Tak naprawdę wydawało jej się, że byli gdzieś obok, z dala od tego miejsca, trochę nierzeczywiści chociaż czuła na skórze jego dotyk, co potwierdzało, że to działo się naprawdę. Nie było snem, czy mrzonką. Siedzieli tutaj razem, ukryci przed tym, co czekało na nich tuż obok.
Rozmawiali, milczeli, poznawali się coraz bardziej, uczyli się siebie, przy okazji zdając sobie sprawę z tego, że nie byli w stanie przynajmniej jak na razie trzymać się od siebie z daleka, nawet jeśli mogło to być dla nich bezpieczniejszą opcją. Nie chciała już jednak obawiać się ryzyka, wręcz przeciwnie przy nim była gotowa tak po prostu dać się ponieść chwili, nie zważając na ewentualne konsekwencje, a w końcu każde czyny niosły za sobą jakieś skutki.
Będzie się tym martwić później, na pewno nie mogło to być jej zupełnie obojętne, nie kiedy pokazywała mu siebie, a on przyjmował wszystko z taką lekkością. Akceptował ją taką jaka była, co powodowało, że przestawała myśleć jasno, zamiast tego gotowa była brnąć w to dalej, aż w końcu ukaże mu całą siebie.
Zdawała sobie sprawę, że dość szybko musiał się zorientować, że uda jej się złapać go za słówko, tak jak Benjy nie miała problemu z tym aby łapać te okazje, które same się pojawiały. Zresztą nie ukrywała przed nim specjalnie swoich zamiarów, nie atakowała z zaskoczenia, mógł bez większego problemu dostrzec jej gotowość do tej słownej zaczepki. Nie siliła się na to, by się kamuflować, to nie była walka, którą zamierzała wygrać, raczej drobne urozmaicenie ich rozmowy.
- Nie da się ukryć, że jakieś brzmi lepiej niż żadne, chociaż może przyda nam się opinia eksperta? - Czy w ogóle istnieli specjaliści od bezużytecznego spędzania czasu? Raczej nie. Nie miała wątpliwości, że jeśli Fenwick by się uparł to na pewno bardzo szybko pokazałby jej, że to jego jakieś jest wystarczające.
Prue była gotowa usłyszeć wszystko, co miał jej do powiedzenia, nie bez powodu ubierała swoje myśli właśnie w te słowa. Wyjątkowo lekko przychodziło jej prowokowanie Benjy'ego. Skupiała się na jego twarzy, żeby przypadkiem nie myśleć za bardzo o dłoniach, które błądziły po jej przedramieniu. Nie było to wcale takie łatwe, tym bardziej, że ciało odruchowo reagowało na ten gest, przyjemne ciepło zaczęło rozpływać się po jej wnętrzu.
- Rzucasz kolejną groźbo - obietnicę, ale jakoś jestem Ci w stanie uwierzyć, na słowo. Potrafisz być całkiem przekonujący. - Miał w spojrzeniu coś, co świadczyło o tym, że nie miałby problemu z tym, aby to zrobić. Zresztą miała szansę doświadczyć tego, że nie rzuca słów na wiatr. Sama go prowokowała do sięgania po podobne słowa, spodziewała się, że nie będzie bierny na jej zaczepki. Ta rozmowa robiła się coraz bardziej niebezpieczna, ale najwyraźniej im to odpowiadało, inaczej nie brnęli by w to z taką lekkością.
- Nie, nie naprawdę, tak się tylko z Tobą droczę. - Ale przecież to wiedział. Wyczuwała jego intencje, nie było w tym żadnej filozofii, bo przecież te jej były bardzo podobne. - Och tak, akurat Ty nie masz problemu ze stawianiem granic, kiedy jest to potrzebne. - Nie chciała tego podważać, bo nie miało to najmniejszego sensu. Poznała go na tyle by wiedzieć, że to była prawda.
- Wolę chyba tę wersję, którą teraz prezentujesz. - Zresztą miała już w przeszłości przyjemność mieć doczynienia z jego odpowiednikiem dupka i zdecydowanie nie zamierzała do tego wracać. To, co jej teraz pokazywał dużo bardziej jej odpowiadało. Szczególnie, że nie spodziewała się tego, że kiedykolwiek będzie miała szansę zobaczyć go takiego. Tak właściwie to i ona przestała już zupełnie przejmować się tym, że chociaż nie powinni tego robić, to zaczynali brnąć coraz bardziej w to coś czego nie umiała jeszcze nazwać.
Dostrzegała jego uśmiech, mógł zwiastować wszystko i nic, chociaż podskórnie czuła, że sama pakowała się w jego ręce tymi komentarzami, już nie było odwrotu, ale dlaczego miałaby tego nie robić? To była całkiem miła odmiana od monotonii, która gościła w jej życiu. Nie spodziewała się, że tak bardzo będzie się ekscytować tym, że a końcu coś się zmieni. Tak długo brnęła w tę dziwną, ułożoną wersję siebie, że zdążyła zapomnieć o tym, jak dobrze jest być sobą, tą niekoniecznie najbardziej ułożoną wersją siebie.
Nie chciała się teraz odsuwać, wręcz przeciwnie, zamierzała się znaleźć jeszcze bliżej, chciała poczuć ciepło jego ciała pod swoimi palcami. Nie sądziła, że będzie mu to przeszkadzać, więc po prostu to zrobiła. Oparła dłoń na jego piersi rzucając mu przy okazji kolejne wyzwanie, którego pewnie nie zignoruje. Skoro już zaczęli w to brnąć to nie było odwrotu, rozsądek zostawili gdzieś daleko za sobą, tak samo jak cały świat.
Jej dłoń powoli przesuwała się w stronę mostku mężczyzny, tylko po to, by po chwili znowu wrócić na jego pierś, poruszała nią powoli, delikatnie, w miarowym tempie, który nie do końca pasował do tego, jak szybko biło jej serce. Nie przestała kiedy się odezwał, chociaż skupiła się teraz na tym, co miał jej do powiedzenia.
- Zawsze zostaje jakiś cień. - Wspomnienia, ślady, jak zwał tak zwał, akurat ona bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Nie tak łatwo było pozbyć się pewnych doświadczeń z pamięci, tylko, czy było w tym coś złego? Na pewno wiatr, który muskał ich co chwilę swoimi podmuchami również to zapamięta, że siedzieli tutaj razem, ona otoczona ramionami. Emocje pozostawiały po sobie echa. Każde czyny niosły za sobą konsekwencje, mniej lub bardziej bolesne i była na nie gotowa. Rozumiała do czego zmierza, nie musiał jej tego wyjaśniać.
Bardzo łatwo przychodziło im rozmawianie o jakichś momentach w przyszłości, które zapewne nigdy się nie wydarzą, ale może to właśnie przynosiło nieco normalności, jakby faktycznie kiedyś część z ich planów mogła się wydarzyć, raczej nie miała, ale nadzieja nie była niczym złym, mogła przynosić rozczarowanie, ale kto by się nim przejmował, kiedy w tej jednej chwili to wszystko wydawało się być na wyciągnięcie ręki.
- Całkiem nieźle czytasz z oczu. - Dodała jeszcze, bo nie musiała mówić wprost, że ma rację, że rozgryzł ją idealnie, zresztą nie utrudniała mu tego w żaden sposób. Była z m szczera, wszystkie reakcje były naturalne, już dawno zdjęła swoje maski.
Nadal nie do końca przywykła do tej myśli, że przed chwilą, zupełnie przypadkiem zrobiła go swoim chłopakiem i nie miał nic przeciwko temu. Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, gdy ponownie się tak nazwał, będzie musiała się z tym osłuchać, chociaż czy w ogóle nadarzy się do tego okazja? Ich wspólny czas był określony, to nie było coś co miało trwać długo.
- Myślałam, że już nim jesteś. - Nie mogła zignorować tego jeśli , skoro już w to brnęli to chciała mieć pewność, że są w tym samym miejscu, bo czemu by nie.
- Jasne, bede wykorzystywać wszystko, co mi powiesz, a może nawet i Ciebie, taka okazja nie zdarza się często. - i zupełnie nie przejmowała się tym, że miało to działać w dwie strony. Wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy, miała co do tego pewność.
- Przejmujesz się tym? Bo ja wcale. - Może i nigdy nie mieli tego robić, ale co z tego? Samo się stało, nie było sensu z tym walczyć, nie kiedy chcieli tego samego.
Dalsze słowa były zbędne, bo w końcu sięgnęli po to ku czemu zmierzali, w końcu ponownie poczuła smak jego ust, przymknęła oczy, by nie rozpraszać się zbytnio i zapamiętać go na przyszłość, kiedy Benjy'ego nie będzie już obok. Takie chwile nie zdarzały się jej często i była pewna, że to wspomnienie będzie jednym z przyjemniejszych jakie miała zapamiętać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control